Ładuję...

kolumber.pl


Iran (Podróż druga) cz.3



Nayband

    Wczesnym rankiem opuszczamy Tabas. Udajemy się w pierwszej kolejności do odległego o 240 km na południe Nayband, a poźniej dalej, następne 700 km za Zabol - miejscowości tuż obok styku granic Iranu, Afganistanu i Pakistanu.

    W zasadzie niczego nie wiedzieliśmy o Nayband, ale widzieliśmy bardzo nieliczne zdjęcia umieszczone na google maps. Z miejsca zakochaliśmy się w tej oazie i byliśmy pewni, ze będzie jednym z najważniejszych punktów naszego programu.   

   Za oknami samochodu szybko znikają ostatnie palmy i pomarańcze Tabas, a krajobraz posępnieje. Sporadycznie, co kilkadziesiąt kilometrów mijamy maleńkie oazy. Niektóre z nich zamieszkane ,inne to "miasta duchów". Jedną przepięknie wyglądającą oazę mijamy już po niecałych 50 kilometrach. Bardzo żałujemy, ale przed nami droga tak daleka, że nie możemy sobie pozwolić na zwiedzanie i tylko przejeżdżamy obok. Już po powrocie znajdujemy poprzez google maps kilka zdjęć tam zrobionych. Oaza jest przepiękna, a co najważniejsze ma również 2 guesthousy, co w tej części kraju jest niezwykłą rzadkością. Niedaleko , w górach położone jest wielosetletnie sztuczne jezioro wraz z tamą. Szczerze polecamy zatrzymanie się na noc w tym miejscu. Wiemy, że jeśli jeszcze tutaj trafimy, to z całą pewnością tak właśnie zrobimy.

    W jednej z popadłych w całkowitą ruinę miejscowości zatrzymujemy się na chwilę. Zwiedzamy stare domy, przechadzamy po przysypanych pustynnym piaskiem ulicach. Nie mamy pojęcia jak stare są te ruiny. Styl i technika budowania nie zmieniły się w tej części świata od co najmniej paru tysięcy lat. Wydaje nam się, że budynki zostały wybudowane minimum 500 lat temu. Jest tu zupełnie pusto. Historia ludzkości w Iranie liczy sobie parę tysięcy lat, więc zabytków liczących sobie setki, a nawet tysiące lat znajdziecie tutaj na każdym kroku. To w nie tak przecież stąd odległej Dolinie Indusu w Pakistanie znajdowało się Mohendjo Daro - jedno z najstarszych miast świata. Tu - w tych ruinach czujemy się jak żywa część historii. Wszędzie możemy wejść, wszystkiego dotknąć. Nie ma tu nikogo, kto by nakazywał, zakazywał, zabraniał. Staramy się zostawić wszystko w takim samym stanie, jak zastaliśmy.

     Po chwili jedziemy dalej. Po następnej godzinie dojeżdżamy do Nayband. Jest cudownie! Niestety słońce jest już bardzo wysoko, a że nie możemy zostać tu na noc z naprawdę dobrych zdjęć niestety nici. Wchodzimy do wioski, która położona na trudno dostępnym stoku z pewnością zaplanowana była tak, by pełnić również funkcje obronne. Ciągle mieszkają tu ludzie, chociaż zaledwie garstka - może 20-30 osób. Przyglądają się nam z życzliwymi uśmiechami na twarzach. Oczywiście nikt tu nie mówi w języku angielskim. W całej wiosce jedynymi widocznymi przedmiotami, które świadczą o tym, że nie jesteśmy w bardzo zamierzchłej przeszłości to dwa bardzo stare auta , dwa lub trzy stare motocykle i jakaś typowa prowizorka instalacji elektrycznej. To wszystko! Gdyby nie to, to cofamy się nie tyle do średniowiecza, co do czasu przed naszą erą. Trzej chłopcy oferują swoją pomoc przy oprowadzaniu nas po miejscowości. To oszczędza nam sporo czasu w poruszaniu się po tym labiryncie. Nie tylko sama wioska, ale i sady pomarańczowe i daktylowe, oraz pola w tej części gdzie jest woda są przepiękne. Jesteśmy absolutnie oczarowani Nayband. Tak ogromnie żałujemy, że nie mogliśmy już zatrzymać się tutaj na noc.

    Niestety musimy jechać dalej. Przed nami bez mała 700 km pustynnej trasy do maleńkiej wioski pod Zabol.