Komentarze użytkownika slawannka, strona 57
Przejdź do głównej strony użytkownika slawannka
-
I ten las sprzed niespełna dwu tygodni jest już kompletnie ... nie biały ;)
-
:)
-
... z makaronizmów wolę spaghetti ;)
-
No tak, ale mimo że curva, to skrzyżowanie dróg (dróżek) również ;)
PS Nie zapomnę, jak na kursie językowym prowadzonym przez Universita Cattolica di Milano duchowny wykładowca sztuki Don Nonnis (później bodajże biskup Padwy) z uniesieniem pokazywał na reprodukcje Michała Anioła, wołając:
" guardate queste bellissime curve michelangelesche!"
- a przede mną siedziały dwie polskie zakonnice, zapatrzone, zasłuchane, z wypiekami na policzkach, udające, że te rumieńce wynikają jedynie z uwielbienia sztuki Michała Anioła...
-
A mnie się fajnie tam wraca, z okazji Twojej wizyty :)
Leszku, o cucunci pod zdjęciem http://kolumber.pl/photos/show/place:897259/page:102#comment412631
-
Cucunci to są owoce kaparów. Gdzieś o tym napisałam, ale nie pamiętam gdzie :) Kapary które jadamy to pączki, w zasadzie kapar nie powinien mieć owoców, bo to znaczy, że nie zebrano tego co najlepsze. Ale jednak czasami owoce kaparów dojrzewają, i te owoce to cucunci. U nas można dostać w słoiczkach, ale czy kapary czy cucunci w zalewie ani się umywają do tych, które są konserwowane w morskiej soli, ja teraz tylko takie kupuję.
Na Vulcano krążyłam koło cucunci na wagę, w końcu zapytałam, co się z tego robi. Sprzedawczyni dała mi do spróbowania, i to było doskonałe. A robi się super prosto - trzeba najpierw wymoczyć przez co najmniej dobę zmieniając wodę (ja tę wodę słoną ze smakiem kapara używam do zupy, zamiast soli), a potem się zalewa po prostu oliwą , tak żeby oliwa przykryła owoce. I się je jako przystawkę.
Ale Sycylijczycy uważają cucunci za odrzut (patrz powyżej), nie poważają tej potrawy za bardzo, bo cenią ogromnie swoje kapary (wszyscy się kłócą, które kapary są najlepsze). Dlatego też niełatwo dostać cucunci importowane (bo niby nie ma się czym chwalić).
-
no, raczej fumo rosa ;)
-
Hej, Leszku, dzięki! W lesie już prawie całkiem nie ma białego! Zrobiło się wiosennie, naprawdę...!
-
Hej, Aniu, trzymam kciuki za Maltę! O moich planach napisałam na moim profilu :)
-
Sama nie wiem, Aniu, ale jakoś tak coś mnie powstrzymuje tym razem przed zbyt intensywnym przeżywaniem przedpodróży...
Poprzednim razem myślałam o wyjeździe tak strasznie intensywnie, że tuż przed wpadłam w ciemny dół, coś jakby depresję przedwyjazdową, z lękami, obawami i bez zwykłej radości, to minęło dopiero na promie z Milazzo, wcześniej nie czułam się szczęśliwa, jak zwykle kiedy gdzieś ruszam. Może dlatego teraz podświadomie nie chcę o tym myśleć za bardzo... To ma być radość, a nie stres...
A do tego - wciąż nie mam żadnych wiadomości na temat obozu wolontariackiego ani czy mnie przyjmą, ani też nic o terminach. Pewnie jak się zaczną konkrety, rezerwacje itp, to zacznę poważniej planować. Jakby z wolontariatem nic nie wyszło, to nie będzie to tragedia, bo pomysłów mam wiele :)
-
I ten las sprzed niespełna dwu tygodni jest już kompletnie ... nie biały ;)
-
:)
-
... z makaronizmów wolę spaghetti ;)
-
No tak, ale mimo że curva, to skrzyżowanie dróg (dróżek) również ;)
PS Nie zapomnę, jak na kursie językowym prowadzonym przez Universita Cattolica di Milano duchowny wykładowca sztuki Don Nonnis (później bodajże biskup Padwy) z uniesieniem pokazywał na reprodukcje Michała Anioła, wołając:
" guardate queste bellissime curve michelangelesche!"
- a przede mną siedziały dwie polskie zakonnice, zapatrzone, zasłuchane, z wypiekami na policzkach, udające, że te rumieńce wynikają jedynie z uwielbienia sztuki Michała Anioła... -
A mnie się fajnie tam wraca, z okazji Twojej wizyty :)
Leszku, o cucunci pod zdjęciem http://kolumber.pl/photos/show/place:897259/page:102#comment412631 -
Cucunci to są owoce kaparów. Gdzieś o tym napisałam, ale nie pamiętam gdzie :) Kapary które jadamy to pączki, w zasadzie kapar nie powinien mieć owoców, bo to znaczy, że nie zebrano tego co najlepsze. Ale jednak czasami owoce kaparów dojrzewają, i te owoce to cucunci. U nas można dostać w słoiczkach, ale czy kapary czy cucunci w zalewie ani się umywają do tych, które są konserwowane w morskiej soli, ja teraz tylko takie kupuję.
Na Vulcano krążyłam koło cucunci na wagę, w końcu zapytałam, co się z tego robi. Sprzedawczyni dała mi do spróbowania, i to było doskonałe. A robi się super prosto - trzeba najpierw wymoczyć przez co najmniej dobę zmieniając wodę (ja tę wodę słoną ze smakiem kapara używam do zupy, zamiast soli), a potem się zalewa po prostu oliwą , tak żeby oliwa przykryła owoce. I się je jako przystawkę.
Ale Sycylijczycy uważają cucunci za odrzut (patrz powyżej), nie poważają tej potrawy za bardzo, bo cenią ogromnie swoje kapary (wszyscy się kłócą, które kapary są najlepsze). Dlatego też niełatwo dostać cucunci importowane (bo niby nie ma się czym chwalić). -
no, raczej fumo rosa ;)
-
Hej, Leszku, dzięki! W lesie już prawie całkiem nie ma białego! Zrobiło się wiosennie, naprawdę...!
-
Hej, Aniu, trzymam kciuki za Maltę! O moich planach napisałam na moim profilu :)
-
Sama nie wiem, Aniu, ale jakoś tak coś mnie powstrzymuje tym razem przed zbyt intensywnym przeżywaniem przedpodróży...
Poprzednim razem myślałam o wyjeździe tak strasznie intensywnie, że tuż przed wpadłam w ciemny dół, coś jakby depresję przedwyjazdową, z lękami, obawami i bez zwykłej radości, to minęło dopiero na promie z Milazzo, wcześniej nie czułam się szczęśliwa, jak zwykle kiedy gdzieś ruszam. Może dlatego teraz podświadomie nie chcę o tym myśleć za bardzo... To ma być radość, a nie stres...
A do tego - wciąż nie mam żadnych wiadomości na temat obozu wolontariackiego ani czy mnie przyjmą, ani też nic o terminach. Pewnie jak się zaczną konkrety, rezerwacje itp, to zacznę poważniej planować. Jakby z wolontariatem nic nie wyszło, to nie będzie to tragedia, bo pomysłów mam wiele :)