Ładuję...

kolumber.pl


09:40 Wyjechaliśmy. 7 aut. Ósme dołączy w Tarnowie. Pędzimy na Niepołomice, by ominąć korki na trasie tarnowskiej. Słoneczko pięknie świeci, humory dopisują. Jest miło :) 17:53 Przejechaliśmy granicę w Krościenku. Były formularze, pieczątki. Teraz paliwo za 2,2 zł i pędzimy na Drohobycz. 20:16 Za nami odcinek przez małe wioseczki pełne sielskich klimatów i dziurawych dróg. Już zachodzi słońce. Za godzinę rozbijamy pierwszy obóz nad rzeką.

  • Samochody czekaja na odjazd w sercukrakowa
  • Startrajdubezdrozatrophy krakow malyrynek

Dziś ruszyliśmy bez szefa wyprawy, bo rano pojechał na granicę polsko-ukraińską odebrać jeden z samochodów, który nie przebył wczoraj granicy z powodów formalnych. Cóż, ukraińska granica jest jak czyściec. Wszystko tu wyjdzie. Dziś auto udało się przetransportować i dołączyło do reszty. Zanim to jednak nastąpiło kolumnę zatrzymała milicja. Znalazł się paragraf (że kolumna, a bez oznaczeń), poszło 200 hrywien i byliśmy eskortowani przez milicyjną ładę do granicy rejonu. Teraz jedziemy offroadem w stronę Rachowa.

  • Dsc 0089
  • Dsc 0198
  • Dsc 0106
  • Dsc 0154

11:20
Wczoraj wieczorem podwieźliśmy kilka kilometrów starszą kobietę wracającą leśnym duktem z pracy w polu. Grabie zawisły na lusterku i z tyłu pani trzymała je za oknem:) Obóz rozbiliśmy na rozległej polanie. Rano trochę deszczyku, ale nie na tyle by drogi szutrowe miały tonąć w błocie: za to opadł kurz i nie jest tak gorąco.

16:24
No był odcinek prawdziwie offroadowy. Wyciągarka poszła w ruch. Kilka aut się zakopało w leśnym błocie. A potem wspaniałe widoki podnóży Czarnohory z Rachowem w głębokiej dolinie. Ale nie dane nam było łatwo dojechać. Parę kilometrów przed miastem na gruntowej drodze sprowadzającej w dolinę - awaria: w jednym z aut wypadły tzw. polibusze wraz z nakrętką z mocowania wahacza. Część aut zjechała do miasta, jedno miało poszukać warsztatu. Drugie ruszyło w górę w poszukiwaniu na drodze zagubionej nakrętki. Czas mija. A my mieliśmy plan dotrzeć dziś za rumuńską miejscowość Sapanta.


19:09
Samochód naprawiony, jedziemy na granicę z Rumunią.
Awaria została usunięta: chłopcy pojechali do warsztatu, przywieźli nakrętki i ekipa ruszyła. Jaś pojechał jednak do warsztatu, gdyż dodatkowo musiał zorganizować sobie spawanie nadkoli - przy głębszych dziurach na trasie opony dobijały mu do blachy (sprężyny amortyzatorów okazały się zbyt krótkie).
Z Rachowa pojechaliśmy na granicę i tu po małych perypetiach i pewnym przepływie gotówkowym dotarliśmy na pole namiotowe w Sapyncie (Sapanta). 

  • Dsc 0105
  • Dsc 0158
  • Dsc 0162
  • Dsc 0171

9:00
Rano dnia 4-go wita nas piękne słońce :)

16:54
Mamy za sobą świetny przejazd przez zalesione wzgórza ciągnące się na południe od Doliny Cisy. Rano zwiedziliśmy Wesoły Cmentarz w Sapyncie (Sapanta) - fenomenalne miejsce i obowiązkowy punkt odwiedzin. Odwiedziliśmy też położoną po drugiej stronie wsi, niedawno wybudowaną, drewnianą, krytą gontem cerkiew ze strzelistą wieżą - najwyższą obecnie w Maramuresz. Takie cerkwie to znak rozpoznawczy Maramuresz.
Po drodze do Baia Mare znów drobna, acz niebezpieczna awaria: w jednym z samochodów wykręciły się śruby w kole. Magda prowadząca auto po wyjeździe z szutru na asfalt poczuła nagłe szarpanie kierownicy. Zatrzymała auto: na kole była jedna nakrętka na śrubę. Udało się odnaleźć w rowie koło drogi jeszcze trzy. Ktoś miał też zapas. Mogliśmy więc ruszyć dalej.
Teraz z Baia Mare jedziemy na Dei by spędzić noc w górach Apuseni.

