Komentarze użytkownika lmichorowski, strona 370
Przejdź do głównej strony użytkownika lmichorowski
-
Tak, Londyn to fajne miejsce... Pozdrawiam.
-
No i pomnik Boadicei...
-
Mimo wszystko, ten "staruszek" jest bardziej londyński...
-
I jeszcze "private charter"...
-
Dziękuję za wizytę na mojej hawajskiej podróży i - jak przypuszczam (bo nie działają mi powiadomienia o ocenach) - za plusy oddane na fotki. Pozdrawiam.
-
oczywiście: "wypiłem", a nie "wypołem"...
-
Na temat tych jajek? No, jeśli chcesz...
Przychodzi facet do lekarza i mówi:
- Panie doktorze coś ze mną niebobrze. Kupiłem sobie wodę mineralną, "Kryniczankę", wypołem i odbiło mi się jajkami...
- Wie Pan co? Faktycznie niedobrze... Bo powinno się ustami odbić.
-
Po przeczytaniu Twojej "botanicznej" licytacji z Voyem nie powiedziałbym, że jesteś słaba z botaniki, bo wówczas ja jestem botanicznym ignorantem do n-tej potęgi...
-
Irenko, nie chodziło mi o "panienki z okienka" na Sankt Pauli w Hamburgu, lub w dzielnicy czerwonych latarni w Amsterdamie. Coś bardziej wzniosłego (jak wyraził się w dobrym rosyjskim dowcipie porucznik Rżewski)...
-
To nie domyślność, ale własne doświadczenia. Ja też po USA podróżowałem samochodem, a nie przeszkadzało to w niczym, żeby wieczorem zimne piwko zawsze się znalazło.
-
Tak, Londyn to fajne miejsce... Pozdrawiam.
-
No i pomnik Boadicei...
-
Mimo wszystko, ten "staruszek" jest bardziej londyński...
-
I jeszcze "private charter"...
-
Dziękuję za wizytę na mojej hawajskiej podróży i - jak przypuszczam (bo nie działają mi powiadomienia o ocenach) - za plusy oddane na fotki. Pozdrawiam.
-
oczywiście: "wypiłem", a nie "wypołem"...
-
Na temat tych jajek? No, jeśli chcesz...
Przychodzi facet do lekarza i mówi:
- Panie doktorze coś ze mną niebobrze. Kupiłem sobie wodę mineralną, "Kryniczankę", wypołem i odbiło mi się jajkami...
- Wie Pan co? Faktycznie niedobrze... Bo powinno się ustami odbić. -
Po przeczytaniu Twojej "botanicznej" licytacji z Voyem nie powiedziałbym, że jesteś słaba z botaniki, bo wówczas ja jestem botanicznym ignorantem do n-tej potęgi...
-
Irenko, nie chodziło mi o "panienki z okienka" na Sankt Pauli w Hamburgu, lub w dzielnicy czerwonych latarni w Amsterdamie. Coś bardziej wzniosłego (jak wyraził się w dobrym rosyjskim dowcipie porucznik Rżewski)...
-
To nie domyślność, ale własne doświadczenia. Ja też po USA podróżowałem samochodem, a nie przeszkadzało to w niczym, żeby wieczorem zimne piwko zawsze się znalazło.