Ładuję...

kolumber.pl


Od ponad dwóch lat zaglądam na Kolumbera, oglądam Wasze zdjęcia, czytam opowieści, szukam inspiracji i przydatnych informacji przed każdą moją podróżą - chyba przyszedł wreszcie czas, żebym ja też się czymś pochwaliła i podzieliła, bo niewiele jest rzeczy fajniejszych w długie zimowe wieczory niż podróżowanie - choćby przez internet :) Chwilę się zastanawiałam, od czego zacząć - czy od tego, co ostatnio, co mam na  świeżo i lepiej pamiętam, czy zrobić to jak należy - i zacząć od początku. Trochę to będzie wymagało przeszukania zakamarków pamięci i może nie będzie to opis bardzo dokładny i bardzo pomocny, bo minęło już 6 lat od mojej pierwszej podrózy, ale co tam - do rzeczy: Jakoś jesienią 2004 roku wpadliśmy na pomysł (ja, mój mąż i para przyjaciół), żeby wybrać się razem gdzieś dalej. Już nawet nie bardzo pamiętam, kto wymyślił, żeby to był Meksyk, a konkretnie, ze względu na to, że ograniczał nas krótki czas urlopu - tylko dwa tygodnie - Półwysep Jukatan. Kupiliśmy naszą pierwszą cyfrówkę, bilety na samolot do Cancun i zaczęliśmy planowanie trasy i przygotowania do wyjazdu. Plan był taki: rezerwujemy noclegi na dwie pierwsze noce w Cancun, czas po przylocie wykorzystujemy na rozejrzenie się i wynajęcie samochodu, a potem - w drogę! Dla mnie był to w tym czasie plan cokolwiek szalony, bo wydawało mi się, że w "obcym kraju" na każdym rogu czają się "obcy ludzie", którzy tylko czekają na okazję, żeby mnie oszukać, okraść, a pewnie nawet zabić :) Obawiałam się dość poważnie, ale po kupieniu pierwszego ilustrowanego przewodnika postanowiłam pokonać moje lęki - zapowiadało się nieźle, kto był na Karaibach, to wie :). Wylecieliśmy w styczniu 2005. Początek był mało zachęcający, na międzylądowaniu w Madrycie okazało się, że nasz kolega, który miał być kierowcą, zostawił w Warszawie prawo jazdy... - cały nasz plan mógł wziąć w łeb! Szybki telefon do rodziny i nadzieja, że DHL zdąży dostarczyć przesyłkę, jeszcze zanim będziemy w naszym pierwszym i jedynym zaplanowanym hotelu. Okazało się szczęśliwie, że Meksyk nie jest na końcu świata i dla firmy kurierskiej nie jest to nadludzkie zadanie - udało się - zanim się wyspaliśmy i znaleźliśmy samochód, papiery dotarły - jak to mówią: "więcej szczęścia niż rozumu". Samo Cancun - no coż, kurorty na całym świecie wyglądają podobnie. Hotel, obok hotel, a potem jeszcze jeden hotel, a po drugiej stronie ulicy - zgadnijcie co? - dla odmiany hotel. Co gorsza, część z nich jest wysoka, a są pobudowane na wąskich plażach co sprawia, że już po 12.00 cała plaża jest w cieniu - niby widoki fajne, ale żadna rewelacja. Teraz tak to brzmi mało entuzjastycznie, ale wtedy i tak byliśmy mocno rozentuzjazmowani tym, że dolecieliśmy do Meksyku, jest ciepło, jemy enchiladas i taco z guacamole, pijemy tequilę i w ogóle....  