  • Dsc biserica w sapanta
  • Dsc szpaler aut
  • Dsc z gorami w tle
  • Dsc przez bloto

Wczorajszy wieczór upłynął na deszczowej balandze pod roletą samochodową. Zmieściło się tam kilkanaście osób - trudne warunki sprzyjały integracji :) Rano już w miarę sucho. Obok obozowiska pasterze przegnali stado owiec. Psy pasterskie szły rozstawione po kilku stronach stada. Taki pies pasterski (kaine ciobanesc) potrafi świetnie radzić sobie ze stadem, ale też z potencjalnymi drapieżnikami. Często obroże nabijane są ćwiekami, by podczas walk z wilkami psy miały większe szanse na uratowanie gardła. Widuje się też niewielkie drewniane belki przyczepione u psich szyi - to ma hamować zapędy psów do polowań na drobną, leśną zwierzynę.
Towarzysząca stadu owiec sfora budziła respekt.

Po śniadaniu ruszamy dalej przez Góry Padis (jeden z ładniejszych fragmentów Apuseni). Szutrowe drogi prowadzą szczytami gór. Mijamy skupiska drewnianych chat, małe przysiółki, liczne tartaki na otwartym powietrzu.. Architektura w 100% drewniana. Po pewnym czasie dojeżdżamy w okolice Jaskini Pestera Ghetarul Scarisora. Pozostawiamy auta na trawiastej łące-parkingu i wędrujemy pieszo do jaskini. Odwiedzamy przepastną, położoną w sporym obniżeniu jaskinię. Wchodzi się przez przepastny wysoki na 24 metry portal. Udostępniona do zwiedzania jest tylko główna sala, choć sama jaskinia ma 700 m długości. Drewniane kładki nad lodową taflą pozwalają obejść wkoło wielką salę.

Pozostałą część dnia spędzamy na przemierzaniu Gór Apuseni. Scenerię tworzą wijące się po zboczach szutrowe drogi, liczne chaty z nieprawdopodobnie spadzistymi, strzechowymi dachami (typowe dla tego regionu) i połoninowe wzgórza. W pewnym momencie trafiamy na kamienisty, trudny do pokonania fragment drogi. Przeprawa przez ten kilkusetmetrowy odcinek zajmuje nam 2 godziny. Udaje się podważyć niektóre co bardziej wystające głazy. Nasypujemy w obniżenia dziesiątki kamieni. Idą w ruch wyciągarki. Choć nie wszystkie auta je posiadają więc czasem jedno ustawione tyłem do kierunku jazdy wyciąga inne. Ludziska ubłoceni, zasapani, ale zadowoleni. Akcja się udała. "Paparazzi" poustawiani na skałach i w zaroślach zebrali dobry materiał. Tomek, dziennikarz radia Vox, od razu przystąpił do wywiadów, by od ekspertów uzyskać opis tego, co się działo. I teraz po przejeździe ostatniego samochodu zaczęliśmy zjeżdżać w dolinę. Wkrótce jednak rozbiliśmy się nad rzeczką.

Pojawiła się też babulinka mieszkająca obok. Podziw budził sposób, w jaki radziła sobie z ogromnymi bykami z przepędzanego przez łąkę stada. Byk chwilę fuczał, patrzył spode łba, ale donośny krzyk i ogromny drąg w rękach małej kobieciny przywracał go do porządku.
Zapłaciliśmy miłej staruszce za nocleg na jej łące, choć wzbraniała się bardzo, a rano nawet przyniosła otrzymane pieniądze i próbowała nam oddać, argumentując, że w podróży nam będą potrzebne. Wzruszyła nas tym podobnie jak opiekuńczą postawą wobec Joasi, która rano poszła na pobliską łąkę ćwiczyć jogę. Głębokie oddechy jakie towarzyszą ćwiczeniom nasza gospodyni wzięła za oznakę astmy i czym prędzej pobiegła do chaty, by przynieść lekarstwa (jakie zapewne sama używa na podobne objawy) oraz kubek wody do popicia. Joasia długo musiała tłumaczyć, że nic jej nie jest i za lekarstwa bardzo dziękuje.

