Ładuję...

kolumber.pl


15 +
2009-11-18

Terimah Kasih - Indonezja, Malezja, Hong Kong, Macau 2009

Opisywane miejsca: Dżakarta, Yogyakarta, Bali, Kuala Lumpur, Hong kong, Macau (10377 km)
Typ: Album z opisami

Po ponad 17h lotu, z przerwa na (doslownie) przebiegniecie polmaratonu z T1 do T3 w Dubaju, odretwiali, rozespani wychodzimy w koncu na swieze powietrze w Dzakarcie. Przed wyjazdjem sporo czasu spedzilismy nad organizacja tego urlopu,takze prawie wszystkie oclegi, bilety lotnicze na lokalne trasy (Air Asia) oraz po raz pierwszy... transfery z
lotnsiska do hotelu zarezerwowalismy z Europy. W zeszlym roku strasznie mnie denerwowaly klotnie z taksowkarzami w Tajlandii, probujacymi poszukac nas na kazdym kroku. Bukujac wczesniej uniknelismy napastowania nagabywaczy, bycia bdartym z kasy czy stanie w kolejce na postoju. Zyskalismy za to gwarancje ceny oraz mile powitanie na lotnisku.

Pierwsze dwie noce spedzilismy w Dzakarcie... gdzie pobyt potraktowalismy raczej jako odpoczynek po locie oraz aklimatyzacje. Miasto, jak kazda inna stolica: glosne, nowoczesne, pelne wymyslnych szklanych wysokosciowcow!
W ciagu dnia przespacerowalismy sie po miescie fotografujac Monas - obeliskowy Pomnik Narodowy, oraz kilka innych monumentalnych rzadowych budynkow. Zapuscilismy sie takze w boczne uliczki w poszukiwaniu rdzennej autentycznosci. Duzo nie znalezlismy...

Wieczor spedzilismy na ocenie barow i tak przez opustoszale Burgundy w Grand Hyatt, pavilion Ramayana w Kempinskim trafilismy na taras Social House - Baru przy Harvey Nicholsie. Niesamowicie bogaty wybow win, wysmienite jedzenie, no i ladny widok na miasto! Warto tu zajrzec : www.ismaya.com/socialhouse   Zabawilismy odrobine dluzej niz zamierzalismy, ale w koncu trzeba jakos zwalczac jet lag ;-)

Po 3 godzinach snu gotowi bylismy wrocic na lotnisko by wejsc na poklad o dziwo nowego B737-900ER LION AIR.
Nie wiem dlaczego, ale w Europie nie udalo nam sie dokonac platnosci on-line na stronie internetowej Liona wiec w Jakarcie kupilismy bilet do Yogyakarty w ich kwaterze glownej, ktora na szczescie byla otwarta mimo swieta z okazji zakonczenia Ramadanu.

Na lotnisku bylo troche zamieszania spowodowanego zla organizacja - do jednej bramki przyporzadkowane byly dwa rozne loty, oczywiscie w przeciwnym kierunku. Megafony niczym z barejowego misia, chociaz z lepszej jakosci sprzetu nic by nam nie przyszlo  - mimo ze w trojke w sumie mozemy sie porozumiec w 7 jezykach nikt z nas nie znal indonezyzjskiego... jeszcze ;-) Po chwili niepewnosci ogloszono jednak dla nas rozpoczecie boardingu po angielsku, poczulismy sie zaszczyceni.

  • Jakarta
  • Jakarta
  • Jakarta
  • Jakarta
  • Jakarta
  • lodowka?
  • Menara

Tu dopiero zaczyna sie prawdziwa przygoda: Yogyakarta. Ponad godzine zajelo nam przejscia kilometrowego odcinka glownej handlowej ulicy miasta Ji Malioboro. Setki dorozek, riksz, kolorowych kramow z butami, torebkami, koralami, przeszkadzajkami feng shui oraz przede wszystkim batikami, z ktorych slynie Yogya. Kolor zawraca w glowie, jedynie moj obiektyw radzi sobie z tym misz maszem doskonale, dostosowujac sie cyfrowo do tych kontrastow.

Przedzieramy sie w koncu do Kratonu - miasta w miescie zamieszkalym przez ponad 25000 osob. Warto zobaczyc Zloty Pawilon, Wodny Zamek oraz..... najciekawszy Targ Ptakow - Pasar Ngasem!!! Dziesiatki klatek z roznokolorowymi ptakami, pajaki, biale i czarne robale, karaluchy i inne paskudztwa - wszystko do kupienia.

