Ajax Loader Ładuję ...

9 +
2009-06-13

Podróż Hawaje - Big Island

Opisywane miejsca: Hilo, Hawi, Kailua, Chicago (4812 km)
Typ: Blog z podróży

 

Właśnie minęły 3 dni przeznaczone na zwiedzanie Maui i nadszedł czas by przenieść się na następną wyspę. Czy 3 dni to wystarczający czas by poczuć klimat Maui?  Tak. Nie mam niedosytu. Danie główne w postaci Maui zostało skonsumowane, zostały jeszcze pewne przystawki, ale i tak główny posiłek był syty. :)

Wstajemy wcześnie rano i parę minut po godzinie 7 wsiadamy do samolotu linii Island Air kursującym na trasie Kahului - Hilo. Lot ma trwać około godziny. Lecimy na Big Island największą wyspę na Hawajach. Miłym zaskoczeniem jest to, że kapitanem samolotu jest kobieta. W związku z tym, że wystartowaliśmy  i wylądowaliśmy w miarę bezpiecznie, nie ma co narzekać, że trochę trzęsło i lądowanie było twarde.  Facetom  też nie zawsze wychodziło na początku :)

Wielka wyspa jest faktycznie wielka, poprzez fizyczne rozmiary, jaki i wielkie wydarzenia, których była świadkiem.  Warto tutaj dodać, że wyspa ta jest najmłodszą wyspą i ciągle jeszcze rośnie. Dzieję się tak za sprawą wulkanu Kilauea. W ogóle cała wyspa przepełniona jest wulkanami, jak nie aktywny wulkan Kilauea, to Mauna Kea najwyższa góra świata (o tym więcej w dniu ósmym), to w końcu piekielny obraz zastygłej lawy ciągnący się kilometrami w południowej części wyspy.

 Z historycznych wydarzeń wspomnę o śmierci kapitana Cooka na Big Island oraz o podboju wyspy a później całych Hawajów przez króla Kamehamehę Wielkiego.

Hilo

Po wylądowaniu i wynajęciu samochodu robimy mały objazd miasta.  Tego dnia poranek był słoneczny i co najważniejsze nie padało, niestety już niedługo przyjdzie nam doświadczyć tej smutnej prawdy, że Hilo jest najbardziej deszczowym miastem w Stanach. Dodatkowo miasto jest tak położone, że ciągle jest narażone na działanie dwóch żywiołów ognia i wody. Ogień wiadomo z pobliskiego wulkanu ,w 1984 lawa zatrzymała się dosłownie kilka kilometrów od miasta, woda zaś dokonała dwukrotnie zniszczeń miasta w 1946 i 1960 roku na skutek tsunami.

Pomimo tak 'schizofrenicznego' położenia do Hilo przylatuje jednak dużo turystów by "to feel the heat' aktywnego wulkanu, (nad wulkanem można przelecieć się helikopterem, w którym otwarte są drzwi, by lepiej 'poczuć ciepło') Niestety ciepła nie poczułem pomimo trzech prób, w których chciałem załapać się na lot helikopterem,  wszystkie loty odwołano z powodu deszczu. Nie wspominam więc Hilo miło.

Plusem zaś tej miejscowości jest to, że z racji owych ciągłych opadów uprawia się tam i eksportuje, storczyki, orchidee i kwiaty anturium. Każdego dnia w hotelu w którym mieszkaliśmy wystawiano świeżą porcję różnych kwiatów, które można było zabierać do pokoju. 

Akaka Falls

15 mil na północ od Hilo  znajduje się  wodospad Akaka.  Spada on z około 120 metrów i przyznam, że robi wrażenie.  Czego jak czego, ale po Hawajach można oczekiwać, że będą tu piękne wodospady i na szczęście są :)

Hawaii Volcanoes National Park

Po południu jedziemy zwiedzić największą atrakcję wyspy, Park Narodowy Hawajskich Wulkanów.

Każdy park narodowy w Stanach posiada biuro informacji turystycznej , w której możemy kupić pamiątki, otrzymać materiały lub zasięgnąć więcej informacji od  'park rangera'.  Muszę tutaj przyznać, że ludzie pracujący w takim centrum informacji, są naprawdę kompetentni i pomocni. Nie wiedziałem do końca czego mogę oczekiwać od parku nafaszerowanego wulkanami, lawami i gorącymi gazami.

Mam w końcu pod opieką 4 letniego dzieciaka i ciężarną małżonkę. Okazuję się, że i owszem są miejsca w których pobyt kobietom ciężarnym nie jest wskazany.

Zaopatrzeni w dokładną mapę wyruszamy w głąb parku. Już po paru milach jazdy spotykamy 'steam vents' czyli otwory z których wydostaje się gorąca para. Jest naprawdę gorąca, podstawiam rękę ale szybko muszę ją cofnąć. Zaczyna do nas powoli docierać, że my tu sobie spacerujemy a pod nami przewijają się masy lawy.

Kilka następnych mil i nasz pejzaż zmienia się drastycznie, nie ma już drzew, krzaków, gdzieniegdzie  wystają kępy traw, dookoła nas na wiele mil rozciągają się zwały zastygłej lawy.

