Ajax Loader Ładuję ...

8 +
2009-11-05

Podróż Królewskie miasto Petra

Opisywane miejsca: Jordania
Typ: Blog z podróży

Czy ktoś widział kiedykolwiek „różowe miasto”, którego ściany błyszczą w słońcu kolorem róży?  Nie jest to żadna bujda ale prawda. Takie miasto istnieje wykute w opustoszałych górach Jordanii i nazywa się Petra.  Pewnie coraz więcej turystów odwiedza Jordanię, a przy tym żelazny punkt wycieczek- różowe miasto. Ale nie będzie chybione bardziej dokładnie przedstawić miasto przez niektórych archeologów i turystów określane jako ósmy cud świata.  Byłem tam z http://gotramping.pl/index.php/pl/wyprawy/86

Droga do Petry 

Petra leży ok. 3 godzin jazdy na południe od Ammanu- stolicy królestwa Jordanii. Miejscem które otwiera wrota Petry jest Wadi Musa. To małe miasteczko ok. 2 km od Petry połozone na wypalonym zboczu górskim, gdzie zatrzymują się wszystkie wycieczki i indywidualni podróżnicy, którzy chcą dostać się do ruin. Zwiedzanie najlepiej rozpocząć rankiem ok. 7-8 by zobaczyć przepiękny wschód słońca w Petrze.  Przy wejściu, którego dla powagi kilku strażników z kałasznikowami opłacamy się słono i idziemy kamienistą drogą w górę potoku Musa. Dookoła spalone słońcem wzgórza. Na lewym brzegu potoku po kilku minutach od bramy wejściowej wyrastają wykute w ścianie dżiny. To rząd obelisków , które miały strzec wejścia do Petry, a dżin to na wschodzie duch.  Teraz te dżiny smętnie sterczą na skale.  Przechodzimy mostek, który jest zarazem tamą na potoku i skręcamy w lewo. Właściwie wchodzimy w skałę. Otwiera się przed nami wąska szczelina w kilkudziesięciometrowej skale. Tędy prowadzi droga do Petry. Około 1 kilometra idziemy wąskim wąwozem, którego ściany sięgają nawet ponad 100 metrów wysokości.  To wspaniały cud natury. Wije się wąsko na szerokość 2 metrów czasem się rozszerza. Nie jesto to kanion w ścisłym tego słowa znaczeniu wypłukany przez wodę ale rozpadlina powstała wskutek przesunięć ziemi podczas trzęsień, o czym przekonują nas skały po obu stronach pasujące do siebie jak klocki. Wąwóz nazywa się as-Siq. Po około 20 min. Marszu doprowadza kolejnego zakrętu, za którym wyłania się zapierający dech w piersiach.

Skarbiec Petry 

Zza skały wychyla się potężna różowa fasada. To skarbiec- Al. Khazneh. To budowla tak znana, bo najczęściej reprodukowana na zdjęciach, co nie zmniejsza wrażenia, że jest oczekiwana, gdyż to odsłonięcie cię Skarbca jest tak niespodziewane, że zatyka dech w piersiach.  Warto to dokładniej opisać. Kończy się wąwóz. Otwiera się szeroki na ok. 100 metrów plac otoczony dookoła skałami. W skale na wprost wykuto szeroką na 30 metrów fasadę. Wysokość skarbca sięga 43 metrów. Zbudowali ją Nabatejczycy  w 1 wieku przed Chrystusem. Miał to być grobowiec ich króla. Na czterech filarach wspiera się architraw, a nad nim jeszcze rząd płaskorzeźb otoczonych filarami. W środku jest tylko jedno pomieszczenie.  Warto tu przyjść ok. 8 godziny, kiedy nie dotrą tu jeszcze autokarowe wycieczki z Ammanu. Można podziwiać jedyny wschód słońca, kiedy skarbiec różowieje. Nie ma wtedy tłumów jest pusto i spokojnie.  To dopiero początek cudów Petry. Ścieżka turystyczna skręca w prawo. Nieco szerszym wąwozem prowadzi piaszczysty dukt. Po jednej i drugiej stronie stoją wykute kilkumetrowe fasady.  Nie wiadomo czego. Po kilkudziesięciu metrach rozpadlina rozszerza się, teren się wypłaszcza. Na skalistym wzgórzu po lewej stronie wyłania się półkolisty wkuty w skale przecięta w pół misa z rzędami ławek. To amfiteatr. Nabatejczycy zbudowali go w 1 wieku naszej ery na wzór rzymskich amfiteatrów.  Ten, w najlepszych czasach mógł pomieścić 7000 widzów. Na razie widać tylko albo budynki dla władców albo użyteczności publicznej.