Obeszlismy sie bez tego ale zawitalismy przypadkiem do malej, kameralnej kafejki Water Castle Cafe serwujace swiezo wyciskane soki oraz domowe wypieki! Podladowanie akumulatorow bylo niezbedne, w koncu czekala nas jeszcze powrotna przeprawa przez miasto!

Po krotkiej sjescie w hotelu, zdecydowalismy sie jeszcze pojechac na wieczorne zwiedzanie wiatym Plaosan, bedacych w bliskim sasiedztwie zespolu swiatyn Prambanan. W wieczornym swietle wszystko wyglada jeszcze bardziej tajemniczo i ... fotogenicznie :-)

Nastepnego dnia wynajmujemy hotelowy samochod z kierowca, ktory zabiera nas do Borobudur (buddyjska świątynia, powstała pomiędzy 750 a 850 r. n.e) i ponownie do Prambanan. Tlumy ludzi, masa lokalnych turystow i poza nami zero uropejczykow... Wszyscy obcy kierowani sa do specjalnie oznakowanej Kasy VIP, przez ktora wchodzimy do Borobudur! Tutaj tez zauwazamy, ze jestesmy obserwowani przez ludzi. Katem oka dostrzegam tez, ze dzieciaki robia nam zdjecia swoimi telefonami komorkowymi... jak sie okazalo to byl dopiero poczatek. Za chwile podeszla para pytajac o wspolne zdjecie z nami, czemu nie. Zapozowalismy i.... sie zaczelo! Zdjecia z rodzina jedna, druga, dorosli, dzieci, wycieczki szkolne :-)) Smiesznie, niczym przybysze z matplanety... No moze faktycznie odrobine inni - co najmniej o glowe wyzszi od wiekszosci indonezyjczykow, A. z niebieskimi oczami wzbudzal najwieksze zaciekawienie  "is this colour real, mister?"

Od tego momentu przestalem sie chowac z moim aparatem, otwarcie fotografujac ludzi smiechajacych sie do obiektywu, machajacych, smiejacych sie i wolajacych "HELLO MISTER!!"

Piekne, mistyczne miejsce,do ktorego warto by przyjechac o wschodzie slonca unikajac w ten sposob fali turystow, chociaz... tlum rowniez mial swoje uroki.

Po mniej wiecej 3 godzinach zmierzamy do Prambanan, gdzie mieszcza sie hinduistyczne swiatynie wzniesione okolo 50 pozniej niz Borobudur. Prambanan wydaje sie bardziej komercyjny, odbywaja sie tu wieczorne pokazy indonezyjskiego baletu, w ciagu dnia zas krotkie pokazy tradycyjnych tancow. Tutaj tez zobaczylismy postaci z Disneya umilajace zwiedzanie najmlodszym turystom.... Na pewno warto odejsc troche od glownej Candi Shiva Mahadeva skupiajacej caly tlum i przejsc o najladej polozonej w tej kompleksie Candi Sewu. Tutaj nie spotkalismy prawie nikogo i imo ze w ciaglej renowacji, w miejscu tym naprawde mozna wczuc sie w atmosfere i w ciszy  docenic piekno budowli!

Zmeczeni spacerami w pelnym sloncu i duzej wilgotnosci probujemy negocjowac z naszym kierowca aby zawiozl nas tej samej nocy do polozonego we wschodniej Jawie miasta Malang. Nie dochodzimy jednak do ceny zadowalajacej obie strony, takze ladujemy na dworcu autobusowym...
Nie jest zle, autobusy dalekobiezne nie pzrypominaja tu PeKaeSowych Autosanow!  Mile zaskoczeni wchodzimy na poklad luksusowego pojazdu, gdzie siedzenia sa szersze niz w samolocie i rozkladaja sie do wygodnej pozycji lezacej. Przewoznik zapewnia takze koce, poduszki oraz... vouchery na kolacje w przydroznej restauracji w polowie drogi. Wczesnym rankiem budzimy sie w Malang, skad mielismy przesiadke do Probolinggo - malutkiej miesciny skad najlatwiej zorganiwac wejscie na wulkan Bromo, nasz nastepny punkt podrozy!