Z Cancun postanowiliśmy dojechać na nocleg gdzieś w okolice Chichen Itza, zwiedzając po drodze podziemne jeziorko Cenote Dzitnup oraz Valladolid. Do Valladolid dojechaliśmy w sumie bez problemów. To małe miasteczko przywitało nas gościnnie - turystów prawie tam nie spotkaliśy, ale na Plaza Principal poznaliśmy panie z lokalnej spółdzielni rzemieśliczej, które za "pepsi" chętnie zgodziły się pozować do zdjęć, a jeszcze chętniej sprzedały nam wyplatane torebki - tym sposobem zaopatrzyliśmy się w pierwsze pamiątki. Później ruszyliśmy na poszukiwanie podziemnego jeziorka - trochę nam to zajęło, bo oznakowanie nie było zbyt jasne i nieco pobładziliśmy, ale pokierowani przez przedstawicieli  lokalnej władzy dotarliśmy i wykąpaliśmy się - warto było :) Potem ruszyliśmy na poszukiwanie noclegu - zrobiło się już ciemno, a my oczywiście nie mieliśmy pojęcia, gdzie będziemy spać. Chwilowo wycieczka przestała mi się tak podobać, bo poczułam się nieco nieswojo, ale szczęśliwie dojechaliśmy do Piste - to mała mieścina w sąsiedztwie Chichen Itza - jedna ulica, parę knajpek i co najważniejsze Posada Kari - ciepła woda i tv - ceny ekonomiczne :) Klimat niesamowity - przed domem stoi choinka,  siedzi właścicielka z sąsiadkami i śpiewają sobie w najlepsze. Po sąsiedzku, nie chodząc zbyt daleko po ciemku, znaleźliśmy też lokal z lokalnymi daniami i napojami i resztę wieczoru spędziliśmy na planowaniu kolejnego dnia.

Rano wyruszyliśmy na zwiedzanie słynnego miasta Majów - Chichez Itza. Z Piste było tam bardzo blisko, więc skoro świt mogliśmy rozpocząć zwiedzanie, co pomogło nam uniknąć nie tylko smażenia się z pełnym słońcu, ale też tłumu turystów przywożonych w samo południe autokarami z Cancun. Najpierw postanowiliśmy zwiedzać na własną rękę, ale po kilku minutacch błąkania się pomiędzy ruinami zdecydowaliśmy się na plan B i wzięliśmy przewodnika - co okazało się być bardzo dobrym ruchem, bo potomek Majów sporo nam opowiedział o ich zwyczajach, wierzeniach, Chac Moolu, pokazał rzeczy, na które z pewnością sami nie zwrócilibyśmy uwagi. Po takim wprowadzeniu teoretycznym mogliśmy się już potem sami włóczyć po kolejnych majowskich kompleksach i wiedzieliśmy czego szukać. Ulubionym zwrotem Pana przewodnika było "100% oryginal" :) Na mnie Chichen Itza zrobiło ogromne wrażenie - oczywiście pomimo mojego lęku wysokości wlazłam na piramidę - co prawda musiałam potem schodzić na siedząco i znosić śmiech współtowarzyszy, ale znowu - było warto!

W drodze do Meridy zahaczyliśmy o Grutas de Balankanche - jaskinie wykorzystywane przez Majów do różnych obrzędów religijnych. Można zobaczyć w środku naczynia ofiarne i wysłuchać spektaklu  "światło i dźwięk" - jak dla mnie - bez emocji. Sama Merdia też mnie nie powaliła. Fakt, spędziliśmy tam dość mało czasu i zobaczyliśmy głównie rynek. Gdybyśmy zostali dłużej, może miasto bardziej zapadłoby mi w pamięci.

Z Meridy ruszyliśmy do Uxmal - kolejnych ruin majowskiego miasta. Dotarliśmy na miejsce już późnym popołudniem. O ile Chichen Itza jest najbardziej znana, o tyle Uxmal zrobiło na mnie największe wrażenie. Włóczyliśmy się pomiędzy bydynkami aż do samego zamknięcia. Piramida maga, którą widać ponad drzewami, pojedyncze budynki zatopione w lesie - trochę trzeba się nachodzić, żeby niektóre zobaczyć, spokój, trawa, słońce i piękne widoki - super! Nawet przez chwilę nas kusiło, żeby przespać się w okolicy i przyjechać na drugi dzień jeszcze raz, ale tyle tyle jeszcze chcieliśmy zobaczyć, że w końcu, po długich dyskusjach zdecydowaliśmy jechać dalej. Trochę szkoda...

