Ajax Loader Ładuję ...

Państwo środka



Państwo środka

Zawsze mnie fascynowało! Na wyobraźnię działała informacja, że tam własnie istnieje wytwór ludzkich rąk gołym okiem widziany z kosmosu, że do dziś zdarza się, iż zabija się tam nowonarodzone dziewczynki, że mieszka tam najwięcej ludzi na świecie, że tam własnie wymyslono proch, a na Placu Tiananmen wciąż bije serce Mao...

Pierwsze zetknięcie z Pekinem było szare, zamglone i wilgotne. Po wyjściu z lotniska,  poza strugami deszczu, praktycznie nie było nic widać.Na szczęście nim dojechalismy do centrum słońce nieśmiało wyjrzało zza chmur i gdy weszliśmy na olbrzymi Plac Niebiańskiego Spokoju oślepiło nas bez uprzedzenia. Dziwny to plac! Tak wielkiego w życiu nie widziałam!  Spacerują po nim ludzie trzymając się za ręce, dzieci puszczają latawce, a z jednego krańca na drugi trzeba iść dobre kilkanaście minut! Dookoła placu wznoszą się różne okazałe budowle, ale najbardziej oczywiście rzuca się w oczy znana z relacji pierwszomajowych Brama Tiananmen z ogromnym zdjęciem Mao, który spokojnym i władczym wzrokiem spogląda na mauzoleum, gdzie spoczywają jego zwłoki.

Zaraz potem zwiedziliśmy Świątynię Nieba z przepięknym Pawilonem Modłów o Pomyślny Rok.Dokładnie w tym miejscu Niebiosa stykają się z Ziemią! Jak na pierwsze godziny w Pekinie wrażeń było mnóstwo, ale to dopiero początek! Zakazane Miasto urzekło nas wszystkich! Najdoskonalszy przykład chińskiej architektury, miejsce niegdyś absolutnie niedostepne dla rzesz śmiertelników. Oglądałam kiedyś obsypany Oskarami film - "Ostatni Cesarz". Nieprawdopodobne, ale znalazłam się nagle w tamtej epoce, widziałam te same budowle, przekraczałam te same progi. Legenda głosi, że cały kompleks liczy 9999 komnat!! Zauroczyły mnie nazwy poszczególnych budowli: "Brama Niebiańskiego Spokoju", "Pałac Najwyższej Harmonii", "Pałac Niebiańskiej Czystości","Brama Boskiego Męstwa". Długo by wymieniać!! Własnie w Zakazanym Mieście można podziwiać najwspanialsze posągi chińskich lwów!

  Samo miasto Pekin  jest niesamowite! Nieprawdopodobnie czyste!!!To mnie uderzyło najmocniej!Główne ulice wyglądają tak, jakby dopiero co przejechały po nich monstrualne zmywarki i to w dodatku z polerkami.Wszędzie przepiękna zieleń, przystrzyżone wręcz artystycznie trawniki, krzewy, żywopłoty. Główne arterie stolicy są tak szerokie, że trudno je ogarnąć wzrokiem, a strzelające w niebo wieżowce ze szkła i stali zupełnie nie kojarzyły mi się z tymi Chinami, jakie spodziewałam się zobaczyć.

Drugiego dnia pojechaliśmy na Wielki Mur.Nie wiem jak go określić! Czy to wymysł szaleńca -  cesarza, który zapragnął stworzyć  obronne umocnienia, przy budowie których setki tysięcy ludzi poniosło śmierć, nadludzki wyczyn tych biedaków, czy też całkowicie bezużyteczna budowla, którą podobno widać z Kosmosu. Jak by go nie nazwać, robi piorunujące wrażenie! Jak okiem sięgnąć, z południa na północ, jak szalony wąż pełza po szczytach zielonych gór. Niektóre jego odcinki są bardzo strome, inne łagodnie prowadzą od strażnicy, do strażnicy. Jedynie co mi przeszkadzało w kontemplacji tego cudu, to masa turystów i krzykliwi sprzedawcy pamiątek!!Ale na to już nie ma mocnych!!   

