Ładuję...

kolumber.pl


Castello Brandolini, w niedzielę latem 1976



Castello Brandolini.

 (dla Bruna De Marchi, przyjaciela)

Jest niedziela rano, słońce mocno świeci, zapowiada się piękny dzień. Na zamku panuje cisza, wszyscy jeszcze śpią, kiedy wstaję z mojego dużego łóżka w zamkowej alkowie i zbieram się do wyjścia. Zakładam szorty, biorę ze sobą lekki plecaczek, pakuję dwie bułki z wczorajszego śniadania, butelkę wody, foliowy płaszcz przeciwdeszczowy. Moje współlokatorki śpią kiedy cichutko wychodzę, wspinam się po zamkowych stromych schodach na górę, otwieram ciężkie drzwi na dziedziniec. Castello Brandolini jeszcze śpi, ale świat już się obudził, śpiewają ptaki…

Castello Brandolini, średniowieczny zamek, własność braci Salezjan, którzy stworzyli w nim centrum kulturalno-duchowe, a na lato oddali to niezwykłe miejsce na siedzibę Corso Estivo Della Lingua Italiana per Stranieri. Castello Brandolini w Cison di Valmarino, u podnóży Alp w regionie Veneto.

Wychodzę przez zamkową bramę i kieruję się ku wzgórzom. Za nimi widać wzniesienia, a daleko daleko wiem że zaczynają się Alpy. Ciągnie mnie w góry, choćby to były takie sobie niewielkie pagórki. Szkoda, że nikt z kolegów z kursu nie chciał się wybrać ze mną na niedzielną wycieczkę w pobliskie górki. A tak ich namawiałam… Nie to nie, pójdę sama, będziecie żałować. Mam nadzieję wrócić na wieczorny festyn w miasteczku…

Idąc rozglądam się po okolicy. Castello Brandolini stoi na wzgórzu, nad nim widać  dalsze wzgórza idące ku górom. Mijam Castello, idę w górę, przed sobą mam wzgórza a po lewej strumień. W ten sposób cały czas wiem dokąd idę i wiem jak wrócić. W oddali widzę szczyt wzgórza, za nim następny, a jeszcze dalej nieco bardziej stromy szczyt – tam chciałabym dojść. Nie boję się, przecież z pewnością po drodze spotkam ludzi, z pewnością trasy są oznaczone szlakami jak u nas w Tatrach… Idę grzbietem wzgórza, rozglądam się, czuję wielką radość…