Ładuję...

kolumber.pl


Najtrudniej o czymś z determinacją zadecydować. Masz marzenia i nie wiesz co zrobić. Potrzebna jest iskra, która sprawi, że pomysł zaczynasz przekuwać na coś namacalnego. I potrzebny jest towarzysz, który będzie pomocą i ma podobne zainteresowania. Tak było w moim przypadku. 

 

 Drogi Czytelniku, nie zniechęcaj się długością wstępu do tej podróży. Odzwierciedla tylko w niewielkim stopniu rzeczywiste proporcje czasowe jakie zajęły staranne  przygotowania do czasu samej podróży. Mało było tutaj działań spontanicznych, ponieważ wyprawa miała być trudna i miała przynieść owoce w postaci udanych zdjęć. To była ekspedycja fotograficzna.

 Moją pasją od wielu lat jest fotografia. Ale jak każdy na pewnym etapie życia swoje zdjęcia ograniczałem się, a może lepiej - poświecałem się utrwalaniu swojej rodziny. Od paru lat razem z córkami wyjeżdżamy na wakacje i co roku w jakieś odległe miejsce. Wyczerpująca praca wymaga, aby na krótki moment zmienić otoczenie i zamiast swojskiego widoku, napawać oczy egzotyką, czymś niespotykanym u nas w kraju. 

 Mój przyjaciel Krzysztof bywał w Stanach wcześniej, ale dwa razy częściej ode mnie. Obaj lubimy fotografię krajobrazową. Zaliczaliśmy zatem kolejne parki narodowe, po trosze ze sobą konkurując, kto będzie pierwszy w nowym miejscu. Mnie się udało w ten sposób odwiedzić najpierw Arches, w Kanionie Antylopy byliśmy w tym samym roku w niewielkim odstępie czasu. W Dolinie Śmierci byłem chyba wcześniej ja, ale Yosemity to już on. I długoby można tak wymieniać. Tym razem dzieląc swoje zainteresowania mieliśmy wyruszyć razem.

 Grunt to dobre przygotowanie. Najpierw trzeba znaleźć fajne lokalizacje fotograficzne i ułożyć w sensowną trasę (żeby niepotrzebnie nie nadkładać kilometrów). Miejsca wyszukiwaliśmy w książkach, ale częściej w internecie w galeriach zdjęć. Sporo informacji mieliśmy z wcześniejszych podróży, ale na trasie miały być miejsca dla nas obu nieznane.

 Dla mnie punktem wyjścia był Pbase.com. Tam odnalazłem wielu wspaniałych fotografów (polecam: Derek von Briesen, czy Stephen Oachs - ostatnio wygrał nagrody w konkursie National Geographic)  utrwalających cudowne krajobrazy amerykańskie. Tam znalazłem m.in. Havasu i Toroweap i Wave na Vermillion Cliffs. Dobrym źródłem informacji są również strony forum DPreview, Nature, Wildlife and Pet Photography

oraz Luminous Landscape i oczywiście National Park Service.

 Kolejnym etapem była analiza pory roku i dnia w jakiej były robione tamte zdjęcia. Dla fotografa, jeśli chce najlepiej pokazać miejsce, najodpowiedniejszy czas to świt i poranek oraz późny wieczór i zachód Słońca. Miękkie światło tworzy niesamowity nastrój, wywołuje najlepsze odczucia, pozytywne wibracje. Pora roku ma znaczenie dla obecności wody, tam gdzie jej przez cały rok zazwyczaj nie ma - pustynny krajobraz Colorado Platou. Piękno czerwony skał doskonale kontrastuje z pokrywą śnieżną np. w Kanionie Bryce i w Wielkim Kanionie. Warto dla tych momentów być tam i zarejestrować je, nie tylko aparatem, ale dla siebie, dla wspomnień.

 Gdzie szukać innych źródeł informacji? Wystarczy iść do EMPiKu i wziąć do ręki pisma traktujące o fotografii, np. National Geographic, Outdoor Photographer, albo Popular Photography. W naszym przypadku skończyło się na prenumeracie tych ostatnich. Dodatkowo staraliśmy się poszerzyć naszą wiedzę na temat warsztatu fotografa krajobrazowego. Ten rodzaj sztuki to nie tylko talent, który każdy z nas może posiadać (wcale nie twierdzę, że go mam), ale rzetelna wiedza na temat wykorzystania sprzętu. Trzeba poznać swój aparat, zgromadzić odpowiednie wyposażenie. Nie mam zamiaru tutaj robić wykładu o technice, jedynie staram się pokazać ciąg zdarzeń związanych z przygotowaniem do wyprawy.