Znowu wymeczeni po nocnych voyagach szukamy miejsca, gdzie moglibysmy sie posilic i wypic porzadna kawe.
Nastapil moment decyzji - jaki plan na nastepne 2 dni. Byly dwie opcje... albo zostajemy  na noc w Probolinggo i w nocy ruszamy na wulkan w celu podziwiania wschodu slonca, albo dobywamy go w ciagu dnia, zyskujac jeden dzien i zmykamy na Bali. Po problemach z wyszukaniem przyjaznego miejsca na sniadanie, decydujemy sie aby nie zostawac na noc w Probolinggo (niestety wszystkie lodges oraz hotele u podnoza Bromo byly juz pozajmowane...)

Dojechalismy trzykolowa taxowka (zolta niczym w NYC) do jakiegos hotelu, gdize jedzenia co prawda nie chcieli nam zaserwowac, ale przynajmniej zostawilismy nasze plecaki przy recepcji. Minibusem dotarlismy do Cemoro Lewang skad juz tylko 3 kilometry przez pokryta popiolem rownine do podnoza Bromo. Odcinek ten mozna przebyc pieszo, konno lub wynajac jeepa. Decydujemy sie na ostania opjce - slonce, silny wiatr, popiol wulkaniczny - wolimy oszczedzic sily na wspinaczke na szczyt wulkanu.... ktora okazala sie bardzo przyjazna! 253 schody i jestesmy na miejscu. Warto zabrac ze soba jakis szalik ktorym mozna by zaslonic twarz, u gory wyczuwa sie nieprzyjemny zapach siarki, wiatr rozdmuchuje popiol, ale widoki sa cudowne!!

Zjezdzamy ponownie do Probolinggo. W hotelu w ktorym zostawilismy bagaze a nie zamierzalismy zostac na noc obmywamy sie z siarkowych maseczek, przebieramy i prosimy recepcje o zorganizowanie dojazdu na Bali (ale tupet!). Zostawiamy jednak suty napiwek za uzyskana pomoc i przychylnosc calej recepcji. Do odjazdu autobusu mielismy jeszcze 2 godziny, ktore spedzilismy w Restauracji Malang (poleconej w Lonely Planet). Rodzinna malutka restauracja z kilkoma stolikami serwuje wysmienite potrawy kuchni chinskiej i indonezyjskiej. Wlasciciel plynnie mowil po angielsku i hiszpansku, ktorego nauczyl sie podczas studiow w Chile. Po daniu glownym do wspolnej rozmowy dolaczyla reszta rodziny oraz sasiedzi z... aparatami. Takze przemily wieczor zakonczylismy rodzinna sesja zdjeciowa.

Smiesznie, do toalety mieszczacej sie w lazience domownikow przechodzilo sie przez salon, w ktory, dzieciaki wlascicieli ogladaly kreskowki :-)  Koniec dobrego, kierujemy sie na dworzec i powtorka z poprzedniej nocy - 10h w autobusie i o 6 rano dojezdzamy na Bali!

  • Mt Bromo
  • Prambanan
  • Borobudur
  • U podnoza Bromo
  • Yogyakarta
  • Yogyakarta
  • Prambanan
  • Borobudur
  • Borobudur
  • Bromo
  • Bromo
  • Bromo
  • Krater Wulkanu Bromo
  • Yogyakarta
  • Borobudur
  • Borobudur
  • Borobudur
  • Glamour
  • Borobudur
  • Borobudur
  • Prambanan
  • Prambanan
  • Bromo w calej okazalosci
Rezerwacje mamy w Sriphala Resort w Sanur - spokojnej i cichej czesci Bali. Ranek spedzamy przy basenie drzemiac na lezakach w oczekiwaniu na nasze pokoje. Dlugo na to czekalem: chilloutowa muzyka, pluskajace fontanny, zielen palm, aromaterapia, masaze - tak wlasnie wyobrazalem sobie Bali!
Wszystko zdaje sie tu byc znacznie wolniejsze, nikt sie nie spieszy, cisza, relax, relax, relax... W Sanur plaza byla pusta, z miejscami w restauracjach czy barach rowniez nie bylo problemu. Caly wieczor spedzamy w przyplazowej restauracji wsluchujac sie w wykonywany na zywo jazz oraz delektujac sie homarami, satayem i lokalnymi trunkami. Na Bali odwiedzamy takze Kute, gdzie na cale szczescie nie zostawalismy na noc. Huczne, przepelnione przepitymi australijskimi i angielskimi turystami miasto, wypelnione glosnymi techno klubami, falszywymi sklepami D&G i Mc Donaldami. Na impreze owszem - idealne, miejsce do odpoczynku, zapomnijcie. Kolejny dzien i nowe atrakcje - sloniowy trekking. Gdzies w glebi wyspy, w srodku buszu wsiadamy na gdzbiet Donniego, ktory dzielnie powozi nas przez balijska jungle.