Krajobraz piekielny, dominuje kolor czarny, czasami odcienie czerwonego i żółtego. Przeraża ogrom przestrzeni zalanej tą lawą. Wyobraźnia maluje obraz zniszczenia, wszystko bowiem co stało na drodze lawy zostało unicestwione.  Im dalej jednak wjeżdżamy i im bardziej pochłania nas ten krajobraz, zaczyna w nas rodzić się jakiś podziw, zaczynamy dostrzegać piękno.  Stajemy po drodze by podziwiać szczeliny i wąwozy powstałe w wyniku pęknięć lawy. Co jakiś czas stajemy przed kraterem wulkanu, po drodze jest ich kilka np. (Lua Manu Crater, Ko'oko'olau Crater, Puhimau Crater, Pauahi Crater).

Aż w końcu dojeżdżamy do miejsca, które najlepiej świadczy o tym gdzie się znajdujemy, jeszcze w oddali, ale już teraz dobrze widoczna chmura pary unosząca się przy zetknięciu lądu z oceanem. To właśnie tam trwa ogromna walka dwóch żywiołów wody i ognia. Jeszcze parę mil jedziemy w stronę oceanu, aż w końcu musimy stanąć, droga się kończy, ludzie parkują na poboczu drogi i pieszo podążają w stronę oceanu.  Ścieżka, no właśnie, niby jakieś oznaczenia ścieżki są w postaci, żółtych kartoników, ale i tak każdy idzie po lawie, upewniając się od czasu do czasu, czy przejście jest bezpieczne.

Po dojściu do oceanu, każdy przez parę minut przygląda się odległej o jakąś mile walce żywiołów.

Zdecydowanie można podejść bardzo blisko całego zjawiska, ale trzeba to dobrze zaplanować. Obowiązkowe dobre obuwie, zapas wody, płaszcz przeciwdeszczowy, dobry aparat i latarka.

Latarka potrzebna jest w drodze powrotnej, bowiem najlepsze zdjęcia wychodzą wieczorem, kiedy z pośród oparów wody można wyraźniej dostrzec spływającą do oceanu czerwoną lawę.

Trasą idzie się jakieś 2 godziny w jedną stronę, wieczorem wraca się dłużej, gdyż latarką świeci się drogę powrotu.

Niestety nie zaplanowałem sobie wieczornego wypadu na sesje zdjęciową i teraz już po czasie bardzo tego żałuje. 

Jest godzina około 4 po południu, udajemy się w drogę powrotną do centrum informacji, ale nagle zaskakuje nas deszcz więc rezygnujemy z dalszego zwiedzania i jedziemy do hotelu. Do parku jeszcze raz wrócimy, żeby dokończyć zwiedzanie, ale dopiero za 2 dni.

Kilka informacji o parku:

Jest jednym z największych i najbardziej niezwykłych parków w Stanach. Na jego terenie znajdują się dwa potężne wulkany i szereg mniejszych. Jest również muzeum, są hawajskie petroglify oraz najbardziej znane na świecie obserwatorium wulkaniczne.

W 1987 park został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Park dzieli się na dwie części: północną zajmuje krater wulkanu Mauna Loa, ma długość 5 km, szerokość 4 km i 200m głębokości, oraz część południową  z kraterem wulkanu Kilauea,  4 km długości, 3 km szerokości i 120 metrów głębokości.

Na wschód od krateru Kilauea znajduje się aktywny wulkan Pu'u 'O'o, z którego nieprzerwanie od 3 stycznia 1983 roku wypływa lawa. Ocenia się, że w ciągu jednego dnia do oceanu spływa od 300 tys. do 1 miliona metrów sześciennych lawy. Dzięki czemu w ciągu 20 lat wyspa powiększyła się o ponad 220 hektarów nowej ziemi.

  • 01 kahului   hilo 1
  • 01 kahului   hilo 2
  • 02 akaka falls 2
  • 02 akaka falls 4
  • 02 akaka falls 5
  • 03 hawaii volcanoes 01
  • 03 hawaii volcanoes 02
  • 03 hawaii volcanoes 03
  • 03 hawaii volcanoes 04
  • 03 hawaii volcanoes 05
  • 03 hawaii volcanoes 06
  • 03 hawaii volcanoes 07
  • 03 hawaii volcanoes 08
  • 03 hawaii volcanoes 09
  • 03 hawaii volcanoes 10
  • 03 hawaii volcanoes 11
  • 03 hawaii volcanoes 12
  • 03 hawaii volcanoes 13
  • 03 hawaii volcanoes 14
  • 03 hawaii volcanoes 15
  • 03 hawaii volcanoes 16
  • 03 hawaii volcanoes 17
  • 03 hawaii volcanoes 18
  • 03 hawaii volcanoes 19
  • 03 hawaii volcanoes 20
  • 03 hawaii volcanoes 21
  • Hawaii volcanoes 07
  • Hawaii volcanoes 09

 

Dotychczas starałem się planować zwiedzanie z umiarem, dzisiaj jednak odleciałem. Żona oświadczyła rano, że chce pozostać przez cały dzień w hotelu i daje mi cały dzień na samodzielne zwiedzanie. Kochana ta żona, ja jednak dla pewności wyjeżdżam rano, bo a nóź może zmienić zdanie :)

Na poważnie jednak, zmęczenie daje jej już trochę popalić, więc postanowiła sobie zrobić wakacje od zwiedzania :)

Jej pozostanie z dzieciakiem w hotelu stworzyło możliwość zmiany planów i dodania kilku atrakcji, których wcześniej nie uwzględniłem, będzie więc walka o czas, ale też trochę więcej wspomnień.