W ogóle podczas tego noclegu Joasia miała swój czas. Wieczorem bowiem, gdy wyruszyliśmy na spacer przez wieś (i teoretycznie w poszukiwaniu sklepu), jeden namiot pozostawiła niedomknięty, by się śpiwory przewietrzyły. Jednak wietrzenie to nie wyszło śpiworom na dobre, gdyż w pewnym momencie zaczęła się gwałtowna ulewa. Z nieba szła dosłownie ściana wody. Ekipy natychmiast przerwały kolację, by ratować dobytek upychając go po samochodach. My z kolei, grupa, która ruszyła na spacer, ukryliśmy się pod okapem opuszczonego domostwa. Z odsieczą przybył nam Arek upychając całą 6-osobową grupkę na tylnym siedzeniu i mnie na pace. Joasia zastała namiot zupełnie zatopiony: śpiwory i karimaty zanurzone w wodzie. Oznaczało to rozłożenie ich ekipy pomiędzy samochód a drugi ocalały namiot. Mariusz, szef wyprawy, dał im jakieś koce i noc przetrwali.

Humory jednak nikogo nie opuściły - od rana słychać było, poza rytmicznym chlupotem pod nogami, liczne wybuchy wesołości. Grupa dobrze się wpisała w charakter wyprawy.

  • Dsc auta na horyzoncie
  • Dsc jaskinia   portal wejsciowy
  • Dsc konwoj mija przysiolki
  • Dsc oboz w padis i owce
  • Dsc mijamy skupiska chat
  • Dsc zejscie do jaskini

Rankiem dnia 6-go popakowaliśmy zmoknięte namioty, by ruszyć dalej przez Apuseni. Po drodze zatrzymaliśmy się w chacie, którą Mariusz, szef wyprawy, odwiedził przed dwu laty. Kobieta pokazała nam swoje gospodarstwo. Wrażenie zwłaszcza robił 200-letni dom ze spadzistym dachem krytym strzechą. Strzechę co jakiś czas gospodarze muszą podłatać, ale dobrze izoluje, a spadzistość dachu powoduje, iż śnieg w zimie się na nim nie utrzymuje.
Wnętrze robiło duże wrażenie - zupełnie jak w skansenie: obrazy z obrusikami ozdobnymi, ołtarzyk, ozdobne kapy na łóżku. Gospodyni żartem pytała Martynkę, najmłodszą uczestniczkę rajdu, czy nie zechciałaby zostać u niej. Mała śmiała się do staruszki, wtulając na wszelki wypadek w mamę.

Niebawem zjechaliśmy z gór i podążaliśmy dalej drogą w kierunku Sebes [sz]. Na którejś stacji jakiś przechodzień wskazał flaka w kole auta Tomka - to efekt gwoździa, który kilka dni tkwił z boku opony. Czas byłby odwiedzić wulkanizatora. Poszło sprawnie i wkrótce jechaliśmy dalej.

Gór nie opuściliśmy na długo - po paru godzinach od zjazdu ze zboczy Gór Zachodniorumuńskich wjechaliśmy w nowe pasmo - tym razem Karpaty Południowe - ogromny masyw oddzielający Transylwanię od Wołoszczyzny. Nasza trasa, tzw. Transalpina, prowadziła na południe, przecinając przełęcze położone ponad 2000 m.n.p.m. Mija ona od wschodu Góry Parang [czyt. Paryng], a od zachodu Capatani [czyt. Kapacyni]. Daleko na wschód od naszej trasy przejazdu leży najwyższy fragment Karpat Południowych, Góry Fogaraskie (Muntii Fagarasului), a na zachód - wspaniałe Góry Retezat z kilkudziesięcioma jeziorkami.

My wspinaliśmy się krętą i rozkopaną drogą. Transalpina wkrótce będzie już inna: wszędzie droga jest poszerzana, budowane nasypy i mosty, kładziony asfalt. To ostatni czas, gdy można jeszcze przebyć ją w sposób bardziej offroadowy - wkrótce, na wzór sławetnej Trasy Transfogaraskiej, stanie się popularną trasą dla niedzielnych turystów i wycieczek autokarowych. Póki co jednak mogliśmy jechać wśród wspaniałych połonin, napawając się dziewiczymi widokami.