Ulica grobowców 

Dookoła ściany wąwozu podziurawione są jak ser. W wykutych grotach mieszkali mieszkańcy stolicy Nabatejczyków.  Wysoko na prawym zboczu stoi rząd pysznych grobowców królewskich.  Pierwszy z nich to grobowiec urnowy. Nad dwoma rzędami arkad wykutych w skale wznosi się prostokątna fasada. Grobowiec ma 17 metrów szerokości i prawie 19 metrów wysokości.  Nastepny , potężniejszy jest grobowiec pałacowy. Fasada ma trzy wejścia wykute w skale z niewielkimi architrawami nad nimi. Wyżej gzyms, nad którym widać rząd płaskorzeźbionych kolumn.  Ostatni grobowiec Sekstusa Florentiusa nie jest tak eksponowany. Zbudowano go dla rzymskiego namiestnika prowincji arabskiej, wzmiankowanego Sekstusa , o czy m mówi wzmianka nad wejściem. Warto zrobić krótki oddech od zwiedzania i zagłębić się trochę w pochodzenie tych fascynujących ruin.  Kim byli wymienieni już kilka razy Nabatejczycy?

Historia wymarłego ludu 

 

 Ten mało znany lud należał do szczepów arabskich, które zasiedlały pogranicze imperium rzymskiego i wrogiej pustyni arabskiej.  Strategiczne położenie przy szlaku handlowym z Chin i Indii do Europy umożliwiły rozwój państwa nabatejskiego, które w szczytowej fazie bogactwa sięgało od Damaszku po Synaj.  Nabatejczycy czerpali zyski z karawan, które przemierzały ich teren, a przy tym zachowali niezależność od Rzymu. Kiedy zaczęto wykorzystywać szlaki morskie do handlu znaczenie państwa Nabatejczyków spadło. W 106 roku po Chrystusie państwo zostało wcielone do Rzymu, a Petra podupadła.  Wkrótce została opuszczona i zamieniona w stertę ruin uległa zapomnieniu. Na odkrycie czekała do XIX wieku. W 1812 roku Szwajcar Johann Ludwig Burkhard, który przyjął islam podróżował po okolicy. Od beduińskich pasterzy usłyszał o mieście zagubionym w niedostępnych górach. Podstępem dostał się do Petry i przywiózł wiadomość o ukrytym cudzie do Europy.  Burkhard tak przygotował się do podróży po Bliskim Wschodzie, że nawet nauczył się arabskiego. A pytany o ciężki akcent odpowiadał, że jest z Hindustanu. W każdym razie tajemnica strzeżona przez Beduinów została wykradziona.  Dzisiaj jest tłumnie odwiedzana. W niektóre dni trzeba się przepychać pośród tłumów turystów. Dolina minąwszy rząd grobowców królewskich wykręca w lewo.  Na lewo wznoszą się resztki starych budowli i potrzaskana kolumnada. Dawniej było tu serce miasta zamieszkałego przez około 40 000 mieszkańców. Disiaj oprócz kolumn można zobaczyć resztki świątyń, pozostałości budynków publicznych i sklepów, do którego wiodą marmurowe schody . Po prawej stronie znajdują się resztki pałacu królewskiego. Podchodzimy do skalnej ściany na wprost. Na dole możemy wejść do dwóch restauracji. Kłębią się tutaj beduińscy naganiacze osłów i powozów konnych.  Znajdują się tu dwa muzea. Al.-Habis wysoko na sklae, dawne więzienie. Po prawej muzeum nabateańskie.  Znajdują się tu odkrycia z wykopalisk archeologicznych. Między innymi pozostałości mozaik biznatyjskich, 

700 schodów do monastyru

 Opuszczamy główny trakt petrzański i skręcamy za drogą oślą w prawo.  Przekraczamy koryto Wadi musa i wspinmay się schodami. Ścieżka wije się wąskim wąwozem.  Pośród surowych skał nabieramy szybko wysokości. Dla zmożonych przez słońce gościnni Beduinii ustawili namioty, pod którymi można się schronić przed palącym słońcem. Mieszkańcy sąsiedniej wioski czują się gospodarzami tego terenu. Mają bezpłatny wstęp. Wszędzie prowadzą kramy, na których sprzedają pamiątki. Wszędzie turyści  mogą liczyć na herbatę z liśćmi mięty.  A warto przystanąć gdyż w górę na grań prowadzi 700 schodów. W pewnym momencie idzie się wąską półką skalną.  Po ok. pół godz. marszu wyprowadza na górę. Na wprost stoi kolejny kram z herbatą. Po prawej stronie wryty w skale widnieje Ad Deir-  Monastyr.  To druga po skarbcu tak potężna fasada.  Nawet większa od pierwszego. Ma 50 m szerokości oraz 45m wysokości. Zbudowano ją w 3 wieku przed naszą erą. Nazwę zawdzięcza czasom bizantyńskim kiedy była używana jako kościół. A miejscowi nazywają ją Ad- Deir. Warto po zrobieniu zdjęć zatrzymać się w pieczarze i rozłożonym obok  namiocie.  Gościnny gospodarza poczęstuje zasłużoną herbatę, którą na górę wniosły właśnie osły na grzbiecie.  Monastyr robi ogromne wrażenie. Na szczycie góry, zupełnie w surowym otoczeniu wyrasta wryta potężna budowla. Jeszcze lepsze wrażenie robi, kiedy pójdzie się kilkaset metrów za namiot.

