Komentarze użytkownika zfiesz, strona 556
Przejdź do głównej strony użytkownika zfiesz
-
od razu mi lżej:-) (czasem niefajnie być wyjątkiem;-)
-
oj hopperq... już widzę, że pewne zjawiska oceniamy inaczej (chociaż spokojnie... nie spodziewaj się bałwochwalstwa w stosunku do fidela!!:-) nie chce zaczynać dyskusji, które (wiem... znam to z doświadczenia;-) i tak nie doprowadzą do żadnego wspólnego i konstruktywnego wniosku.
napisze tylko tyle... truizm, ale prawdziwy... dla ameryki łacińskiej lewactwo było tym, czy dla naszego bloku antykomunizm. a lewica latynoamerykańska to nie tylko kuba i nikaragua (której akurat tak dramatycznie źle nie oceniam;-), ale front ludowy w chile, socjaldemokraci w kostaryce, wenezueli i kolumbii (historycznie). lula w brazylii dziś, alterglobalistyczne porto alegre (nie chodzi mi tylko o forum społeczne, ale i o panującą tam demokrację bezpośrednią), itp, itd.
fakt... gdy patrzę na chaveza, albo moralesa... ble... nie chce mi się nawet tego komentować, ale ogólnie lewica latynoamerykańska może poszczycić się wieloma zasługami. a, że symbolika u nas zdewaluowana? cóż... latynosi są inni. lubią mocne symbole... u nich wszystko jest skrajne. dlatego ten urugwajski sierp i młot, w przełożeniu na nasze, europejskie symbole, to najwyżej socjaldemokratyczna róża:-)
-
wiesz... fajnie, że są na świecie tacy ludzie:-) (przeczytałem włoskie relacje;-)
-
"To mój bzik, mój los taki - przejść na koniec czegoś, dojść do drugiego brzegu, wejść najwyżej, obejść..." i jeszcze to: "Pojechać, iść do jakiejś wieży, do końca, obejść wyspę, wleźć i nie umieć zejść, to jest moje podróżowanie:)"...
szacuneczek sławo! ogromny! i niech mi nikt nie mówi, że tak nie jest lepiej, że z biurem tez fajnie! :-)
-
kłaniam się w pas!:-) o ile wszelkie sporty (o ekstremalnych nawet nie wspominam:-) są mi absolutnie obce, o tyle łazić mogę... i mogę. wymiękają przy mnie nawet sportowcy;-)
teraz czekam na lepszą pogodę (a właściwie na lato) bo mam kilka tras na walijskim wybrzeżu do obejścia. zapewne zdam relację:-)
-
gdyby było gorzej, pewnie bym się zaniepokoił. a tak... cieszę się... dzięki za uznanie:-)
-
zgadzam się.. ale już trochę za późno na korektę;-)
-
oj nie pamiętam jak miała na imię. ale wcale bym się nie zdziwił gdyby fatima:-) a urządziłem jej całą sesję! nie protestowała, więc pstrykałem:-)
-
fakt... to trochę antyczna relacja:-)
dżemaa... cóż... mi podobał się hałas, ruch, zapachy... a natrętni sprzedawcy (włączając w to 'sprzedających własną twarz')... zwierz ma na nich swoje spojrzenia:-)
a do maroka chętnie bym wrócił. tym razem na północ...
-
ocho!... odezwał się "pan w pewnym wieku":-p
-
od razu mi lżej:-) (czasem niefajnie być wyjątkiem;-)
-
oj hopperq... już widzę, że pewne zjawiska oceniamy inaczej (chociaż spokojnie... nie spodziewaj się bałwochwalstwa w stosunku do fidela!!:-) nie chce zaczynać dyskusji, które (wiem... znam to z doświadczenia;-) i tak nie doprowadzą do żadnego wspólnego i konstruktywnego wniosku.
napisze tylko tyle... truizm, ale prawdziwy... dla ameryki łacińskiej lewactwo było tym, czy dla naszego bloku antykomunizm. a lewica latynoamerykańska to nie tylko kuba i nikaragua (której akurat tak dramatycznie źle nie oceniam;-), ale front ludowy w chile, socjaldemokraci w kostaryce, wenezueli i kolumbii (historycznie). lula w brazylii dziś, alterglobalistyczne porto alegre (nie chodzi mi tylko o forum społeczne, ale i o panującą tam demokrację bezpośrednią), itp, itd.
fakt... gdy patrzę na chaveza, albo moralesa... ble... nie chce mi się nawet tego komentować, ale ogólnie lewica latynoamerykańska może poszczycić się wieloma zasługami. a, że symbolika u nas zdewaluowana? cóż... latynosi są inni. lubią mocne symbole... u nich wszystko jest skrajne. dlatego ten urugwajski sierp i młot, w przełożeniu na nasze, europejskie symbole, to najwyżej socjaldemokratyczna róża:-) -
wiesz... fajnie, że są na świecie tacy ludzie:-) (przeczytałem włoskie relacje;-)
-
"To mój bzik, mój los taki - przejść na koniec czegoś, dojść do drugiego brzegu, wejść najwyżej, obejść..." i jeszcze to: "Pojechać, iść do jakiejś wieży, do końca, obejść wyspę, wleźć i nie umieć zejść, to jest moje podróżowanie:)"...
szacuneczek sławo! ogromny! i niech mi nikt nie mówi, że tak nie jest lepiej, że z biurem tez fajnie! :-) -
kłaniam się w pas!:-) o ile wszelkie sporty (o ekstremalnych nawet nie wspominam:-) są mi absolutnie obce, o tyle łazić mogę... i mogę. wymiękają przy mnie nawet sportowcy;-)
teraz czekam na lepszą pogodę (a właściwie na lato) bo mam kilka tras na walijskim wybrzeżu do obejścia. zapewne zdam relację:-) -
gdyby było gorzej, pewnie bym się zaniepokoił. a tak... cieszę się... dzięki za uznanie:-)
-
zgadzam się.. ale już trochę za późno na korektę;-)
-
oj nie pamiętam jak miała na imię. ale wcale bym się nie zdziwił gdyby fatima:-) a urządziłem jej całą sesję! nie protestowała, więc pstrykałem:-)
-
fakt... to trochę antyczna relacja:-)
dżemaa... cóż... mi podobał się hałas, ruch, zapachy... a natrętni sprzedawcy (włączając w to 'sprzedających własną twarz')... zwierz ma na nich swoje spojrzenia:-)
a do maroka chętnie bym wrócił. tym razem na północ... -
ocho!... odezwał się "pan w pewnym wieku":-p