Przy dojeździe do położonego ok. 2000 m.n.p.m. grzbietu napotkaliśmy... Żuka na wrocławskich numerach. Jak się wkrótce okazało, jechał nim Jacek, nominowany do Kolosów za swą rosyjsko-mongolską podróż. Tym razem jechał do Bułgarii. Żuk z silnikiem mercedesa (300 litrów pojemności) sprawdzał się w trasie znakomicie: rozwijał, gdy trzeba szybkość ponad 130 km/h, zapewniał sporo miejsca podróżnym, a przy tym prezentował się z halogenami i licznymi naklejkami znakomicie.

Co prawda był pierwotnie plan, by uczcić 10-lecie Bezdroży szampanem na najwyższej przełęczy trasy, która była parę kilometrów dalej. Ale spotkanie z Jackiem było dobrą okazją by otworzyć szampany. 10 lat wydawnictwa zostało więc uczczone w pięknym plenerze Trasy Transalpejskiej, a przy okazji wypiliśmy za Polaków spotkania . Potem były zdjęcia w słonecznej górskiej scenerii. No i decyzja o tym, że - choć nieplanowane - to jest to idealne miejsce na nocleg i należy się tu rozbić. Na drugi dzień jednak wyjazd będzie już o 8-mej rano.

Wieczorny ziąb zagnał grupę dość szybko do namiotów. Zakończył się pokaz zdjęć z Mongolii i Syberii na laptopie Jacka, zakończyła gra w Osadników i inne wieczorne zajęcia. Poszliśmy spać, a w nocy, jak zwykle ostatnio, lunął deszcz.

  • Dsc 01 babulinka   nasza gospodynie w apuseni
  • Dsc 08 chaty w apuseni
  • Dsc 10 skaly w g apuseni
  • Dsc 15 wjazd w gory
  • Dsc 25 wspolne zdjecia

12:57
Jesteśmy na granicy z Serbią w Turnu Severin, za nami urokliwa trasa zjazdowa z gór i dojazd nad Dunaj, przed nami Guca. O ile uda nam się przejechać, bo właśnie nasi z przodu zgłosili przez CB, że są jakieś problemy z zielonymi kartami. No zobaczymy...

16:35
Granicę przejechaliśmy bez dwóch aut - ich towarzystwa ubezpieczeniowe wystawiły błędne blankiety zielonych kart: zamiast Serbii była jeszcze Serbia i Czarnogóra. Wspomniane ubezpieczalnie czeka teraz zapłata 2 razy po 130 Euro. Póki co chłopaki za nie założyli i granicę opuścili. Spotkaliśmy się z nimi po minięciu pięknego odcinka przełomowego Dunaju - pod twierdzą Golubac. Nim jednak nasza część grupy tam dotarła, mieliśmy swoje przygody. Krótki postój w małym miasteczku, aby pobrać dinary z bankomatu, zakończył się mandatem. Kwestia była mocno dyskusyjna, ale policja ma tu zawsze rację. Teraz jedziemy na Gucze.


O 19.30 dojechaliśmy do Gucy - rozbiliśmy obozowisko na łące w pobliżu rzeczki. Samochody rozstawiliśmy w półokrąg, namioty rozbijając wewnątrz. Stworzył się prawdziwy obóz rzymski. A Festiwal trębaczy w Guca świetny jak zawsze. Bałkańskie rytmy, ludzie tańczący na uliczkach wśród knajpek i straganów.
Wszędzie szaszłyki oraz pieczone na rożnach prosiaki i barany. Atmosfera szalonej zabawy. No i dużo kiczu i tandety - to zjawisko zawsze zawsze towarzyszące masowym imprezom. Czuje się silną manifestację serbskości z mocnymi akcentami nacjonalistycznymi: na koszulkach Milosevic, Vladko Mladic czy napisy "Kosovo to Serbia". Powiewają serbskie flagi. A dźwięk bałkańskiej trąbki, trochę jazzowy i mocno energetyczny jest tu wszechobecny i jak zawsze niezwykły.

       
  • Dsc 02 zjazd transalpina 2
  • Dsc 07 przelom dunaju
  • Dsc 10 wjazd do guci
  • Dsc guca1
  • Dsc guca4
  • Dsc guca6

Dragacewski Festiwal w Guca jest ważnym wydarzeniem dla zespołów muzycznych z całej Serbii. Trenują cały rok, by później walczyć o złotą trąbkę. Zdobycie głównej nagrody oznacza wielką sławę. Najsłynniejszy zespół serbski Boban Markovic Orkestar, dzisiaj gwiazda europejska, także zaczynał w Gucy.