Przenocowaliśmy w Ticul - całkiem przyjemnym miasteczku niedaleko Uxmal. Początkowo planowaliśmy zostać w wiosce, którą polecał jakiś przewodnik - Santa Maria, czy Sana Ana, nie pamiętam dokładnie - ale kiedy tam dotarliśmy, mieszkańcy tejże wioski porzucili swoje zajęcia na widok naszego samochodu i przyglądali nam się bardzo uważnie, co spowodowało, że poczuliśmy się nieco nieswojo i zdecydowaliśmy dojechać jednak do jakiegoś miasta :) Poranek spędziliśmy na targowisku w Ticul, gdzie między innymi zjedliśmy na śniadanie pyszne placki smażone w głębokim oleju. Nie wiem, jak się to nazywało, ale było ok :) Potem, mijając Oxkutzcab, dojechaliśmy do kolejnych grot - Grutas de Loltun - te były znacznie większe i ciekawsze od poprzednich. Co prawda przewodnik bardzo wyraźnie domagał się napiwku i mniej więcej co trzecie zdanie jego opowieści do tego nawiązywało, ale sporo też poopowiadał, i pokazał prehistoryczne malowidła na ścianach. W czasie, kiedy tam byliśmy, Meksykanie przygotowywali się do przedłużenia i tak już sporej trasy udostępnionej do zwiedzania, przypuszczam więc, że teraz jest tam jeszcze ciekawiej.

Następnym punktem podróży było nadmorskie Tulum. Chcieliśmy tam trochę odpocząć na plaży i przy okazji zobaczyć tamtejsze miasto Majów, położone bezpośrednio na wybrzeżu. Dotarliśmy na miejsce tradycyjnie już po ciemku. Nic zupełnie nie było widać, a my z uporem godnym lepszej sprawy szukaliśmy Cabanos Ana i Jose, które polecał przewodnik. Trochę nam to zajęło, a jak już znaleźliśmy to miejsce, to okazało się, że, jak to zwykle bywa, sława musiała zwiększyć popularność, a na pewno wpłynęła na zwiększenie cen - to akurat się nie zgadzało z info w Pascalu i cennik przekraczał znacznie nasz budżet. Co było robić - zatrzymaliśmy się w pierwszym z brzegu miejscu, które nie zabijało ceną i nawet bardzo nie wybrzydzaliśmy - i tak po cienku nie bardzo było coś widać. Same domki, nic specjalnego - pokój z łazienką, czysty, ale skromny. Kiedy wstaliśmy rano, okazało się, że czeka nas miła niespodzianka - położenie naszej nowej bazy było rewelacyjne - bezposrednio na pięknej plaży, pełnej palm i prawie bezludnej. Czego chcieć więcej - już wiedziałam, że zabawimy tam dłużej niż planowaliśmy :) POstanowiliśmy zrobić z tego miejsca naszą bazę wypadową na najbliższe dni. W sumie i tak w okolicy było trochę rzeczy, które chcieliśmy zobaczyć. Pierwszym punktem na naszej liście były oczywiście tamtejsze  ruiny miasta Majów. Niestety tym razem zrobiliśmy błąd i wybraliśmy się tam koło południa. Tłum zwiedzających trochę zepsuł nam przyjemność oglądania. Nie wiem jakim cudem nie widać tego na zdjeciach, ale naprawdę ciężko się było chwilami przeciskać między ludźmi. Wieczorem czekała mnie jeszcze jedna miła niespodzianka - nasi mężowie namówili właściciela na przygotowanie dla nas romantycznej kolacji przy świecach - bezpośrednio na tej cudnej, pustej plaży - bezcenne!

Podczas pobytu w Tulum skorzystaliśmy z usług lokalnego biura podróży i wykupiliśmy całodzienną wycieczkę do Rezerwatu biosfery Sian Ka'an. Był więc spacer po lesie ścieżką edykacyjną z oglądaniem typowej dla tego regionu roślinności (drzewo chchen i zapote), a potem pływaliśmy łódką i w kapokach pomiędzy mangrowcami - całkiem przyjemnie.

