Ładuję...

kolumber.pl


Studencka wyprawa stopem na Bliski Wschód, 15.08–30.09.1973



Hucząca dolina, sanatorium i wygódka na kładce

Sytuacja jest nieco trudna... Samochód zarył się maską w rowie, nie chce zapalić, przy kierownicy śpi nieprzytomny kierowca, my w trójkę usiłujemy to wyciągnąć samochód, to uruchomić go... Nadjeżdża jakaś terenówka, rany boskie, policja...? Oczekujemy wszystkiego co najgorsze...

Na szczęście to nie policja. Ludzie, którzy zatrzymali się, ogarnęli sytuację wzrokiem i szybko stwierdzili: upił się, to niech śpi, do rana wytrzeźwieje i jakoś sobie poradzi. Wsiadajcie z nami!

No to wsiadamy. Jest noc... Nie bardzo wiemy gdzie jedziemy. Dojeżdżamy w jakieś ciemne miejsce, gdzie bezustannie słychać potworny huk, jakby dookoła tuż nad tym miejscem krążył odrzutowiec... Bez żadnych wyjaśnień nasi wybawcy prowadzą nas do niewielkiego baraku, pokazują podłogę - kładźcie się. Pod sufitem pali się żarówka. I tak próbujemy kimać do rana - ani to ostre światło, ani ten huk nie pozwala zasnąć.

Rano wcześnie wychodzimy z baraku żeby znaleźć źródło tego hałasu, początkowo nie potrafimy zrozumieć tego co tam widzimy: jesteśmy w kotlinie, między wzgórzami. Ogromna rura ciągnie się w kierunku jednego ze wzgórz, i z tej rury strzela z nieprawdopodobnym hukiem woda, i następnie spływa strumieniem w dół.  Woda ma białawe zabarwienie. Turcy pokazują nam na migi, że ta woda jest bardzo zdrowa, i że w tym miejscu powstanie sanatorium. Prowadzą nas do kładki, na której stoi ... wygódka! Zamiast dzbana z wodą, wodę  można czerpać bezpośrednio ze strumienia! Cieszą się - widzicie? Mamy prawdziwą łazienkę z bieżącą wodą!...

Nasi wybawcy zawożą nas następnie na drogę, gdzie już bez przeszkód i bez pijaństwa łapiemy następną okazję i jedziemy dalej... 

Co chwilę jednak zastanawiamy się ze śmiechem, co pomyślał nasz wczorajszy kierowca, kiedy obudził się na drodze prowadzącej do Izmiru, w samochodzie zarytym w rowie... Czy w ogóle pamiętał z kim i po co tam się znalazł...?