Wielką pomocą okazały się odnalezione przeze mnie książki na Amazonie: seria "Photographing the Southwest: 

   Volume 1--Southern Utah

   Volume 2--Arizona

   Volume 3--Colorado/New Mexico 

Laurenta Martres'a i świetna pozycja o życiu filtrów (według mnie niezbędnik fotografa krajobrazowego) :

   "National Audubon Society Guide to Landscape Photography" Tima Fitzharris'a

i jeszcze jedna:

 "The Photographer’s Guide to Filters"  Lee Frosta.

 Można tam znaleźć informacje: kiedy, z jakim sprzętem (obiektyw szeroki, czy tele) jak założyć filtry i kiedy są potrzebne. 

 

 Kupiliśmy filtry. Decyzja o wybraniu systemu LEE zapadła po dwóch miesiącach poszukiwań i ważenia wszystkich za i przeciw. W Polsce było drogo - jest jedna firma w Poznaniu. Skończyło się na zakupie w Londynie - dobry kurs funta spowodował, że wydaliśmy tylko połowę ceny u nas. Jako bonus dostaliśmy firmowe książki o wykorzystaniu filtrów - bomba! Jeszcze inny komplet filtrów (mercedesy wśród szkiełek) zaimportowaliśmy ze Stanów - Singh-Ray. Ta firma prowadzi bloga, na którym można pozyskać wiele cennych informacji i zobaczyć na realnych przykładach jak działają.

 Ustaliliśmy termin - przełom kwietnia i maja 2008 i trzeba było zarezerwować bilety na samolot. Jako punkt wypadowy w Stanach wybraliśmy Phoenix - ciepłe, żeby nie powiedzieć gorące miasto w słonecznej Arizonie. Koszt biletu w budżecie podróży miał swoją znaczącą pozycję. Wybraliśmy wariant tańszy, dwie przesiadki z Air France przez Paryż. Podjęliśmy pewne ryzyko. Gdyby coś się stało z bagażem nie mieliśmy marginesu na czekanie w miejscu lądowania.

 Termin był tak dobrany, żeby wykorzystać długi weekend majowy oraz w zależności od tego jak wylosujemy pozwolenia na wejście na teren dziczy. Otóż w parkach narodowych są opłaty za wjazd na teren. Można kupić kartę na cały rok na wszystkie parki. Jeśli planujesz odwiedzić ich kilka na raz w ciągu jednego roku to się opłaca. Są miejsca określane jako wilderness i tu oprócz opłaty często występują limity wejść.  Tak jest w przypadku Vermillion Cliffs i niezwykłego w kształtach Wave. Polecam stronkę z loterią "pozwoleniową" - patrz tutaj

 Cztery miesiące wcześniej (w grudniu) zagraliśmy w loterii typując terminy, aby pokrywały się z okresem naszego pobytu w Stanach. Od tego zależało ostateczne określenie trasy wyprawy. Krzysztof wylosował, a więc mocny punkt programu miał się ziścić. Inne pozwolenia nie mją takiego "wzięcia" - Subway w Zionie mieliśmy bez problemów. Ponieważ znaliśmy już termin pleneru w Wave'ie cała trasa nabrała ostatecznego kształtu.

 Fotograf posługujący się cyfrówką nie może długo żyć bez prądu. Trzeba naładować baterie i opróżnić karty. Niektóre miejsca są zbyt odległe i tam postanowiliśmy sobie radzić pod namiotem na wyznaczonych kempingach (też wymagana rezerwacja - możliwa przez internet). Pozostałe noclegi w wybranych motelach/hotelach. Przystąpiliśmy do rezerwacji. Hotel w Phoenix po przyjeździe, hotel w Page na trzy dni, Toroweap na kempingu, Zion w dwóch lodge'ach (dwa dni), Bryce w drewnianym domku (niezły klimacik przy -5 C), Canyonlands na kempingu (dwa dni), Arches na kempingu w Devils Garden (zawsze marzyłem), potem Moab, jakieś spanie po Monument Valley i na Grand Canyon, potem noc przed wyprawą do Havasu, dwa dni w Havasu na kempingu (wymagana rezerwacja telefoniczna!) i na koniec nocleg przed wylotem w Phoenix. Trasa wprowadzona do GPSa.

Teraz znając swoje wyposażenie biwakowe postanowiliśmy uzupełnić sprzęt:

  - namiot - Krzysiek już miał z poprzednich wypraw, zresztą więcej rzeczy typu mata thermarest, dobre buty trekingowe też,

  - plecaki kupiliśmy

  - latarki czołówki - jest jedna marka super - Petzl, wybraliśmy model Tikka 

  - ja nabyłem buciki (Lomer) i porządny śpiwór (-7 C komfort - jak się okazało byłem przewidujący).

