Ładuję...

kolumber.pl


NOWA ZELANDIA. DWIE WYSPY NA PERYFERIACH ZIEMI. CZĘŚĆ PIERWSZA WYSPA PÓŁNOCNA



WULKANY. TONGARIRO ALPINE CROSSING. 2011-04-03

Wszyscy, którzy mają zamiar eksplorować Nową Zelandię spotkają się w trakcie planowania wyprawy z tzw. listą 100 rzeczy, które trzeba zrobić (zobaczyć) w tym kraju. Nie raz i nie dwa na liście pojawiają się słynne nowozelandzkie GREAT WALKS – szlaki kilkudniowych wędrówek najpiękniejszymi sceneriami tych wysp. Ilość turystów wchodzących na poszczególne szlaki jest w pewien sposób limitowana dostępnymi noclegami (chaty górskie, pola namiotowe). Infrastrukturą zarządza Departament of Conservation. Przed każdym sezonem turystycznym, z początkiem lipca na stronie Departamentu uruchamiany jest on-line system rezerwacji. Na te najpopularniejsze i określane mianem najpiękniejszych szlaków trzeba zapolować w pierwszych dniach.

Zaryzykowałabym stwierdzenie, że najbardziej popularnym z great walks na wyspie północnej jest 3-dniowy Tongariro Northern Circuit leżący w jednym z najstarszych parków narodowych Tongariro National Park. Mnie udało się przejść jego jednodniowy odcinek słynny Trawers Tongariro (Tongariro Alpine Crossing) prowadzący przez wulkany, jeziora kraterowe, wysokogórską wulkaniczną pustynię i lasy. Trasa ma długość ok. 19 km i trzeba na jej przejście zarezerwować od 6 do 8 godzin. Pokonuje się ją z Mangatepopo do Ketetahi lub w odwrotnym kierunku. Organizując ten treking trzeba pomyśleć o transporcie na szlak i z powrotem. Oferuje go kilku lokalnych operatorów, ja skorzystałam z noclegów i transportu Discovery Lodge. Oferują zakwaterowanie na polu namiotowym, w obiektach klasy backpackers i standardzie hotelowym, można też zatrzymać się camperem. Bardzo sympatyczna obsługa, polecam gorąco.

Na szlaku bywa zimno i wietrznie nawet latem. Poza butami trekingowymi (najlepiej za kostkę) przyda się ciepły polar, kurtka chroniąca od wiatru czy deszczu oraz czapka i rękawiczki. Jeśli tylko pogoda dopisuje to warto wyruszyć na Alpine Crossing jak najwcześniej, im bliżej południa tym bardziej tłoczno na szlaku. Ja startowałam z Mangatepopo ok. 6.30 rano. Pierwsza godzina marszu to właściwie spacer równiną porośniętą trawami, wzdłuż potoków i maleńkich wodospadów, szlak oznaczony jest palikami i często przechodzi się przez drewniane długie pomosty pokryte działającą antypoślizgowo siatką. Tak na marginesie to super są oznaczone i utrzymane szlaki w Nowej Zelandii.

Tam gdzie kończy się roślinność zaczynają się pojawiać jęzory zastygłej lawy i ogromne głazy. Kolejna godzina do półtorej to mozolne wspinanie się po skałach wulkanicznych stopniami i stromymi podejściami. Im wyżej tym za plecami piechura wyłania się piękniejsza panorama doliny. Mam wrażenie, że z tego miejsca dostrzegłam oddalony o ok. 200 km Taranaki (2518 m.n.p.m.) wulkan przykryty przez większą część roku śnieżna czapą. Czy to możliwe?

Wysiłek wspinania się zostaje nagrodzony widokiem innego wulkanu, strzelającego od stóp w niebo MT NGAURUHOE (2287 m.n.p.m.) - tolkienowaska Góra Przebaczenia. Na jego szczyt prowadzi wymagająca ścieżka (ok. 3 godz. w obie strony). Jeśli kiedyś tam jeszcze będzie mi dane wrócić, nie będzie bardzo silnego wiatru i opadów to zdobędę go! Tym razem wybrałam wariant przez płaski krater południowy. Idąc dalej ok. godziny pokonuje się stromą grań, która oddziela 2 kratery. Za plecami zostawiamy dostojnego Mt Ngauruhoe. Zachwycające panoramy. Docieramy do rozdroża. Jedna z dróg prowadzi do wulkanu MT TONGARIRO 1967 m.n.p.m. (ok. 2 godz. w obie strony) a trasa główna wiedzie w kierunku krateru Czerwonego, którego szczyt jest najwyższym punktem Tongariro Alpine Crossing (1886 m.n.p.m.) jeśli nie uwzględniamy wspomnianych wulkanów. Krater wyróżnia się kolorem czerwono-czarnym, jest ogromną przepaścią w ziemi o różnorodnych kształtach, naprawdę wzbudza respekt. Wokół unosił się zapach siarki, który podkreśla, że jest to spacer wśród czynnych wulkanów. Cichutko. Na paluszkach. By nie obudzić drzemiących.

To jeszcze nie koniec atrakcji. Około 10-20 minut marszu zaprowadzi nas do pocztówkowych JEZIOR SZMARAGDOWYCH. Trzy wypełnione wodą kratery o wspaniałym zielonym kolorze, których barwę nadają minerały wyługowane z sąsiednich stref termicznych. Nawet te osoby, które znają jeziora ze zdjęć będą oczarowane ich widokiem.

Trawers wzdłuż Czerwonego krateru i kolejne strome zejście luźnym podłożem z kamieni i żwiru w kierunku jezior, to miejsca najczęstszych wypadków. Zachowajcie tutaj szczególną ostrożność. Później będzie już tylko łatwiej. Dnem krateru Centralnego dociera się do Jeziora Błękitnego a następnie ok. 3,5 godziny schodzi się do parkingu w Ketetahi obserwując w oddali jezioro Rotoaria.

Trud całodniowego trekingu jest hojnie nagradzany niezapomnianymi widokami, nieziemskimi krajobrazami, które wykorzystano w filmie Władca Pierścieni (Mordor).

Pogoda jak to w górach bywa kapryśna i wulkany często nie dopuszczają turystów do swoich stóp. Kosztem możliwości zobaczenia Wellington przeczekałam dzień deszczu u podnóży wulkanów i kolejnego dnia korzystając z okna pogodowego - przed sobą słońce a za plecami chmury, udało mi się poznać cudowny Park Narodowy Tongariro.