Ostatniego dnia jedziemy do Ubud, rowniez turystycznego miejsca ale bardziej skupionego na sztuce, yodze i ogolnie naturze. Odnajdujemy tu przepiekne tradycyjne budowle, ciekawy targ z rekodzielem oraz posilamy w www.casalunabali.com . Boskie jedzenie, niepowtarzalny kurczak grillowany z ryzem w lisciach z banana oraz odzywczy sok z... avocado! Bo obfitej uczcie, niestety czas opuszczac wyspe. Wieczorem mamy lot do Kuala Lumpur.
  • Bali
  • Bali7
  • Bali1
  • Bali2
  • Bali3
  • Bali6
Malezje potraktowalismy jako stop over w drodze do Hong Kongu. Sadzilismy, ze dwa dni nam starcza na obejscie stolicy i nie mylislismy sie. Petronas Towers, wieza Menara, China Town i po prostu szwedanie sie po ulicach. Podobnie jak Jakarta, za dnia bez rewelacji. Wieczorem tradycyjnie staralismy sie odnalesc jakis ciekawy bar.... i znowu sie udalo. Concierge polecil nam Luna bar na dachu Pacific Regency Hotel. Dwupoziomowy bar usytuowany wokol basenu ze wspanialym widokiem na widowiskowo oswietlone wieze Petronas! www.pacific-regency.com/dinings_luna.php

Hong Kong, do ktorego zawsze chcialem przyjechac i ... na cale szczescie nie rozczarowal mnie. Niesamowite harmonijne polaczenie tradycji i modernizmu, miasto zywe cala dobe, pelne kolorow, swiatla, wysmienitych restauracji i barow. Mieszkalismy w Tsim Sha Tsui w poludniowym  Kowloon, (Kowloon - jak podaje wikipedia zostało ono wpisane do księgi rekordów Guinnessa, ze względu na niespotykanie wysoką gęstość zaludnienia, wynoszącą 1923077 ludzi na km2) Tutaj znajduja sie glowne ulice handlowe, nocny market, oraz nabrzeze z Aleja Gwiazd skad najlepiej widac cowieczorny pokaz swiatel - The Symphony of Lights. Oprocz tego udalo nam sie zobaczyc 20 minutowy pokaz sztucznych ogni zorganizowany z okazji  obchodzenia 60 rocznicy utworzenia Chinskiej Republiki Ludowej. Fajerwerki naprawde byly imponujace, nie tylko ich ilosc ale rowniez rodnorodnosc form - serca, chinskie ideogramy etc etc.


Aby zobaczyc panorame calego miasta nalezy wjechac zabytkowa kolejka na Wzgorze Wiktorii wznoszace sie na wysokosc 552mnpn skad rozciaga sie wspanialy widok na caly HKG.

 Atrakcja warta zobaczenia jest takze wyspa Lantau gdzie znajduje sie największy na świecie posąg Buddy Tian Tan wykonany z brązu. Ma on 34 metry wysokości, waży 250 ton i zostal odsloniety w 1993 roku. Na wyzyne Ngong Ping na ktorej sie znajduje najlepiej dostac sie kolejka linowa, ktora kursuje ze stacji Tung Chung. Niedaleko jest takze buddyjski klasztor Po Lin.

Hong Kong nabiera zupelnie innego charakteru po zmierzchu. Tysiace neonow rozswietlaja ulice, setki malych restauracyjek wszystkie pelne gosci, do niektorych z nich ustawiaja sie dlugie kolejki. Warto czasem dluzej poczekac na stolik, jedzenie jest tu wysmienite! Jedna z najciekawszych doswiadczen kulinarnych w HKG przezylismy w niewielkiej resatauracji gdzie siedzielismy przy stole na ktorym kucharz gotowal dla nas wszystkie potrawy. Smaczne owoce morza, wolowina, do tego kielki soi i  warzywami. Bardzo widowiskowe gotowanie!

Bary? Oczywiscie bez nich pobytu w HKG nie mozna by zaliczyc do udanych! Zaczelismy od polecanego jako najlepszy w calym HKG Felix Bar w slynnym Peninsula Hotel
www.peninsula.com/Hong_Kong/en/Dining/Felix/default.aspx .
widoki owszem,30 pietro zapewnia zapierajace dech w piersiach doswiadczenie, ale obsluga i lista napojow naprawde pozostawiala wiele do zyczenia. Ulotnilismy sie stamtad po jednym koktailu.

