Komentarze użytkownika s.wawelski, strona 1076
Przejdź do głównej strony użytkownika s.wawelski
-
Ale wszystkie domy tańczą! To chyba było robione po imprezie!!
-
No wiadomo, później sie trzeba bylo wyspowiadać...
-
Tu tu zescie imprezowali? :-)
-
Od czegoś trzeba zacząć :-) W międzyczasie zapraszam do siebie na wspólne podróże wirtualne :-)
-
To ja sam jutro o tym powiem :-)
-
Boję sie, że mi wtedy łuskę zmyje.
-
Bogini, w końcu kobieta, też się lubi pokazać :-)
-
Niestety, po powrocie szybko mi to wywietrzalo, i znowu siedze po nocach...
-
Tylko sztuczki z ogniem :-)
-
Reniu, dziękuję Ci bardzo za jakze miłą recenzję :-)
Smokom, co prawda, siarka nieobca, ale z różnych względów niemile ją wspominamy :-)
Co do kołysania i siedzenia pod pokładem, to odpisałem Kuniowi na jego profilu, wiec poniekad ta odpowiedz gdzieś tam przepadła w milionie innych - wiadomo Kuniu jest tu postacią bardzo popularną i wszyscy do niego chętnie wypisuję listy i liściki :-) Otóż, to byla mala kilkunastoosobowa łódź i dokuczało nam bardziej sam wiatr, stale chlustająca woda na pokład i zmęczenie niż sama choroba morska. Jezeli jest tylko kołysanie to leżenie zwykle bardzo pomaga i nam tez sie zrobiło lepiej - tzn. wypoczelismy i wyschnęliśmy. Najgorsze chwile przeżyliśmy podczas rejsu po Oceaniue Lodowatym w Australii w czasie przeprawy tylko okolo 70 km z Wyspy Kangurow na stały ląd. Dość sporej wielkości prom (bral kilkadziesiat samochodów na pokłąd - tak dla porównania) miatal sie na falach do tego stopnia, ze wewnątrz wszystko chodziło. Przód raz po raz unosił się kilka metrów nad wodę i z impetem walił z powrotem w spienoną wodę. Koszmar!! Kazde takie udorzenie bylo po prostu fizycznie bolesne, o pokręconym błędniku nawet nie wspominając.
-
Ale wszystkie domy tańczą! To chyba było robione po imprezie!!
-
No wiadomo, później sie trzeba bylo wyspowiadać...
-
Tu tu zescie imprezowali? :-)
-
Od czegoś trzeba zacząć :-) W międzyczasie zapraszam do siebie na wspólne podróże wirtualne :-)
-
To ja sam jutro o tym powiem :-)
-
Boję sie, że mi wtedy łuskę zmyje.
-
Bogini, w końcu kobieta, też się lubi pokazać :-)
-
Niestety, po powrocie szybko mi to wywietrzalo, i znowu siedze po nocach...
-
Tylko sztuczki z ogniem :-)
-
Reniu, dziękuję Ci bardzo za jakze miłą recenzję :-)
Smokom, co prawda, siarka nieobca, ale z różnych względów niemile ją wspominamy :-)
Co do kołysania i siedzenia pod pokładem, to odpisałem Kuniowi na jego profilu, wiec poniekad ta odpowiedz gdzieś tam przepadła w milionie innych - wiadomo Kuniu jest tu postacią bardzo popularną i wszyscy do niego chętnie wypisuję listy i liściki :-) Otóż, to byla mala kilkunastoosobowa łódź i dokuczało nam bardziej sam wiatr, stale chlustająca woda na pokład i zmęczenie niż sama choroba morska. Jezeli jest tylko kołysanie to leżenie zwykle bardzo pomaga i nam tez sie zrobiło lepiej - tzn. wypoczelismy i wyschnęliśmy. Najgorsze chwile przeżyliśmy podczas rejsu po Oceaniue Lodowatym w Australii w czasie przeprawy tylko okolo 70 km z Wyspy Kangurow na stały ląd. Dość sporej wielkości prom (bral kilkadziesiat samochodów na pokłąd - tak dla porównania) miatal sie na falach do tego stopnia, ze wewnątrz wszystko chodziło. Przód raz po raz unosił się kilka metrów nad wodę i z impetem walił z powrotem w spienoną wodę. Koszmar!! Kazde takie udorzenie bylo po prostu fizycznie bolesne, o pokręconym błędniku nawet nie wspominając.