Na małym placyku stoi pomnik trębacza. Zwykle podczas festiwalu oblegają go tłumy. Niektórzy wspinają się na pomnik wymachując znad głowy trębacza flagami lub pozując do zdjęć. Jeden z naszych uczestników też zabrał się za wspinaczkę. Skończyło się to dość kiepskim upadkiem z ponad 2 metrów. Poza chwilowym zamroczeniem - złamany obojczyk. Tak więc była nocna wizyta w szpitalu w Cacak, rentgen i usztywnienie barku. Rano zebraliśmy się mimo to,zgodnie z planem i teraz pędzimy w kierunku Czarnogóry.

Trasa przebiegła bez przygód. Na granicy opłata ekologiczna 10 euro na auto. Potem dojechaliśmy do Pljevli, gdzie część grupy pojechała do centrum na zakupy, odwiedzenie tutejszego meczetu i lunch. Godzinę później wszyscy byliśmy nad Tarą. No cóż - tę noc spędzimy pod mostem... ;-) Pole namiotowe położone poniżej rozpiętego między wysokimi skałami mostu na Tarze zmieściło cały team. Była zamówiona kolacja, prysznice i sporo odpoczynku - całe popołudnie spędziliśmy w jednym miejscu (coś dotąd niespotykanego). Część grupy zasiadła nad planszą Osadników - gra, w którą Samolot (ksywka jednego z uczestników) wciągnął coraz większą ilość osób. Mariusz pokazał na laptopie film z rajdów do Maroka. Były i nocne Polaków rozmowy - tym razem Siddhatra, Wędrowcy Dharmy, 4 kategorie samców alfa wg teorii Arka oraz fizyka kwantowa - specjalność Sebastiana. Rumuńska cuica de prune umożliwiła dość łatwe przechodzenie pomiędzy tematami i wspinanie się na całkiem wysoki poziom abstrakcji.

  • Dsc 01 flagi serbskie w gucy
  • Dsc 08 w drodze do czarnogory
  • Dsc 10 stary meczet w pljevli
  • Dsc 15 spimy pod mostem
  • Dsc 16 z gory

Rano niezbyt pośpiesznie wyruszyliśmy z pola namiotowego, by skierować się w stronę Podgoricy. Dziś jednak nie mieliśmy tam dotrzeć. Plan był, by po przejechaniu pewnego odcinka asfaltem, wjechać znów w góry. Zapłaciwszy 2 euro od osoby opłaty parkowej wjechaliśmy na teren PN Biogradska Gora. Najpierw krótka wizyta nad położonem wśród lasów jeziorkiem, wokół którego biegnie ścieżka przyrodnicza. I stąd w góry bardzo krętą szutrową drogą.

Po godzinie byliśmy na szerokich połoninach. Tu postój przy bacówce, gdzie można zamówić ser z chlebem i mięsem. Na ławach wystawionych obok bacówki spożyliśmy posiłek. Potem dalej przez góry i postój w jednej z podgórskich miejscowości. Dalej trasa wiodła znów w góry - widoki zapierające dech w piersiach. Zwłaszcza ostatnie serpentyny sprowadzające do głębokiej doliny. Tu na wzgórkach zastaliśmy kilkanaście chatek. Sami zjechaliśmy jeszcze niżej - do położonego w końcu doliny wspaniałego jeziorka. Miejsce niesamowite - pusto, żadnych zabudowań poza małą, zamkniętą chatką, z trzech stron wysokie grzbiety i schodzące od nich skaliste zbocza. Natychmiast zażyliśmy orzeźwiającej kąpieli. Oj, brakowało tego przez ostatnie dni. Woda ciepła, przejrzysta.

Rychu tymczasem, po szybkim delfinie przez jeziorko, zaczął przygotowywać kociołek. Dziś postanowił zrobić poczęstunek dla wszystkich: austriacką zupę gulaszową. Zakupione w mieście ziemniaki, żółtą paprykę, boczek i inne składniki przygotowywał z pomocą Lucyny. Potem już podsmażanie mięsa nad ogniskiem i gotowanie zupy w kociołku. Grupa zasiadła do tej dodatkowej dziś kolacji i pochłaniała przesmaczną zupę z apetytem.

