Ocenione komentarze użytkownika iwonka55h, strona 418
Przejdź do głównej strony użytkownika iwonka55h
-
to racja, nawet jak człek "bezpartyjny" jest, to jednak trudno przejść obojętnie obok takich miejsc.
-
na drewnie chyba ślady spalenizny po pożarze.
-
tak, lubię takie fotki.
-
a kluchy pysiaste były...
kartacze chyba...
-
to był obiad, to masz jeszcze trochę czasu...
-
Aniu, dziękuję za wspólny spacer po stolicy, żałuję, że miałam tak mało czasu i nie zdążyłam w tyle miejsc...
-
dziękuję za podlaskie spacery.
-
Z tego co pamiętam, to Czechosłowacja (jako całość) była modna za komuny, czyli lata 70 i 80, może potem zaczęliśmy jeździć dalej, czyli na zachód?
Na Słowację jakoś mnie drogi nie zawiodły, ale zdarzyło mi się być w Czechach.
W 1999r. jechałam przez Czechy tranzytem, sprzedano nam winietkę na autostradę, za jakąś kosmiczną cenę, ale zapłaciłam i pojechaliśmy dalej. Dwa lata później, kolega wyciągnął nas na kilka dni do Czech i wtedy dowiedziałam się, że winietka na 10 dni kosztuje 1/10 ceny, którą dałam przy poprzednim wyjeździe. Pomyślałam - ok, zapłaciłam frycowe, sprzedawca nas oszukał, niech mu będzie.
Pamiętam, że przed tym wyjazdem, w przewodniku po Czechach, widziałam wywalony tłustym drukiem napis, aby uważać na kelnerów, bo oszukują turystów na maksa. I dokładnie tak było, wszędzie żądali kwot 2-3 krotnie większych niż opiewały rachunki i jeszcze czekali na napiwki. Przy próbach reklamacji, taki kelner "przepadał" i nie wychodził na salę a jego koledzy mówili nam, że np. teraz ten kolega je obiad, albo że poszedł już do domu. Później próbowaliśmy płacić każdy z osobna i mieliśmy do zapłaty drobne pieniądze, ale i tak przy płaceniu były nieporozumienia i kłótnie. Gdy w końcu dojechaliśmy do Pragi stołowaliśmy się w McDonaldsie, bo to było jedyne miejsce, gdzie nas nie oszukiwano. No, ale zachciało nam się wypić piwko w knajpce u Dzielnego Wojaka Szwejka. Nawet nie zdążyliśmy tego piwa wypić do dna, kelner, po jakimś kwadransie, sam z siebie, przyniósł nam rachunek (+kłótnia o jego wysokość) i powiedział, że mamy opuścić lokal, bo nic nie kupujemy (obiad). To przegięło przysłowiową "pałę", wróciliśmy na kemping, spakowaliśmy rzeczy i wróciliśmy do kraju.
W sumie byliśmy 9 dni, zamiast 14, objeżdżaliśmy północno-zachodnie Czechy jakimś szlakiem starych zamków. Z obsługą turystów też było różnie. Nie dziw się więc, że moja noga w Czechach nie postanie.
W Europie jest tyle piękniejszych miejsc, gdzie turysta jest mile widzianym gościem a nie intruzem i wolę tam pojechać.
-
dla nas pięć, deszcz nas poganiał w drodze powrotnej...
-
nie próbowałam, w końcu w PN nie wolno niczego dotykać.
-
to racja, nawet jak człek "bezpartyjny" jest, to jednak trudno przejść obojętnie obok takich miejsc.
-
na drewnie chyba ślady spalenizny po pożarze.
-
tak, lubię takie fotki.
-
a kluchy pysiaste były...
kartacze chyba... -
to był obiad, to masz jeszcze trochę czasu...
-
Aniu, dziękuję za wspólny spacer po stolicy, żałuję, że miałam tak mało czasu i nie zdążyłam w tyle miejsc...
-
dziękuję za podlaskie spacery.
-
Z tego co pamiętam, to Czechosłowacja (jako całość) była modna za komuny, czyli lata 70 i 80, może potem zaczęliśmy jeździć dalej, czyli na zachód?
Na Słowację jakoś mnie drogi nie zawiodły, ale zdarzyło mi się być w Czechach.
W 1999r. jechałam przez Czechy tranzytem, sprzedano nam winietkę na autostradę, za jakąś kosmiczną cenę, ale zapłaciłam i pojechaliśmy dalej. Dwa lata później, kolega wyciągnął nas na kilka dni do Czech i wtedy dowiedziałam się, że winietka na 10 dni kosztuje 1/10 ceny, którą dałam przy poprzednim wyjeździe. Pomyślałam - ok, zapłaciłam frycowe, sprzedawca nas oszukał, niech mu będzie.
Pamiętam, że przed tym wyjazdem, w przewodniku po Czechach, widziałam wywalony tłustym drukiem napis, aby uważać na kelnerów, bo oszukują turystów na maksa. I dokładnie tak było, wszędzie żądali kwot 2-3 krotnie większych niż opiewały rachunki i jeszcze czekali na napiwki. Przy próbach reklamacji, taki kelner "przepadał" i nie wychodził na salę a jego koledzy mówili nam, że np. teraz ten kolega je obiad, albo że poszedł już do domu. Później próbowaliśmy płacić każdy z osobna i mieliśmy do zapłaty drobne pieniądze, ale i tak przy płaceniu były nieporozumienia i kłótnie. Gdy w końcu dojechaliśmy do Pragi stołowaliśmy się w McDonaldsie, bo to było jedyne miejsce, gdzie nas nie oszukiwano. No, ale zachciało nam się wypić piwko w knajpce u Dzielnego Wojaka Szwejka. Nawet nie zdążyliśmy tego piwa wypić do dna, kelner, po jakimś kwadransie, sam z siebie, przyniósł nam rachunek (+kłótnia o jego wysokość) i powiedział, że mamy opuścić lokal, bo nic nie kupujemy (obiad). To przegięło przysłowiową "pałę", wróciliśmy na kemping, spakowaliśmy rzeczy i wróciliśmy do kraju.
W sumie byliśmy 9 dni, zamiast 14, objeżdżaliśmy północno-zachodnie Czechy jakimś szlakiem starych zamków. Z obsługą turystów też było różnie. Nie dziw się więc, że moja noga w Czechach nie postanie.
W Europie jest tyle piękniejszych miejsc, gdzie turysta jest mile widzianym gościem a nie intruzem i wolę tam pojechać. -
dla nas pięć, deszcz nas poganiał w drodze powrotnej...
-
nie próbowałam, w końcu w PN nie wolno niczego dotykać.