Jordania z lotu ptaka 

Z tyłu prowadzi ścieżka na dwa punkty widokowe zawieszone na grani skalnej. Pod namiotami stoją dwa kramy. Rozciąga się stą prześliczny widok na okoliczne góry. Najlepiej jest tu przyjść późno po południu, kiedy widać stąd daleko na północ nizinę Morza Martwego oraz Izrael i Terytoria Okupowane Palestyńczyków. Na południe widać pustynię Arabską oraz Jebel Haron- górę Aarona, do której miał rzekomo pielgrzymować fałszywy muzułmanin Burkahrd.  Widok zarówno na góry i Monastyr jest  zachwycający. Wracamy na dół do miasta, a właściwie w okolice restauracji. Jest tam tylko para lokali. Ale Petra to nie jeden ciąg budowli i jedyna trasa. Ponieważ do Petry jest tylko jedno wejście i jedno wyjście warto wybrać się z powrotem inną trasą. Jest tu mnóstwo miejsc do obejrzenia. Warto wybrać się na trasę na uboczu ale nie mniej emocjonującą. Przy restauracjach wchodzimy ścieżką na skałę koło muzeum. Okrążamy górę.

Na płaskowyżu składano ofiary 

Idziemy wąską półką wyciętą w skale. W dole kilkadziesiąt metrów niżej dolina Wadi Siyagh. Okrążamy skałę i wychodzimy na niewielki płaskowyż. Przechodzimy koło niewielkiej knajpy.  Tutaj znajdują się resztki fortu krzyżowców. Nie ma tu dzikich tłumów. Można się napawać widokiem surowych gór w kolorze różu. Dookoła groty , w których mieszkali Nabatejczycy. Tutaj idzie po osypujących się piargach. Trasa prowadzi równolegle do głównego szlaku. Wspina się powoli na wzgórze otaczające Skarbiec. Rozciąga się stąd nietypowa panorama Petry jakby wmurowanej w skalne ściany. Trasa po pokonaniu szerokiego balkonu skalnego wnika w zacieniony wąwóz. Po drodze, na której zazwyczaj nie ma żywego ducha pojawia się nie stąd ni zowąd kram beduiński. Widać pieczary skalne, niedokończone grobowce lub opuszczone i  zniszczone przez niesprzyjający klimat. W wąwozie piękny grobowiec z kolumnami po obydwóch stronach. Nagle ścieżka skręca raptowanie w lewo i wąskim korytarzem wspina się do góry. Właściwie wąską 1 metrowej szerokości półką prowadzi około dwustu metrów w górę. Ścieżka prowadzi na Jebel Madbah.  Trawersuje skały, ponownie drapie się do góry na szczyt. Tutaj niespodzianka. Znajduje się tu w ruinach niewielka restauracja.  Kilkadziesiąt metrów dalej wierzchołek wypłaszcza się. Widać stąd doskonale całą Petrę. Ludzie w dole, jakieś 200 metrów niżej wyglądają mikro. Ta płaszczyzna na szczycie to tak zwany płaskowyż ofiarny. Zachowały się tutaj resztki budowli rytualnych, na których składano ofiary. Wchodzono tutaj albo z tyłu albo rozpadliną skalną, która opada stromo w okolice amfiteatru.  Widok z płaskowyżu ofiarnego i ścieżki jest obłędny. Cała Petra łącznie z grobowcami królewskimi jest doskonale widoczna. Docierają tu tylko nieliczni turyści. Można w spokoju napawać się widokiem tabunów zwiedzających główny trakt.  Schodzi się cieniem wąwozu po schodach  mających 2000 lat.  

więcej www.gotramping.pl

  • Img 5025  2
  • Img 4730  2
  • Img 4737aa  2
  • Img 4818  2
  • Img 4821  2
  • Img 4905  2
  • Img 4925  2
  • Img 4931  2
  • Img 4944  2
  • Img 4995a  2
  • Img 5019  2

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. fiera_loca
    fiera_loca (09.11.2009 0:11) +2 + -
    no prosze,tylko drugowac tekst, w kieszen i zasuwac do Petry...wszystko fajnie opisane krok po kroku plus informacje historyczne.A bedzie wiecej zdjec???
  2. iwonka55h
    iwonka55h (05.11.2009 13:06) 0 + -
    witaj Grzegorzu!
    na razie obejrzałam zdjęcia, moja prośba aby podzielił tekst na mniejsze rozdziały, z odstępami to łatwiej będzie czytać.
tramper1

tramper1

Grzegorz
Punkty: 3194