Komentarze użytkownika slawannka, strona 379
Przejdź do głównej strony użytkownika slawannka
-
ale najważniejsze - jesteśmy my, jest Rzym... ;)
-
Po raz pierwszy zaraz po studiach, czyli sto lat temu. Po raz drugi w 2002 roku (jest taka podróż na Kolumberze, Rzym, Neapol, Sorrento). Ale te dwa razy to były takie jakieś, mało widziałam, choć za pierwszym razem byłam w Rzymie 3 tygodnie, ale pracowałam i niewiele czasu było na łażenie.
Po raz trzeci w 2006, i z tego wyjazdu są te ostatnie zdjęcia. Wtedy połaziłam po mieście planowo, z mapą, przewodnikiem, aparatem (taki weekend). Może zrobię z tego w końcu kiedyś podróż ( więcej na www.galeria.sla-w.com).
A następny raz... kiedyś... mam nadzieję...
-
Widaj, dzięki za plusika! Zapraszam na moje podróże! :)
-
Dzięki, Arbuziku:)
-
Sławku, dzięki! :)
-
dzięki, Dino za plusiory! :)
-
Heja, dzięki z klikanie:)
-
Witaj, dzięki za plusiki, pozdrawiam! :)
-
... o jedzeniu jest mowa dalej;)
-
Z wielkim opóźnieniem odpowiadam - Dino:
po kładkach chodziłam, w kaloszach nie, bo nie miałam kaloszy;)
Ale przedostać się na drugą stronę kanału można bez problemu, tylko trzeba znać drogę! :) Ja mam za sobą kilka takich pobytów w Wenecji kiedy chodziłam po niej tylko i wyłącznie pieszo, nie korzystając z vaporetto. No, z wyspy tak się nie da, ale na drugą stronę kanału wystarczy przejść po moście...
A ci mieszkańcy są dumni i nieprzystępni jak nasi górale, i patrzą na turystów jak górale na ceprów. I nie trzeba chyba im współczuć, bo za nic by się nie zamienili... Poznałam kiedyś Wenecjanina. Normalny, żywy człowiek, a mówi że mieszka w Wenecji. Pytam - w Mestre? Nie, w Wenecji. (Venezia-Venezia). Patrzyłam na niego jak by powiedział, że przyjechał za Marsa... Niby, wiem, widziałam, ludzie tam mieszkali, ale jednak... mieszkać w Wenecji... Ja mogę już, zaraz, natychmiast...
Żaba, a byłyście na Murano? Podobno jest tam pięęęęknie... Ja nie byłam, wszystko przede mną...
-
ale najważniejsze - jesteśmy my, jest Rzym... ;)
-
Po raz pierwszy zaraz po studiach, czyli sto lat temu. Po raz drugi w 2002 roku (jest taka podróż na Kolumberze, Rzym, Neapol, Sorrento). Ale te dwa razy to były takie jakieś, mało widziałam, choć za pierwszym razem byłam w Rzymie 3 tygodnie, ale pracowałam i niewiele czasu było na łażenie.
Po raz trzeci w 2006, i z tego wyjazdu są te ostatnie zdjęcia. Wtedy połaziłam po mieście planowo, z mapą, przewodnikiem, aparatem (taki weekend). Może zrobię z tego w końcu kiedyś podróż ( więcej na www.galeria.sla-w.com).
A następny raz... kiedyś... mam nadzieję... -
Widaj, dzięki za plusika! Zapraszam na moje podróże! :)
-
Dzięki, Arbuziku:)
-
Sławku, dzięki! :)
-
dzięki, Dino za plusiory! :)
-
Heja, dzięki z klikanie:)
-
Witaj, dzięki za plusiki, pozdrawiam! :)
-
... o jedzeniu jest mowa dalej;)
-
Z wielkim opóźnieniem odpowiadam - Dino:
po kładkach chodziłam, w kaloszach nie, bo nie miałam kaloszy;)
Ale przedostać się na drugą stronę kanału można bez problemu, tylko trzeba znać drogę! :) Ja mam za sobą kilka takich pobytów w Wenecji kiedy chodziłam po niej tylko i wyłącznie pieszo, nie korzystając z vaporetto. No, z wyspy tak się nie da, ale na drugą stronę kanału wystarczy przejść po moście...
A ci mieszkańcy są dumni i nieprzystępni jak nasi górale, i patrzą na turystów jak górale na ceprów. I nie trzeba chyba im współczuć, bo za nic by się nie zamienili... Poznałam kiedyś Wenecjanina. Normalny, żywy człowiek, a mówi że mieszka w Wenecji. Pytam - w Mestre? Nie, w Wenecji. (Venezia-Venezia). Patrzyłam na niego jak by powiedział, że przyjechał za Marsa... Niby, wiem, widziałam, ludzie tam mieszkali, ale jednak... mieszkać w Wenecji... Ja mogę już, zaraz, natychmiast...
Żaba, a byłyście na Murano? Podobno jest tam pięęęęknie... Ja nie byłam, wszystko przede mną...