  Kolejny etap naszej podróży to Szanghaj, wyrosły na handlu opium, miejsce rozpustne, gdzie zawsze obowiązywały inne zasady, mieszanina kultury Wschodu i Zachodu. Wieczorny spacer nabrzeżem rzeki, zwanym Bundem, jest niezapomnianym przeżyciem! Wytworna europejska architektura, eleganckie hotele,kolonialny przepych i feeria świateł!!! Ale najciekawsze jest to, że o 23 nagle wszystko gaśnie, jakby skończył się film,zostają tylko zwykłe, skromne latarnie, nawet przepiękna wieża telewizyjna - Perła Orientu -  znika w ciemnościach. Stare, piękne miasto, z drewnianymi kolorowymi domkami jak z bajki, mnóstwem straganów z jedwabiem, wszędzie chińskie czerwone lampiony zapraszają do uroczych restauracyjek. A te faszerowane mięsem kraby!!!! Ech! Nigdzie na świecie takich nie ma!! Przepiękne ogrody z mnóstwem kolorowych rybek w uroczych sadzawkach, kamiennymi kompozycjami i grotami. I herbaciarnia na środku stawu, do którego biegnie zakosami mały mostek. Złe duchy potrafią poruszać się tylko po linii prostej, więc pijąc filiżankę herbaty nic ci nie grozi.

I znów przeskok o kilkaset kilometrów. Jesteśmy w Xi'an!! A tam czeka już na nas najsłynniejsza armia świata. Armia terakotowych wojowników, która miała służyć władcy w pośmiertnej podróży. Zapomniana przez wieki, wydobyta na światło dzienne dopiero w 1974 r. Tysiące wojowników stojących w bojowych szeregach, rydwany, konie...Każdy z wojowników ma inne rysy twarzy, nie ma dwóch jednakowych!!! Podobnie silne wrażenie robi słynny Klasztor Shaolin! Położony wśród malowniczych gór, pełen majestatu i owiany tajemnicą. No i mnisi, chodzący w swych pomarańczowych szatach, jakby nieobecni, snujący się w dymie duszących kadzidełek i kręcący modlitewnymi bębnami. A dokoła setki młodych chłopców, ćwiczących sztuki walki. Na każdym placu, tak samo ubrani, tak samo drapieżnie poruszający się w rytm krótko wydawanych okrzyków  mistrza.

Nie można zapomnieć o Grotach Longmen - gdzie w skalnej ścianie o długości kilkuset metrów wykuto dziesiątki jaskiń, w których znajduje się podobno 100.000 posążków Buddy. Od takich kilkucentymetrowych, do wysokich jak kilkupiętrowy dom. Nie sposób opisać tych wszystkich wspaniałych, kapiących złotem świątyń, Nefrytowego Buddę, który w swojej świątyni spogląda z wysoka na małych duchem turystów z barbażyńskiego Zachodu. Olbrzymią, wyrzeźbioną z marmuru łódź w Pałacu Letnim w Pekinie i mnóstwo kwitnących kwiatów Lotosu. Nie można nie wspomnieć o największym skarbie Chin - Wielkiej Pandzie, za zabicie której grozi jedyna kara - kara smierci. A ludzie?? Ludzie są życzliwi, chociaż nazywają nas "długonosymi "! Szczególnie młodzi Chińczycy pragną otworzyć się na świat, uczą się angielskiego i bardzo pragną z kimś pogadać. Zaczepiają na ulicy z rozbrajającym uśmiechem i kalekim angielskim pytają, skąd przybyliśmy. A w parkach z samego rana odbywa się powszechna narodowa gimnastyka:)) Chinczycy kochają ćwiczenia fizyczne i po prostu ćwiczą!! A potem na placach tańczą. Tak po prostu, młodzi i starzy. Chiny to piekny kraj. Jeszcze tam wrócę!!   

 

A cudne ponad wszystko były czerwone pandy. Nie wiedziałam, że takowe istnieją! Jak to świat jest jedna wielką księgą!!