Zamierzam więc zwiedzić całą północno-zachodnią część Big Island.

Zaczynamy od:

Mauna Kea Observatory

Dojechanie na szczyt tego najwyższego wulkanu na Hawajach było nie lada wyczynem z mojej strony.

Musiałem przezwyciężyć kilka lęków, które towarzyszyły mi przed wjazdem na szczyt.

Po pierwsze, samochodzik jakim zamierzałem tam w jechać, delikatnie mówiąc chyba się nie nadawał. Wszystkie samochody jakie tam wjeżdżały miały napęd na 4 koła, mój Dodge Neon był jedynym, który próbował się tam dostać na zwykłym napędzie.

Po drugie, ciągle jeszcze nie ufam sobie, kiedy kieruje w górach. Prawko robiłem w Stanach więc nie miałem możliwości otrzaskać się w górskich trasach. Automatyczna skrzynia biegów sprawdza się w mieście i na autostradach, ale czy jadąc pod taką górę trzeba zmienić bieg na jakiś inny niż ten, który wykorzystywałem dotychczas? Przecież nie będę dzwonił do kumpli w Chicago by ich pytać na jakim biegu powinienem wjeżdżać pod górkę. :)

Po trzecie, ciśnienie atmosferyczne jest na szczycie niższe około 40% niż na poziomie morza. Czy mi coś w organizmie nie nawali, patrz jakieś zawroty głowy, czy duszności?

Ciekawość nie po raz pierwszy okazała się u mnie silniejsza niż lęki.

Z wjazdem więc tym było tak. Mniej więcej w połowie drogi na szczyt (2800 m .n.p.m.) jest  Onizuka Center for International Astronomy.  To takie małe schronisko-muzeum. Zalecany tam jest postój  przez 30 minut na aklimatyzację przed wjazdem na szczyt. Wytrzymałem 20 minut, zwiedziłem muzeum, uzupełniłem płyny, odcedziłem kartofelki i dalej ruszyłem w trasę. Dotychczas droga była asfaltowa, teraz się zmieniła na kamienisto-piaszczystą, co trochę jednak utrudniało jazdę. :)

Powoli, przy pełnym stresie i dziwnych dźwiękach w silniku podczas dodawania gazu, by utrzymać wjazd pod górę przynajmniej z szybkością 25 mil na godzinę, w końcu dojechałem.

Ciekawą rzeczą jest to, że jak tylko zaparkowałem podszedł do mnie specjalnie zatrudniony przewodnik, by przywitać mnie na 'Top Of The World' i zapytać jak się czuję. Czułem się dobrze, stres odpuścił, zadanie  wykonałem pomyślnie więc dodatkowo byłem szczęśliwy. 

Tłumaczę o co chodzi z tym 'Top Of The World'. Mauna Kea ma wysokość  4207 m n.p.m., ale od podstawy na dnie oceanu do wierzchołka nad powierzchnią morza liczy  10,203 m (za wikipedia.com)

Jest więc największą górą na świecie. A czy ktoś, kto znajduje się na najwyższej górze na świecie nie jest równocześnie na wierzchołku świata? :)

Nie jest to oczywiście jedyna atrakcja na Mauna Kea, poza nieprawdopodobnymi widokami, poza jedyną górą na Hawajach, na której można jeździć na nartach (tak, tak na Hawajach jest też śnieg :)), to główną atrakcją jest kompleks obserwatoriów astronomicznych. Na Mauna Kea powietrze jest najbardziej przejrzyste na całej kuli ziemskiej, co stanowi idealne warunki obserwacyjne.  W sumie jest tam 9 teleskopów.

- 2 z uniwersytetu hawajskiego

- 2 teleskopy Kecka

- teleskop NASA

- francusko-kanadyjski

- angielski

- japoński

- jeden który finansują rządy: Kanady, Argentyny, Australii, Brazylii i Chile.

Najbardziej znany jest teleskop Kecka, są to w sumie 2 teleskopy. Są największymi teleskopami na świecie. Posiadają segmentowe zwierciadła o średnicy 10 metrów. Pracujące w zakresie światła widzialnego i podczerwieni z tzw. optyką aktywną. Oddalone od siebie o 85 metrów.

Teleskopy połączone razem tworzą interferometr Kecka.  Kosztowały 140 milionów $.

Dzięki takim urządzeniom jak teleskop Kecka możemy dowiedzieć się troszeczkę więcej na temat tego gdzie jest nasze miejsce we wszechświecie.

Życzyłbym sobie, by poza małą komputerową prezentacją zdjęć wykonanych dzięki tym teleskopom, móc sobie bezpośrednio zajrzeć przez to oko na wszechświat, niestety muszę się zadowolić tym, że stałem 3 metry  od takiego teleskopu :)

Po 40 minutach pobytu na szczycie zjeżdżam w doliny i ruszam do kolejnej atrakcji.

