Ładuję...

kolumber.pl


Cinque Terre, 1997, wędrówka piesza



Manarola

Doszłam do Manaroli. To miasteczko usytuowane jest na urwistych skałach, skały są czarne, morze granatowe, a miasteczko pastelowe... Życie toczy się tu spokojnie...

Z Manaroli do Cornigli prowadziły dwie drogi - jedna dość mocno w górę, po wykutych w skale stopniach, druga w stronę tunelu również wykutego w skale, tunelu pod górą. Gdzie iść, w górę, w palącym słońcu, czy w głąb ziemi, gdzie ciemno, wilgotno, nieciekawie... Jako że nie jestem najlepszym alpinistą, poszłam tunelem, szłam szybko, coraz szybciej bo robiło się bardzo zimno. Kiedy doszłam wreszcie do końca - przeszłam na wylot górę - zobaczyłam człowieka, który powiedział: zawracaj, tu nie wolno, to strada privata! Próbowałam się kłócic, przekonywać, że przecież tu prowadziły strzałki, nie było żadnej informacji... Za mną przyszli inni, ale nic nie udało się wskórać. Trzeba było wracać tym samym, nieprzyjemnym tunelem... Tym razem niemal go przebiegłam, i znalazłam się znow u stóp kamiennych schodów... A więc, straciłam czas, a teraz muszę zacząć wspinaczkę... Dopiero po drugiej stronie góry dowiedziałam się, że tam za tunelem była... plaża nudystow, tak pilnowana skutecznie przez jej strażnika...

Po wejściu na wzgórze nie żałowałam jednak wspinaczki: oczom ukazał się nieprawdopodobnie piękny widok Manaroli z wysoka, a potem z jeszcze większej odległości...