Ładuję...

kolumber.pl


Lampedusando 3 czyli my na Lampeduzie :)



Dzień 2 cd, popołudnie w miasteczku 2011-10-02

Po południu poszłyśmy znów na przystanek, tym razem do miasteczka. Okazało się, że autobus jeździ co godzinę, niestety, tylko do 20. Połaziłyśmy trochę i zaczęłyśmy szukać jakiegoś miejsca żeby coś zjeść. Niestety, trudno było coś znaleźć bo wszędzie dopiero przygotowywano się do otwarcia, a my przecież miałyśmy autobus o 20...

W końcu znalazłyśmy trattorię, gdzie zgodzono nas się nakarmić. Dostałyśmy jedzonko - trofie del chef, doskonały sos z rybami i owocami morza, odrobineczka wina plus litr wody - zapłaciłyśmy 30 euro + mancia.

No a potem... siedząc w trattorii usłyszałam, że jakaś kobieta pięknie śpiewa, i głos mi był znajomy. Ale to nie było nagranie. Po chwili zaśpiewała drugą piosenkę - pomyślałam, to Loredana Errore, którą uwielbiam! Zapytałam kelnera - kto to śpiewa? A on mówi - Loredana, tam na przeciwko.

Poleciałam tam, zostawiając mój talerz. Loredana, prawdziwa, śpiewała dwa kroki ode mnie moją najukochańszą piosenkę! Kiedy skończyła, podeszłam i powiedziałam jej, że przyjechałam z Warszawy, że od dawna trzymam za nią kciuki - i tak dalej. Wycałowałyśmy się, wyraźnie się ucieszyła. Powiedziała, że będzie tu śpiewać więc postanowiłam zostać - nie ważne, jak wrócimy, znów piechotą, ale zostaję...

Niestety, czekałam i czekałam a jej wciąż nie było. Pewnie będzie śpiewać dopiero koło północy, trzeba wracać do domu. Udało sięwrócić z sympatycznymi tubylcami  i sunią Dianą zielonym mehari nie tylko bez szyb, ale też bez drzwi...

Jutro czeka nas wycieczka łodzią dookoła wyspy - trzeba iść spać! 

(poniżej Loredana Errore w piosence, w której ją po raz pierwszy zobaczyłam w telewizji, i w której ją poznałam na Lampeduzie, oczywiście, to nie jest moje nagranie, kiedy ją usłyszałam i poszłam zobaczyć, zapomniałam o aparacie...)