Pu'ukohola Heiau NHS

Przemieszczenie się z Mauna Kea do świątyni Pu'ukohola zajęło godzinę. Po drodze zauważyłem dawno przeze mnie zapomniane zjawisko informowania długimi światłami przez kierowców jadących z przeciwka o kontroli radarowej. W Chicago ten 'szlachetny' zwyczaj dawno zaginął, a tutaj poczciwi Hawajczycy subtelnie informowali mnie o czyhającym niebezpieczeństwie . :)

Pu'ukohola Heiau National Historic Site to największa i zarazem ostatnia ze zbudowanych na Hawajach w czasach króla Kamehameha Wielkiego świątynia poświęcona bogowi wojny Ku.

W 1790 Kamehameha podjął zamiar zjednoczenia i podporządkowania sobie wszystkich wysp hawajskich i zwrócił się o poradę do Kapoukahi, wielkiego wróżbiarza z Kaui. Ten zaś mu powiedział, że musi zbudować nową świątynię bogowi wojny i w ten sposób pozyska jego przychylność.

Kamehameha świątynie wybudował i zaprosił na jej poświecenie swojego rywala Keoua. Jakoś tak nieszczęśliwie złożyło się, że rywal wielkiego wodza, został pojmany i złożony jako pierwszy w ofierze.

Świątynia ta służyła też jako azyl dla osób, które złamały tabu lub dla pokonanych wojowników.

Lapakahi State HP

Parę mil na północ od Pu'ukohola Heiau jest kolejna fajna atrakcja, mianowicie historyczny park stanowy Lapakahi. Jest to wioska hawajska powstała około 650 lat temu.  Nie ukrywam, że znajdując się tam byłem trochę zaskoczony terenem, na którym powstała ta osada. Ogólnie  ziemia mało urodzajna, właściwie składała się z zastygłej lawy, której fragmenty wykorzystywano do budowy domów, murów, spiżarni itp.  Bardzo bliski dostęp do oceanu i bezpieczna żegluga jak się później dowiedziałem zadecydowały o lokalizacji tej wioski. Może gdyby była tam jakaś plaża piaszczysta, to wyglądało by to normalniej, sęk w tym że nie było, co pewnie sprawiało, że życie w wiosce nie należało do łatwych.

Wyjeżdżam z wioski i udaje się  w kierunku Hawi, (to taka niewielka mieścina). Czy to sprawa mojego pośpiechu, czy też słabego oznakowania, ale po drodze pominąłem Mo'okini Heiau, to druga świątynia w tym rejonie.  Niestety, ale przekonałem się po raz kolejny, że nie wszystkie atrakcje są dobrze oznaczone.

Dowiedziałem się w końcu gdzie to jest, ale już nie chciało mi się wracać.

W tak zwanym międzyczasie, pojechałem sobie na najdalej wysunięty na północ cypel zwany Upolu Point.  To gdzieś tutaj ponoć urodził się król Kamehameha. Nie ma tam żadnych śladów pozostałości po jakiejś osadzie, ale miejsce jest tak zaciszne i przeurocze, że aż sobie usiadłem i przez kilka minut wpatrywałem się w ogromne fale uderzające w wystające skałki.  Dookoła nie było żywego ducha, tylko szum fal oceanu i orzeźwiający wiatr. 

W miejscowości Hawi, żeby już wykończyć temat króla Kamehameha, znajduje się Kamień Kamehamehy, który jak głosi legenda  król przyniósł z oddalonej o kilka mil plaży, by dowieść swej siły i wytrwałości oraz naturalnej wielkości posąg króla.

Pololu Valley

Ostatnią atrakcją znajdującą się w tym rejonie jest Dolina Pololu. Co ciekawe, że nie wszystkie przewodniki wspominają o tej dolinie, a moim zdanie jest absolutnie warta obejrzenia. 

Dla fotografów jest o wiele bardziej atrakcyjna niż dolina znajdująca się po przeciwległej stronie, która jest o wiele bardziej reklamowana, a rzeczywistości mniej atrakcyjna niż Pololu.

Waipio Valley

Po dojechaniu do Doliny Pololu, droga się kończy. Zawracam więc i nadrabiam dość spory kawałek drogi by dojechać do Doliny Waipio.  Z punktu widokowego widać ową dolinę dobrze, ale jej strome ściany z którymi styka się ocean są widoczne mniej. Niestety do doliny tej dojechałem dość późnym popołudniem i nie zdecydowałem się by zjechać z góry w samo serce doliny. Tablica informująca o mile widzianych samochodach o napędzie na 4 koła, jednak mnie zniechęciła, chyba mam już dość stresu związanego z jechaniem po drodze na której niewiadomo co mnie spotka. Robi się też już późno, wycofuję się do hotelu. Po godzinie jazdy, około 9 wieczorem padam w hotelu zmęczony w ramiona wyczekującej małżonki. Szalony był to dzień, ale jak to mawia mój znajomy, lepiej się zużyć niż zardzewieć. Więc sobie używam.

