Ładuję...

kolumber.pl


8 +
2009-08-18

San Juan w Alicante

Opisywane miejsca: Alicante
Typ: Album z opisami

Pierwsze wrażenie, jakie Alicante robi na odwiedzającym to - aa... to taki hiszpański Sopot - słońce, plaża, budki z pamiątkami i nadmorskie deptaki. Na drugi rzut oka jednak widać, że - bez obrazy dla Sopotu - Alicante oferuje więcej niż można by się spodziewać.

Przede wszystkim Alicante posiada jedną z najpiękniejszych plaży Costa Blanca, na której w sezonie nierzadko odbywają się imprezy do białego rana. Dlaczego mam o niej takie dobre zdanie? Przede wszystkim zarówno piasek, jak i woda są bardzo czyste. Ale to nie wszystko. Widok z niej jest naprawdę piękny - nie są to wydmy czy barierki, ale zarys miasta, eleganckie hotele, palmy, no i przede wszystkim - zamek.

Zamek ten nosi nazwę św. Barbary (przez mieszkańców nazywany po prostu "El Castillo"), a jego historia sięga IX wieku. Co prawda, niewiele z niego zostało, ale rozciąga się stamtąd przepiękny widok. Dodatkowo służy tubylcom i turystom jako miejsce spożywania alkoholu, bo podobno pod Zamek policja się nie zapuszcza:)

Z drugiej strony Alicante nie jest miastem dla wielbicieli zabytków ani historycznej atmosfery. To miejsce dla odpoczynku za dnia i szaleństwa nocą - pod tym względem jak najbardziej przypomina nasze rodzime kurorty. Mamy tu zatem na ulicach panie robiące tatuaże z henny, budki z naszyjnikami z muszelek oraz osobników chodzących po plaży próbujących nam wcisnąć okulary przeciwsłoneczne za 5 euro.

Największe wrażenie w Alicante zrobiła na mnie ilość studentów zagranicznych. Ci młodzi ludzie, których wszędzie pełno, to nie turyści, nie miejscowi, nie imigranci, ale Erasmusi! Ciężko mi powiedzieć, ilu ich jest tam dokładnie, ale naprawdę można ich spotkać wszędzie - od plaży, przez puby, po poczciwą Mercadonę. A kto już tu przyjeżdża w czasie studiów, raczej decyduje się na rok, nie na semestr.

No dobrze, czy coś jeszcze, o czym nie wspomniałam? Wymienię w skrócie:

   - Tanie loty z Polski (natomiast ja leciałam z Madrytu i zapłaciłam za samolot 15 euro w obie strony).

   - Cudowne jedzenie! Przypominam, że paellę wymyślono właśnie w tym rejonie Hiszpanii. (Polecam przede wszystkim restauracje "na ulicy" - kilka rozłożonych stolików i panów robiących jedzenie przed klientem. Ponieważ jest to miejscowość nadmorska, warto poeksperymentować z owocami morza.)

   - Kluby - z każdym możliwym rodzajem muzyki. Mój osobisty wybór to klub kubański w dzielnicy imprezowej.

   - Rambla, czyli tradycyjnie jedna z większych ulic miasta prowadząca z centrum na plażę.

   - Smaczki językowe;) - w Alicante mówi się zarówno po hiszpańsku (z różnymi akcentami - w końcu jest tu sporo Kolumbijczyków czy Ekwadorczyków), po katalońsku oraz walencku. Prawdziwy raj dla lingwisty.

  • Zamek widziany z plaży
  • To tak a propos lingwistów;)

Alicante można odwiedzać przez całe wakacje (sezon trwa tu naprawdę długo), ale chciałam rozpisać moją wizytę jako "podróż" z innego powodu.

Byłam w Alicante pod koniec czerwca, kiedy to w Hiszpanii (a szczególnie w prowincji Walencja) obchodzi się San Juan, czyli ichniejszy odpowiednik Sobótki.  W Alicante świętowanie zaczyna się ok. 10 dni wcześniej. Główne atrakcje to:

1)  Wielkie rzeźby rozstawione po całym mieście. Są ich dziesiątki, wszystkie stają do konkursu w trzech kategoriach (mniejsze, większe, duże). Niektóre z nich mogą być naprawdę ciekawe, ale w większości są przeraźliwie kiczowate. Niemniej jednak wielką frajdę sprawia wyszukiwanie ich wszystkich, biegając z mapą po mieście. Zgodnie z tradycją rzeźby są palone w noc San Juan. Z tego, co wiem, bardzo podobna tradycja istnieje także w Walencji.

2) Parady! Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam - mieszkańcy organizują kilka parad dziennie przez ponad tydzień! A niektóre z nich są całkowicie improwizowane - po prostu kilku sąsiadów wychodzi z instrumentami i w kostiumach, a ludzie z ulicy przyłączają się do nich spontanicznie. 

3) Walki byków, także w wersji łagodnej, czyli bez zabijania zwierząt.

4) Imprezy na plaży do białego rana. Miasto budzi się do życia dopiero ok 23. Niektóre puby otwiera się tu o 2-3 w nocy. Zdecydowanie można pić w miejscach publicznych - w parku, na plaży, na ulicy...

5) Pobudki;) Po szalonych imprezach miasto serwuje rano parady, które mają za zadanie obudzić mieszkańców. W niedzielę, oczywiście, najwcześniej, czyli o 8 rano:) Jest wtedy naprawdę głośno.

6) Sztuczne ognie - nawet w ciągu dnia! (Dla samego huku, nie widoku).

Niestety, nie było mi dane zostać do samego San Juan, dlatego też mam niewiele zdjęć i moja relacja też jest niepełna.

  • Parada

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. komarek79
    komarek79 (04.11.2009 21:30) 0 + -
    Fajna relacja, no i inspiracja do nowej podróży. Dzięki:)
  2. freemarti
    freemarti (21.09.2009 20:04) 0 + -
    nie udało się ale to właśnie dlatego będziesz mogła sobie z chęcią tam powrócic by przypomniec ten czas i odmalowac nowe, piękne wrażenia :))
wi_the_lec

wi_the_lec

Karolina P
Punkty: 2534