Ryszard doprawiał kolację opowieściami kulinarnymi z różnych zakątków świata. Wieczór spędzony przy ognisku nad jeziorem - czego więcej chcieć...

  • Dsc 000 nad jeziorkiem w rezerwacie bogradska gora
  • Dsc 02 na poloninach
  • Dsc 05 na poloninach4
  • Dsc 08 zjazd nad jeziorko
  • Dsc 12 kapiel w jeziorze
  • Dsc 18 przygotowanie kociolka

14:51
Dziś niespiesznie zebraliśmy namioty, poprzedzając tę czynność kąpielą w jeziorze i śniadaniem, ruszyliśmy przez góry. Droga raz wspinała się stromo, to znów sprowadzała w obniżenia. Krajobraz surowy, kamienisty, ale przepiękny.


Po jakimś czasie zrobiliśmy postój w chatach pasterskich. Zastaliśmy tam kobietę z Podgoricy, która wraz z rodziną spędza tu 3 miesiące w roku na wypasie owiec. Rozmowa odbyła się po angielsku (kobieta odwiedza czasem Stany Zjednoczone) i pozwoliło to Tomkowi z Radia Vox przeprowadzić wywiad na temat wypasu. Był poczęstunek kawą, dwoma rodzajami sera (bundz i coś jakby feta) oraz cieplutkim jeszcze chlebem. Potem część osób zakupiła pyszny ser - takiego nad morzem to nie kupimy.

Trasa sprowadziła z gór, pejzaż zaczął się zmieniać, a upał wzmagać. Kierunek - na Podgoricę (dawny Titograd), a potem nad morze. Dziś już tam spędzimy wieczór.

16:46
Za Podgoricą mała awaria w aucie Maćka - wyciekł płyn od sprzęgła. Na holu do warsztatu w Podgoricy. Niebawem dołączymy do reszty. Trasa prowadzi bardzo widokowym odcinkiem nad zakolami jednego z dopływów Szkoderskiego Jezera. Dalej pojedziemy na Petrovac na Moru, a potem na kemping w pobliżu wyspy Sveti Stefan. Póki co klimaty warsztatowe...

  • Dsc 02 skaliste wybrzeze
  • 01 dsc 0472
  • 08 dsc 0533
  • 12 dsc 0584
  • 14 dsc 0625
  • 17 dsc 0645
  • 20 dsc 0665

Nad morze, na kemping Crvena Glavica w okolicach wyspy-hotelu Sveti Stefan, dojechaliśmy późnym popołudniem. Od razu ruszyliśmy do morza. Wieczorem stare miasto Budvy. Miło. Teraz plażujemy, snorkelingujemy. Oczywiście jest i pierwsza ofiara jeżowców - kilkanaście kolców pozostało w stopie. Reszta ekipy zachowuje teraz zdwojoną ostrożność. Ale pogoda wspaniała, więc pełen relaks.

  • Dsc 03 plaza w poblizu campingu
  • Dsc 05 budva   stare miasto
  • Dsc 07 budva   stare miasto 4
  • P8110438 fot mariusz pietrzycki
  • P8110394 fot mariusz pietrzycki
  • P8110440 fot mariusz pietrzycki

11:10

Pogoda znów upalna. Właśnie dojeżdżamy do Kotoru. Teraz 2 godziny zwiedzania tego ciekawego miasta położonego na zboczach nad Boką Kotorską i potem już w góry.

14:00
Zwiedziliśmy Kotor. Wspaniałe miasto. Stara część okolona murami tworzy kształt trójkąta. Nad miastem góruje twierdza, do której mury pną się po stromych zboczach. Część grupy ruszyła na pieszą wycieczkę na twierdzę, pozostali penetrowali uliczki i zakamarki starego miasta.

Z twierdzy rozpościera się wspaniały widok na Bokę Kotorską i całe miasto. Widoki warte wspinaczki w upale. W drodze na dół widzimy parę wchodzącą z dwójką malutkich dzieci w nosidełkach. Oczywiście znajomi. To Kamila i Darek, którzy po zwiedzeniu Bośni i Hercegowiny postanowili na parę dni wyskoczyć nad Adriatyk. Na co dzień redagują portal goryonlie.pl oraz uruchomioną ponad rok temu własną porównywarkę sprzętu outdoorowego ceneria.pl. Teraz urlopują się w sposób iście bezdrożowy. Miłe spotkanie na trasie nie trwało długo - na parking już dotarliśmy spóźnieni. A przed nami kręta trasa przez góry.