 

  • Północna strona wyspy
  • Północna strona wyspy
  • Północna strona wyspy
  • Północna strona wyspy
  • Północna strona wyspy
  • Północna strona wyspy
  • Hawi - centrum miasta
  • pomnik Kamehamehy
  • Kamień Kamehamehy
  • droga do mauna kea observatory
  • droga do mauna kea observatory
  • teleskop Kecka
  • mauna kea observatory
  • mauna kea observatory
  • chlopaki w trakcie obserwacji :)
  • mauna kea observatory
  • oko na wszechświat
  • jedno z zdjec dokonanych przez teleskop
  • kamienista droga do obserwatorium
  • mauna kea observatory - widok z gory
  • american soldiers też ciekawi co tam we wszchświecie słychać :)
  • puukohola heiau 01
  • puukohola heiau 02
  • puukohola heiau 03
  • puukohola heiau 04
  • ołtarz do składania ofiar
  • ołtarz do składania ofiar
  • ołtarz do składania ofiar
  • puukohola heiau
  • ołtarz do składania ofiar
  • lapakahi - wioska hawajska
  • lapakahi - wioska hawajska
  • lapakahi - wioska hawajska
  • lapakahi - wioska hawajska
  • lapakahi - wioska hawajska
  • lapakahi - wioska hawajska
  • lapakahi - wioska hawajska
  • lapakahi - wioska hawajska
  • pololu valley 1
  • pololu valley 2
  • pololu valley 3
  • pololu valley 4
  • pololu valley 5
  • pololu valley 6
  • waipio valley 1
  • waipio valley 2
  • Lapakahi state - panoramic
  • Mauna kea observatory - panoramic
  • Polulu valley - panoramic
  • Puukohola heiau - panoramic
  • Puukohola heiau 02 - panoramic
  • Puukohola heiau 03 - panoramic

 

Przenosimy się dzisiaj z Hilo do miejscowości leżącej po przeciwnej stronie wyspy do kurortu wypoczynkowego Kona.

Po drodze jest jeszcze kilka miejsc, o które też chcemy zahaczyć.

Przed opuszczeniem hotelu robię drugie podejście by załapać się na lot helikopterem, kończy się niepowodzeniem.  Powód, opady deszczu. No jest to trochę irytujące. Wyjeżdżamy z Hilo w strumieniach deszczu.

Po kilku minutach docieramy do Hawaii Volcanoes National Park. Ostatnio nie zobaczyliśmy wszystkiego więc chcemy dokończyć zwiedzanie. Na pierwszy plan idzie Jaggar Museum. Budynek położony na brzegu kaldery Kilauea z świetnym widokiem na cały wulkan. W samym muzeum można zobaczyć 25 minutowy film na temat hawajskich wulkanów, dostać informacje o aktywności wulkanów, oraz kupić pamiątki.

Jest tam również wystawa przedstawiająca moc prastarej bogini Pele.

Obok Muzeum jest Hawaiian Volcano Observatory, w którym naukowcy na najnowszym sprzęcie monitorują działanie okolicznych wulkanów.  Jak tutaj nie zakochać się w Hawajach skoro na tej samej wyspie są przynajmniej dwa obserwatoria, które tak dużo mówią nam o naszej planecie przez pryzmat działania wulkanów (obserwatorium wulkaniczne), oraz o naszym istnieniu we wszechświecie (obserwatorium astronomiczne na Mauna Kea).

Z muzeum udajemy się do Thurstone Lava Tube, po drodze mijając kolejne punkty widokowe, z których obserwujemy nowe kratery, z których ciągle unosi się para. Dojeżdżamy do Tunelu Thurstona powstałego w miejscu, w którym dawniej płynęła lawa. Dojście do tunelu wiedzie przez gęsty tropikalny las. Sam tunel ma kilkanaście metrów, ale świadomości tego, że wcześniej płynęły tu masy lawy poza zachwytem, każe nam pokonać tą trasę w pokorze przed matką naturą :)

Po 2 godzinach opuszczamy Park i udajemy się na południowy zachód do plaży, która posiada czarny piasek. Na Maui byliśmy już na czarnej plaży, ale plaża ta składała się z czarnych kamieni, Punaluu Beach to 100 procentowa plaża pokryta czarnym piaskiem.

Piasek ów pochodzi z wulkanicznego szkła rozkruszonego przez morskie fale, a kryształki piasku są czyste i nie grozi nam żadne osmolenie.

Poza pewnym zdziwieniem co do koloru piasku, przyznać trzeba, że czarny piasek jest o wiele bardziej praktyczny np. łatwiej się z niego otrzepać. :)

Przy plaży jest kilka budek z pamiątkami, w których kupiliśmy pocztówki z południowej części Big Island z dołączonym piaskiem koloru zielonego.  Dotychczas więc widzieliśmy plaże w kolorze białym, czerwonym, czarnym i chociaż próbkę w kolorze zielonym.  I właśnie za takie klimaty kocha się Hawaje :)

Ka Lae - to najdalej wysunięta na południe część Stanów Zjednoczonych.  Dla przypomnienia Key West na Florydzie, owszem jest też najdalej wysuniętym na południe punktem USA jeżeli chodzi o kontynent , ale Ka Lea jest najdalej wysuniętym punktem biorąc pod uwagę całe terytorium USA.

Pobyt na Ka Lae zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, sam dojazd tam ma już swojski klimat.

Jedzie się wąską drogą mijając po drodze pasące się konie, oraz nieaktywne wiatraki.

Na końcu drogi czeka na nas urwisko skalne, z którego można skakać do oceanu.

Spokój, mało ludzi, piękny krajobraz, siadamy sobie  na trawce i przez kilkanaście minut kontemplujemy wspaniałe widoki. 

