Ładuję...

kolumber.pl


Studencka wyprawa stopem na Bliski Wschód, 15.08–30.09.1973



Pamukkale i jak porwaliśmy samochód z kierowcą...

Aby dojechać do Pammukale, wysiedliśmy w Denizli. Stamtąd złapaliśmy samochód, który dowiózł nas na górę. Jest to miejsce absolutnie nieprawdopodobne, pozwolę sobie tym razem na zamieszczenie tutaj wizytówki z Pamukale, żeby łatwiej było sobie wyobrazić o czym mówię.

Pammukale to starożytne Hierapolis, gdzie na wzgórzu bije gorące źródło, a woda ze źródła, przesycona solami wapnia spływa szeroko, tworząc wapienne tarasy. Te śnieżnobiałe tarasy, w których zbiera się płynąca leniwie woda, odbijająca błękit nieba a gdzieniegdzie z bieli wyrastają kolorowe kwiatki - ten widok mam w oczach do dziś... W Pammukale zachowały się też liczne budowle Hierapolis, amfiteatr... Oglądaliśmy to wszystko z zachwytem, w końcu trzeba było pomyśleć o powrocie.

Tego dnia powinniśmy dotrzeć do Izmiru, gdzie mieliśmy umówione spotkanie z resztą grupy. Byliśmy w Pammukale w trójkę - Krzysiek, Kali i ja. Oczywiście, w Pammukale trudno złapać stop do Izmiru. Zaszliśmy do baru. Już na progu jakiś człowiek zapytał, gdzie się wybieramy. - Do Izmiru, ale najpierw musimy zjechać do Denizli. - Tamam, do Izmiru nie mogę, ale do Denizli was zawiozę, pakujcie bagaże do samochodu! - Super, ale wspaniale się składa!

- No tak, ale najpierw musimy się napić, mówi nasz przyszły kierowca. Ten pomysł nie bardzo nam się podoba, ale nie możemy nic zrobić. Facet pije dużo, nalewa też Krzyśkowi. Krzysiek mruga do nas - pokazuje, że wylewa swoją szklankę do donicy stojącej obok. - Będzie trzeba, to poprowadzę - mówi. No dobra, ale jak to zrobić?

Po długim czasie, kiedy niecierpliwimy się, bo przecież przed nami długa droga, a robi się późno - nasz nieźle już wstawiony kierowca decyduje się ruszać. Krzysiek proponuje, że poprowadzi, tamam! - i sprawa idzie po naszej myśli. Nasz niedoszły kierowca natychmiast zasypia.

Krzysiek ma nieprawdopodobny pomysł: - słuchajcie, bądźcie cicho, nie obudźcie go, pojedziemy do Izmiru! Pomysł jest szatański, no ale co będzie jak facet się w końcu obudzi?

Budzi się wcześniej, jak tylko dojeżdżamy do Denizli. Namawiamy go, żeby pojechał z nami na wycieczkę do Izmiru, a ten, o dziwo, przystaje, mówi, że musi tylko zadzwonić do swojej madame i powiadomić ją o tym. Wchodzimy razem do eleganckiego hotelu, ten znika gdzieś, a my korzystamy z niezwykle eleganckiej toalety hotelowej.

I tu dygresja: przez całą drogę toalety, zasada według której w tych krajach działają (dziura w ziemi i woda - bieżąca, kurek tuż nad podłogą, lub woda w dzbanie i kubek do nabrania wody...) to nasza łazienka. W tych toaletach, nieważne, czy tych z dzbanem na wsi, czy tych z kurkiem i spłuczką w nowocześniejszych domach, myliśmy się cali, myliśmy włosy, nie było to może wygodne, ale dało się!)

A więc, w tym hotelu zaskoczenie - luksus, kafelki ale również dziura w podłodze - tyle że z kafelkami, woda też nad samą podłogą, ale z kranu i elegancka spłuczka...

No dobra, wraca nasz kierowca i tym razem siada zdecydowanie za kierownicą. Jesteśmy bardzo zaniepokojone, ale Krzysiek mów - nie przejmujcie się, on sobie poradzi... No dobra, jedziemy, faktycznie, facet jedzie bez problemu...