Zachęceni zachwytami przewodników postanowiliśmy wybrać się na Półwysep Punta Allen - niby niedaleko, a widoki podobno cudne i w wiosce rybackiej na końcu pólwyspu można zjeść świeżo złowionego homara - ktoś by się oparł? Wsiedliśmy w nasz osobowy samochód i ruszyliśmy drogą, która z pewnością dla samochodów osobowych nie była przeznaczona. Szybciej niż 20-30 km/h nie dało się jechać, więc podróż w obie strony zajęła nam cały dzień. Widoki po drodze faktycznie cudne - plaże pełne ptaków i muszli i nigdzie żywej duszy - przez całą drogę, minął nas jeden samochód, a i we wiosce nikogo poza tubylcami nie było. Homara zjedliśmy, ale czy był świeży, to już inna sprawa - niestety droga powrotna nie była przyjemna - kilka razy musieliśmy się zatrzymywać, żeby, oględnie mówiąc, "oddać hołd Matce Ziemi"... Może to nie wina jedzenia, może nie bez znaczenia było to, że nas okrutnie na tych wertepach wytrzęsło - tego już nie ustalimy - wpsomnienia z Punta Allen - mieszane.

Po przygodach na Punta Allen nie wszyscy uczestnicy wycieczki byli w stanie dalej zwiedzać, ale mimo wszystko opuściliśmy naszą rajską plażę i udaliśmy się do Coby, żeby zobaczyć kolejne miasto pozostawione przez Majów - tym razem była to zatopiona między drzewami Coba. Z jednej strony każde z tych miast jest do siebie podobne, wszędzie jest boisko do gry w pelotę, piramida i pomniejsze budynki, ale jednak każde z nich ma swój specyficzny charakter.

Ostatną noc i dzień przed odlotem spędzieliśmy w Puerto Moreles - to już znowu miejscowość turystyczna, baza dla wielbicieli nurkowania i w związku z tym sporo ludzi, ale bez wielkich sieciowych hoteli, więc miasteczko o wiele przyjemniejsze niż Cancun.

I to by było na tyle. Przejechaliśmy kilkaset kilometrów, zobaczyliśmy sporo. Wróciliśmy cali i zdrowi. Nikt nas nie oszukał, nie okradł ani nie otruł. Poza mandatem przy wyjeździe z Cancun i drobnymi kłopotami żołądkowymi, które trafiają się i w kraju, nie przydarzyło się nam nic nieprzyjemnego, a wspomnienia są do dziś jedyne w swoim rodzaju. Od tego czasu byłam w wielu fajnych miejscach - czasem jedziemy z biurem podróży, bo tak łatwiej, czasem zwiedzamy na własną rękę, bo tak swobodniej, ale zawsze wracamy z toną wrażeń i zdjęć. Tak czy inaczej, bez tej pierwszej udanej podróży nie byłoby pewnie następnych, więc wspominam Jukatan ze szczególnym sentymentem :)

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. turysta1310
    turysta1310 (01.07.2011 17:21) +1 + -
    Będę tutaj w następnym roku gdy przyjadę z Ameryki Środkowej
  2. lmichorowski
    lmichorowski (26.05.2011 12:55) +1 + -
    Ciekawa i barwna relacja, zachęcająca do podróży w te strony. Mam pytanie - jakie są orientacyjne koszty wynajęcia samochodu na 2 tygodnie? Pozdrawiam.
  3. czarmir1
    czarmir1 (23.02.2011 18:12) +1 + -
    A mnie odświeżyłaś grudniowe wspomnienia, a i pokazałaś wiele dla mnie nowych miejsc. Bardzo miła opowieść i fajne zdjęcia :-). Pozdrawiam
  4. city_hopper
    city_hopper (10.02.2011 23:57) +1 + -
    Odświeżyłaś stare wspomnienia :-) Bardzo ciekawa relacja :-)
  5. s.wawelski
    s.wawelski (11.01.2011 6:53) +1 + -
    Twoja podróż przypomina mi moją pierwszą wyprawę do Meksyku, która teź obejmowała Yucatan :-) Z Twojego opisu i zdjeć wnioskuję, że Cie tam wszystko interesowało i słusznie.

    Nic dziwnego, że Uxmal Ci sie bardziej podobal niz Chichen Itza, gdyż miejsce to uchodzi za apogeum rozkwitu kultury Mayów okresu klasycznego. Myslę, ze wcale Chichen Itza nie jest bardziej znana niz Uxmal, lecz co najwyzej bardziej popularna wśród turystów przebywających na wybrzeżu M.Karaibskiego. Ci znad Zatoki Meksykańskiej odwiedzą raczej Uxmal. Tulum faktycznie prezentuje sie mizernie w porównaniu do tych pierwszych, ale pochodzi z okresu poklasycznego, który charakteryzuje sie pewnym upadkiem.