Puuhonua o Honaunau NHS to nasza ostatnia atrakcja na dzisiaj. Puuhonua o Honaunau to dosłownie po hawajsku 'miejsce schronienia w Honaunau', oznacza więc to, że jedziemy do wioski z kompleksem religijnym i największą świątynią schronienia na Hawajach.

Sama wioska jest położona przy oceanie pomiędzy pięknym palmami i robi bardzo przyjemne wrażenie.

Świątynia zaś została zbudowana około 1650 roku, otoczona jest licznymi rzeźbami bogów i przodków.

To nie pierwszy raz, kiedy na Hawajach spotykam miejsce, które są przeznaczone na azyl. Ponoć, poza złamaniem jakiegoś tabu, można było wpaść w niełaskę np. nadeptując cień wodza, lub łowiąc ryby w zakazanym okresie.  Winowajca, żeby uniknąć kary puszczał się w te pędy, by dotrzeć jak najszybciej do wioski. Jak dotarł tam żywy wówczas dostawał rozgrzeszenie i następnego dnia wracał do domu.

Po zwiedzeniu wioski jedziemy do Kailua-Kona , to główna miejscowość wypoczynkowa ma wyspie.

To zdumiewające, że miejsce to tak bardzo różni się do Hilo położonego w linii prostej jakieś 60-70 mil. Z jednej strony wyspy ciągły deszcz, z drugiej idealne warunki do wypoczynku na plaży.

Po drodze do Kailua-Kona mijamy miejsce, w którym został zabity Kapitan Cook. Samochodem tam dojechać nie można, jest zaś ścieżka która prowadzi do białego obelisku ustawionego w miejscu śmierci kapitana. Krótko powiem tylko tyle, ze kapitan zginął podczas swojej drugiej wyprawy na Hawaje. Jedni twierdzą, że zginął jako rytualna ofiara inni, że zginął podczas walki. Powód? Znowu jedni twierdzą, że chciał porwać króla Kalaniopuu i wymienić za skradzioną szalupę, inni że rozebrał świątynię Napoopoo na opał czym wkurzył kapłanów, jeszcze inni twierdzą, że zginął przypadkowo.

Pomyślałem sobie, jakie to musiało być ekscytujące tak odkrywać nowe kultury. :)

W związku z tym, że to nasz ostatnia noc na Hawajach udajemy się do troszeczkę lepszego hotelu, blisko plaży i w centrum miasta.  Dookoła trwają liczne imprezy taneczno-rozrywkowe, a my jakoś nie mamy ochoty na zabawę.  

 

  • 01 hawaii volcanoes np 1
  • 01 hawaii volcanoes np 2
  • 01 hawaii volcanoes np 3
  • hawajska bogini wulkanów Pele
  • tunel po lawie
  • 02 punaluu beach 1
  • 02 punaluu beach 2
  • 02 punaluu beach 3
  • 02 punaluu beach 4
  • 03 ka lae 01
  • 03 ka lae 02
  • 03 ka lae 03
  • 03 ka lae 04
  • 03 ka lae 05
  • 03 ka lae 06
  • 03 ka lae 07
  • 03 ka lae 08
  • 03 ka lae 09
  • 03 ka lae 10
  • 04 puuhonua 01
  • 04 puuhonua 02
  • 04 puuhonua 03
  • 04 puuhonua 04
  • 04 puuhonua 05
  • 04 puuhonua 06
  • 04 puuhonua 07
  • 04 puuhonua 08
  • 04 puuhonua 09
  • 04 puuhonua 10
  • 04 puuhonua 11
  • 04 puuhonua 12
  • 04 puuhonua 13
  • 04 puuhonua 14
  • 04 puuhonua 15
  • 04 puuhonua 16
  • 04 puuhonua 17
  • 04 puuhonua 18
  • 04 puuhonua 19
  • Ka lae - panoramic

 

W ostatnim dniu mamy do zaliczenia Narodowy Park Historyczny Kaloko-Honokohau, następnie musimy dostać się do Hilo i wieczorem przelecieć do Honolulu, no a z Honolulu do Chicago.

Zaczynamy od Kaloko-Honokohau NHS. Właściwie to jest pamiątka po przeszłych czasach, gdyż obecnie niewiele się tam znajduje.  Są jakieś szczątki ruin, ale gdyby nie było oznaczeń, że w tym miejscu wcześniej były hawajskie świątynie, to raczej trudno byłoby się tego domyśleć.

Na terenie tym znajdował się staw rybny Aimakapo, z którego zaopatrywano królewskie stoły.

Dzisiaj spotkać tam można znakowane numerkami żółwie i czerwone kraby, uciekające ni to bokiem ni to tyłem.  

Około 1 po południu kierujemy się w stronę Hilo. Mamy wystarczająco czasu, by spokojnie dojechać do Hilo około 4. Trzeci raz staram się załapać na helikopter, ale niestety z powodu deszczu lot nie może się odbyć. Coś nieprawdopodobnego.

Udajemy się na ostatnie zakupy, kupujemy też coś do jedzenia by jakoś przetrwać lot do Chicago.

Około 6 lecimy do Honolulu a coś koło 9 mamy samolot do Chicago.

Zanim wsiądziemy do samolotu jeszcze kilka myśli podsumowujących.