Zdecydowanie lepszy okazal sie Aqua Spirit Bar http://www.aqua.com.hk/#/?eng&aqua&concept usytuowany na 29 i 30 pietrze a takze Room One w The Mira Hotel. Mega nowoczesne wnetrza i wysminite kompozycje alkoholowe  - polecam wasabi martini! www.themirahotel.com

Macau, chyba najwieksza niespodzianka tej wycieczki.... Spodziewalem sie tylko plastikowego, kiczowatego miasta z setka kasyn a tu prosze.... Kasyna owszem, wszyskie na swoim miejscu, ale oprocz zlotych szklanych budynkow, neonow znalezlismy... stare miasto - niesamowite polaczenie architektury chinskiej i .... portugalskiej! Bialo-niebieskie kafelki zdobiace kamienice, portugalskie nazwy ulic, lewostronny ruch, wszystko to przypomina, ze Makau nalezalo kiedys do Portugalii! Pnac sie w gore zatloczona piesza uliczka probujemy lokalnych specjalow - skarmelizowanej, sprasowanej wolowiny w roznych smakach oraz kruchych  ciasteczek promowanych na kazdym rogu. Dzien w Makau konczymy obowiazkowym hazardem w Casino Lisboa! Powrot do Europy w Economy Class, milionow nie wygralismy :-(((

Kazde z odwiedzonych przez nas miejsc bylo niesamowite na swoj sposob. Niewaptliwie najbardziej podobala nam sie Srodkowa i Wschodnia Jawa, nie zepsuta przez turystyke, naturalna, momentami dzika.

Ani przez moment nie czulismy sie niebezpiecznie! Wszyscy byli dla nas bardzo przyjazni i pomocni, nie bylo takze problemow z  porozumiewaniem sie. Narzucilismy troche szybkie tempo, ale chcielismy zobaczyc jak najwiecej. Mysle, ze powroce jeszcze kiedys aby skupic sie tylko i wylacznie na odkrywaniu Indonezji, naprawde interesujacego miejsca!



Praktyczne informacje:

Noclegi:

Sprawdzone przez nas i szczerze polecane:

Dzakarta - www.astonrasuna.com/
Yogyakarta - www.santika.com/jogja-premiere.php
Bali - www.sriphala.com/
Kuala Lumpur www.swissgarden.net/
Hong Kong www.parkhotelgroup.com/phhk/

Wszystkie o odpowiednim standardzie, dobrej lokalizacji i wysmienitej obsludze!


Transport

www.lionair.co.id
www.AirAsia.com
First Ferry Macau www.nwff.com.hk


Wizy:

Indonezja: visa on arrival- po uiszczeniu oplaty oraz wypelnieniu formularza wiza wydawana jest od reki
Kuala Lumpur, Hong Kong: Wypelnilismy tylko formularz, tym razem bez zadnych oplat

 

ps w sumie nie zamierzalem opisywac tego wypadu slownie. Zawsze wolalem wypowiadac sie za pomoca obrazu... co niewatpliwie lepiej mi wychodzi. Dzieki bardzo za przeczytanie powyszego textu i sorry za potyczki stylistyczne - ale zaden ze mnie dziennikarz czy inny literat :-P  Jezeli macie jakies jakies dodatkowe pytania, chetnie podziele sie informacjami droga mailowa.

  • Product Placement  :-)

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. adamp54
    adamp54 (31.12.2012 16:21) 0 + -
    Przyjemnie się podróżowało w twoim towarzystwie
    Pozdrawiam
  2. bartek_sleczka
    bartek_sleczka (08.12.2010 11:52) +1 + -
    Wiele fajnych zdjęć. Bardzo dobrze, że jednak opisałeś podróż. Razem się uzupełniają.
    Pzdr/bARtek
  3. lmichorowski
    lmichorowski (07.12.2009 8:49) +1 + -
    Bardzo dobrze, że zdecydowałeś się dołączyć opis do zdjęć. Podróż super!
  4. bartolomeuszmateusz (27.11.2009 20:41) +1 + -
    Super zdjęcia!
  5. kubdu
    kubdu (19.11.2009 20:43) +2 + -
    Autor na pewno wie, że super, ale pochwalić nie zaszkodzi. Jestem pod ogromnym wrażeniem. I teraz wiem co to kolor.
  6. fiera_loca
    fiera_loca (19.11.2009 1:06) +2 + -
    super fotki...tak,wiem ,powtarzam sie...
markut80

markut80


Punkty: 19024