    Do Meksyku pewnie jeszcze kiedyś wrócisz, bo to wielki kraj i jest tam co ogladac :-) Moze zainteresują Cie moje 2 relacje z tego kraju? Obie są zaopatrzone również w zrobione przeze mnie migawki filmowe :-)
  6. asta_77
    asta_77 (08.01.2011 19:46) +2 + -
    Mam nadzieję, że to z czasem dopracuję
    Na razie czasu brak, na pisanie, czytanie, oglądanie, komentowanie... i tak moja druga połówka się trochę buntuje, że tu cały czas siedzę :)
  7. bartek_sleczka
    bartek_sleczka (08.01.2011 15:37) +3 + -
    Fajnie opisana relacja. Dobry dobór zdjęć, szkoda, że same zdjęcia nie są lepiej opisane, przynajmniej trochę bardziej czytelne tytuły... Dobrze mi się czytało. Z pewnością Meksyk powędrował o kilka pozycji w górę na mojej liście do zwiedzania :)
    Pzdr/bARtek
    PS. Cieszę się, że przeszłaś do fazy 'czynnej' :)
  8. milanello80
    milanello80 (06.01.2011 19:45) +2 + -
    Ciekawa relacja z pięknego kraju. Jukatan, wbrew temu co twierdzą niektórzy to integralna część Meksyku, w dodatku z niesamowitymi pozostałościami dawnych cywilizacji. Przyznam, że i mnie się marzy i to od dawna ruszyć śladem Majów od Jukatanu przez Gwatemalę z Tikal i Honduras z Copan i wieloma innymi atrakcjami po drodze.
    Gratuluję debiutu literackiego i pozdrawiam
  9. asta_77
    asta_77 (05.01.2011 18:00) +5 + -
    Bardzo dziękuję wszystkim za ciepłe przyjęcie i wszystkie plusy :) Biegnę teraz oglądać Wasze wyprawy, część już widziałam, ale jako bierny obserwator, bez możliwości komentowania, a to jednak nie to samo.

    Chelsea79 - jako ciekawostkę Ci powiem, że to Twoja relacja z Dominikany przekonała mnie ostatecznie, żeby też się trochę "poudzielać" - z każdego zdania czuć było, że to spełnione marzenie o Karaibach sprawiło Ci wielką frajdę!
  10. amused.to.death
    amused.to.death (05.01.2011 16:51) +2 + -
    to ja dla porównania teraz zapraszam do siebie i mojego Meksyku:)
    http://kolumber.pl/g/141969-Once%20upon%20a%20time%20in...%20Mexico
  11. neiven
    neiven (05.01.2011 10:25) +4 + -
    Całkiem udany debiucik ;) Interesująca i szczera relacja.
    Swojej pierwszej dalekiej podróży również się obawiałam, ale była bardzo udana i od tego czasu jestem zarażona chęcią poznawania świata. Ciekawa jestem Twoich kolejnych relacji :)
  12. amused.to.death
    amused.to.death (05.01.2011 10:22) +4 + -
    Witam w takim razie nową czynną uczestniczkę Kolumbera!
    Przeczytałam:) - sympatyczna wyprawa, w niektórych miejscach również byłąm, ale czasmi mam zupełnie inne odczucia - np. w przypadku Meridy - ja tam byłam kilka dni i było to dla mnie cudowne miasto:)

  13. s.wawelski
    s.wawelski (05.01.2011 4:12) +2 + -
    Gratuluję pięknej wyprawy po meksykańskim Yucatanie!! Aż roi się tam od starożytnych ruin. Wiele z nich nadal czeka na odkrycie w gęstej dzungli. I cieszę się, że postanowiłaś do nas dołączyć na Kolumberze...
  14. wojtass83
    wojtass83 (04.01.2011 22:46) +4 + -
    Super wyprawa i piękne zdjęcia te plaże to raj na ziemi
asta_77

asta_77

Ania
Punkty: 60209