> Mieliśmy możliwość zobaczyć 3 wyspy, chociaż jest jeszcze jedna, którą chciałbym zobaczyć. Nazywa się Kaui i z tego co widziałem na zdjęciach warta jest zwiedzenia. Nam niestety nie starczyło czasu.

> Tak, wyspy różnią się od siebie. Najpiękniejszą jest Maui, kiedy leciałem na Hawaje nastawiałem się na egzotyczne klimaty i Maui spełniła je w pełni. Big Island też robi duże wrażenie, w szczególności wulkany oraz przynajmniej dla mnie obserwatorium astronomiczne, czarna plaża, oraz Ka Lea.

Oahu ma za dużo mieszkańców, ale również pozostawia miłe wspomnienia. Mój Boże co ja tutaj wyprawiam, nie chodzi mi o plebiscyt na najlepszą wyspę, bo pobyt na każdej jest specjalnym przeżyciem, ale gdyby już ktoś miał do wyboru tylko jedną wyspę, to chyba poleciłbym Maui.

> Teraz, kiedy już jestem po wyprawie kilka rzeczy zaplanowałbym troszkę inaczej. Przede wszystkim miałem kiepski aparat, ten co mam teraz mi wystarcza (Canon 30D) ale wówczas miałem Canon Powershot S1 IS. Trochę za słaby jak na te wszystkie klimaty. Dodałbym więc kilka punktów do zaliczenia, kierując się tylko potrzebą zrobienia dobrych zdjęć.

Brakowało mi też czasu na zapoznanie się z kimś miejscowym. Piękne miejsca to jedno, ale ludzie to zawsze ludzie.

Wylot

A Hui Hou -  do zobaczenia znowu. Taki tekst zobaczyliśmy na lotnisku. W ogóle z tym brzydkim wyrazem na h.. trzeba się jakoś oswoić gdyż dużo ulic Honolulu posiada jego człon. Tak, żeby tą sprawę już zamknąć do końca dodam, że po hawajsku Hui znaczy grupa, spotkanie, grupa lokalna.

Na lotnisku odprawa przebiegła sprawnie, poza jednym incydentem, pozbawiono nas jabłek przygotowanych na lot do Chicago. Jest jakiś przepis, który mówi, że nie można ani wwozić ani wywozić owoców lub nasion, wszystko w celu zachowania mikroklimatu.

Siedząc już w samolocie, przede wszystkim byłem dumny z tego, że udało się wszystko w miarę dobrze zaplanować. Poza licznymi wspomnieniami po powrocie, udało mi się namówić kilka osób na samodzielny lot na Hawaje, kiedy się teraz spotykamy czasami sobie wspominamy różne miejsca.

A jak mawiał Albert Camus: Od chwili, gdy nauczyłem się wspominać, nie nudziłem się już wcale.

 

  • 01 kaloko Honokohau
  • żółw nr 34
  • krab
  • 03 kaloko Honokohau
  • 04 kaloko Honokohau
  • krab
  • A hui hou - no comments :)

 

Teraz trochę praktycznych informacji o przygotowaniu. Zaznaczam piszę to z perspektywy amerykańskiej, więc część rzeczy może niekoniecznie być przydatna, aczkolwiek moje wskazówki raczej sprawdzą się już po przylocie na Hawaje.

Bilet na samolot

Bilet kupiłem za jakieś 540 dolarów, co jest ceną raczej dobrą. Jak to zrobić?

Udajemy się na www.travelocity.com. Chodzimy na link FLIGHTS, a następnie na LOW FARE ALERT.

Wpisujemy miasto z którego wylatujemy i wyświetli nam się lista wszystkich ulgowych lotów do różnych miejsc.  Szukamy miejsca przeznaczenia i klikamy na cenę. Wprowadzamy dla ilu osób chcemy zamówić bilet i wyświetli się nam lista wszystkich przewoźników, którzy oferują lot do wybranego miejsca.

Po naciśnięciu 'Select' pojawi się kalendarz na 3 miesiące z wolnymi dniami na przelot.

Trochę trzeba pokombinować, żeby znaleźć wylot w dniu w którym nam odpowiada, ale im wcześniej to zrobimy tym łatwiej. Jest trochę z tym zabawy, ale wydaje mi się, że przy odrobinie szczęścia i cierpliwości można znaleźć fajną ofertę.

W taki to sposób zamówiłem bilety na przelot. 3 bilety kosztowały mnie 3 lata temu 1700$

Wynajem samochodu

http://www.carrentals.com/  - zazwyczaj na tej stronie szukam samochodu. Plusem tej strony jest to, że ma większość firm zajmujących się wypożyczaniem. Po wyświetleniu się różnych ofert, sprawdzam też ceny poszczególnych firm. Wybieram najbardziej atrakcyjną.

Teraz kilka uwag:

-należy sprawdzić czy oferta jest unlimited gdy chodzi o mile. Są firmy, które dają jakieś limity na przejechane mile i później trzeba do rachunku dopłacać. Większe firmy raczej nie bawią się w limitowanie mil, ale mniejsze i lokalne firmy tak. Przy wynajmie trzeba się tylko upewnić.

- Sprawa ubezpieczenia wygląda tak: ci którzy mają ubezpieczenie na samochód mogą spytać się w ubezpieczalni, czy ubezpieczenie obejmuje wypożyczone samochody. Jeżeli nie to ja się ratowałem wykupieniem sobie specjalnej opcji ubezpieczenia na samochód w mojej karcie kredytowej.