20:00
Z Kotoru dojechaliśmy nad Pivno Jezero i potem na kemping nad Tarą. Było ognisko, kociołek i paraharcerskie nocne akcje składania namiotów tym, co już spali.
  • Dsc 0011
  • Dsc 0111
  • Dsc 0126
  • Dsc 0130
  • Dsc 0151
  • Dsc 0227
Dziś przed południem plażowanie i kąpiele w lodowatej Tarze, potem gra w siatkówkę, a po południu rafting. Spływaliśmy 3 pontonami na odcinku 17 km. Były zawzięte walki na wiosła, abordaże, przytopienia i skoki do wody ze skał. Dzień był naprawdę przedni.
  • Dsc 0175
  • Dsc 0202
  • Dsc 0321
  • P8130564
  • P8130600
10:30
Dziś rano około 8.00 wyjechał samochód Jasia - ich ekipa musiała być wcześniej w kraju. Głośne trąbienie trąbki zakupionej w Guca towarzyszyło chwili odjazdu. Reszta grupy zebrała się powoli: za chwilę ruszamy w Durmitor.
  • Dsc 0035
  • Dsc 0040
  • Dsc 0063
  • Dsc 0089

11:37

Wczoraj wieczorem po powrocie z Durmitoru mieliśmy pożegnalną kolację. Dziś pobudka po 6.00, przejazd granicy bośniackiej. Przywitały nas tablice "Dobro dosli u Republiku Srpsku" - to bowiem samozwańcza republika Serbów Bośniackich. Po drodze postój przed remontowanym tunelem. Lucyna korzystając z przerwy, przeprowadza ankietę na najciekawsze miejsce czy zdarzenie podczas wyjazdu. Wyniki jeszcze nie znane, bo czekamy na smsa od Jaśka. A tymczasem pędzimy na Sarajevo.

20:44
Zwiedziliśmy stare centrum Sarajewa, trochę zakupów, jakieś jedzonko. Team naszego Land Rovera zamówił sobie lokalny przysmak: tzw. burki, czyli placki z serem lub mięsem oraz naturalny jogurt. W Sarajewie nastąpiło pożegnanie z częścią ekipy. Rychu ruszył ku wybrzeżu, by przeprawić się potem do Włoch, Arek popędził Hiluxem do Polski, by jadąc szybciej niż reszta dotrzeć w niedzielę wieczór do Poznania, a Sebe skierował się na Split. Grupa czterech Land Roverów ruszyła na północ. Po drodze domy ze śladami serii karabinowych na ścianach, tablice ostrzegające przed minami. Granicę przekraczamy na Sawie i teraz zmierzamy na Nowy Sad. Dziś nocować będziemy na Węgrzech.
  • Dsc 0360
  • Dsc 0361
  • Dsc 0388
  • Dsc 0416
  • Dsc 0444
  • Dsc 0449

Na kemping w Kiskunhalas na Wielkiej Nizinie Węgierskiej przyjechaliśmy koło północy. Chwilę później siedzieliśmy w basenie termalnym. Taplaliśmy się dobrą godzinę, pochłaniając arbuza. Niezła frajda. Rano rozdzieliliśmy się na dwie grupy: Mariusz i Łukasz pojechali do Gorlic, a my na Kraków. Właśnie minęliśmy Budapeszt. Przygoda powoli dobiega końca. Jak wynikło z rankingu Lucyny, ludziom najbardziej podobała się przeprawa przez głazowisko w górach Ukrainy, nocleg na Transalpinie, jeziorko w górach Komovi oraz rafting. Ale i wiele innych chwil i zdarzeń będziemy wspominać. W końcu Rajd Bezdroża Trophy okazał się zgodnie z planem pasją, pięknem i przygodą!

  • Dsc 0469
  • Dsc 0475
  • Dsc 0490
  • Dsc 0500
Koniec przygody bezdrożami Europy.

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. dino
    dino (17.08.2009 1:27) 0 + -
    Mieliście super wyprawę. Gratuluję! Mnóstwo wrażeń. Będzie co jeszcze długo wspominać :)

miskah


Punkty: 788