American Express ma taką opcje (domyślam się, że inne karty kredytowe też) że jak się do nich zadzwoni i doda opcje ubezpieczenia na wypożyczany samochód to można zaoszczędzić kupę kasy na ubezpieczeniu. Warunek jest taki, że za wynajęty samochód płaci się daną kartą kredytową a oni później doliczają np. 20 dolarów do rachunku za ubezpieczenie.

W wypożyczalni płaci się za dzień ubezpieczenia, płacąc kartą jednorazowo za dany okres stała opłatę.

- Przy wynajmie niektóre firmy proponują nam wykupić opcję pełnego zbiornika paliwa, to znaczy, że przy zwrocie samochodu nie musimy tankować samochodu, możemy oddać z pustym zbiornikiem.

Rzecz nie dotyczy dużych pieniędzy, ale jest to taki mały pomysł jak wyrwać od klienta kilka  lub kilkanaście dolarów. Raczej rzadko się zdarza, że zdając samochód mamy totalnie pusty zbiornik paliwa, a więc to co nam zostało nijako jest zyskiem wypożyczalni.

Oczywiście przy wypożyczaniu trzeba sprawdzić stan zewnętrzny samochodu i zaznaczyć wszystkie zadrapania lub wgniecenia. Przyznam jednak, że tylko raz na kilkanaście razy zdarzyło mi się przy odbiorze sytuacja, że facet chodził z kartką i sprawdzał czy nie ma nowych rys.

Hotel

Hoteli szukam na www.orbitz.com, www.expedia.com i www.travelocity.com

Zaznaczam najniższą cenę i później szukam lokalizacji, jak mi odpowiada to zamawiam.

W Honolulu trzeba się liczyć w niektórych hotelach z dodatkową opłatą za parking w hotelu

Przelot pomiędzy wyspami

Dwie duże firmy obsługują przelot pomiędzy wyspami: Hawaiian Airlanes i Aloha Airlanes.

Ja korzystałem z mniejszej i przez to tańszej. http://www.islandair.com/

Jak ktoś lubi wstawać rano , można znaleźć bardzo przyzwoite ceny. Leci się trochę dłużej, ale to trochę to raptem 10-30 minut.

Zwiedzanie

Mimo tego, że mam GPS, jadąc gdzieś wolę mieć mapę i tak było z Hawajami. Dosłownie palcem po mapie szukałem ciekawych miejsc, zaznaczałem je a później w internecie czytałem więcej informacji o nich.  Korzystam też z programu Google Earth (lub www.panoramio.com, www.flickr.com )i oglądam sobie zdjęcia z danego miejsca.

I to chyba na tyle.

Aloha :)

 

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. romekkkk
    romekkkk (25.07.2020 18:30) 0 + -
    Jeśli szukacie rzeczywiście dobry serw dla dzierżawy samochodowi koło portu lotniczego czy bądź gdzie, doradzam Wam ten serw -
    [url]https://www.bocubo.com/wypozyczalnia-samochodow/poland-warsaw[/url]
    Bardzo duży wybór i przyjemne ceny))
  2. andremuc71
    andremuc71 (08.10.2009 6:34) +1 + -
    ta lawa lejaca sie do oceanu to jedna sprawa, ale tam tez jest aktywny wulkan Kilauea, ktory caly czas jest aktywny, to mnie kusilo:
    http://www.safarihelicopters.com/big-island-helicopter-tours/
  3. lmichorowski
    lmichorowski (06.10.2009 20:11) +1 + -
    Po swoich doświadczeniach z Big Island uważam, że nie masz co, aż tak bardzo żałować lotu helikopterem nad wulkanami. Zdwóch powodów: po pierwsze - helikoptery latają dość wysoko, po drugie - loty kończą się mniej więcej na 45 minut przed zapadnięciem zmroku, tak że pasażerów omija największy efekt jakim jest wyraźny widok ognistych strumieni, ściekających do oceanu. Wydaje mi się, że aby znaleźć się blisko lawy najlepszą opcją jest rejs łodzią, który wprawdzie możliwy jest też tylko do zmroku, ale za to łódź podpływa naprawdę blisko. Żałuj natomiast, że nie starczyło Ci czasu na nocne zdjęcia. Ja z kolei żałuję, że nie zaliczyliśmy Pu'ukohola Heiau oraz doliny Pololu, które miałeś okazję zobaczyć.
  4. dino
    dino (13.09.2009 23:06) +1 + -
    Podróż wyśmienicie przyrządzona,
    smakuje jak trzydaniowy obiad z deserkiem i odrobiną czegoś
    rozweselającego :))
  5. dino
    dino (14.07.2009 1:11) +1 + -
    Andrzeju, kusisz tymi Hawajami.....daleko trochę,
    ale jak się zbiorę w sobie to im taki nalot zrobię na Pearl Harbor, że Japońców zapomną....


    :)
  6. mimbla.londyn
    mimbla.londyn (10.07.2009 16:23) +2 + -
    Dziekuje za wspaniala podroz : )

    Jak napisales :"Albert Camus: Od chwili, gdy nauczyłem się wspominać, nie nudziłem się już wcale."

    : )


andremuc71

andremuc71

Andrzej
Punkty: 39329