 Najbardziej potrzebny sprzęt mieliśmy dokupić już na miejscu w Stanach. Naczynia biwakowe na jeden wyjazd, ja coś pod śpiwór, dobre skarpety, resztę map, itd. Mieliśmy palnik - kuchenkę, ale do samolotu nie można zabrać przecieć naboju gazowego. Tak się składa, że w wielu miastach znajdują się sklepu sieci REI. Mogę polecić, bo wybór towarów jest ogromny.

 Na koniec pozostał do rozwiązania problem transportu sprzętu fotograficznego: aparat, obiektywy, filtry, baterie, dysk na pliki, statyw z głowicą. Kiedy wysiada się z samochodu i do stanowiska jest blisko zwykła torba fotograficzna lub mały plecak sprawdzą się dobrze. Kiedy idziesz na cały dzień w teren, oprócz sprzętu musisz zabrać jedzenie, dużo picia (tereny pustynne i strasznie Słońce praży), jakieś dodatkowe ubranie. Wtedy będzie odpowiedni duży plecak foto z komorą na rzeczy osobiste i resztą na aparat. Ale jak masz iść w teren na dwa, trzy i zabrać ze sobą więcej jedzenia i wyposażenie biwakowe to masz do rozwikłania trudną zagadkę. Skończyło się na rozwiązaniu torba foto z przodu na piersi - np. LowePro OffTrail w moim przypadku, ekwipunek wyprawowy w dużym plecaku na plecach i statyw (nieodłączny element w fotografii krajobrazowej) na pasku na ramieniu. Na długiej trasie do Havasu czuliśmy każdy dekagram, ale ostatecznie udało się tak osiągnąć cel.

Jako zabezpieczenie dla plików postanowiliśmy zabrać laptopa, (Krzysztof miał takiego 12") i dwa dyski twarde 2,5". Ewentualnie na miejscu mieliśmy coś pomyśleć.

 Niestety nasz narodowy przewoźnik lata tylko na wschód Stanów i do Chicago. Jeśli chcesz się dostać dalej czeka Cię przynajmniej jedna przesiadka.  

 Rano zjawiliśmy się na Okęciu. Przy odprawie mały zgrzyt - ja mam potwierdzone bilety na kolejne etapy, a Krzysiek nie. Idziemy z poranną awanturą do Air France. Mówimy grzecznie dzień dobry, a pani tak z marszu, że możemy wracać do stanowiska, bo się sprawa wyjaśniła. Jak nic przestarszyli się :)

 W Paryżu mieliśmy chyba trzy godziny na przeczekanie. Nie cierpię tego, ale co zrobić. Chciało nam się pić, a jak wiadomo z płynami są kłopoty na pokładzie - można przecież zrobić bombę wodorową... Zakupiliśmy po małej buteleczce najdroższej na świecie coli i wody po jakieś 5,5 euro za butelkę. Zgroza! Cena za pojemność, nie za zawartość.

Z prawdziwą przyjemnością weszliśmy na pokład samolotu do Atlanty.

Niestety dwie przesiadki do celu. Druga w Atlancie. Zaliczyliśmy kolejne lotnisko.

 Skok przez ocean się udał. Dolecieliśmy. Odnaleźliśmy następny terminal, gate i czekamy. Planowo mieliśmy wylecieć około 17.00, ale śmiesznym zbiegiem okoliczności udało się wcześniej. Otóż warto przyjść i zameldować się przy bramce wcześniej. Wciągną cię na listę rezerwową i może się uda, że jak ktoś się nie zgłosi wskoczysz na jego miejsce. Usłyszeliśmy pierwszy raz w życiu najszybszą zapowiedź:  "This is the final call for...". Jak na aukcji: po raz pierwszy, po raz drugi, po raz trzeci - zapraszamy na pokład. 

I polecieliśmy. 

Dotarliśmy.

 Dwie godziny wcześniej, bo udało się uzyskać upgrade na liście oczekujących w Atlancie. Bardzo korzystny zbieg okoliczności dał nam dodatkowy czas na wynajęcie samochodu i pierwsze zakupy. Trzeba się przygotować na prawie trzy tygodnie.

 Co samochodu to znów nam się udało. Mieliśmy zabookowany w systemie średniej wielkości SUV - to ze względu na wyprawę po wertepach do Toroweap. Ale w Stanach  bardzo często samochód, który w Europie ma napęd na 4 koła (4WD, AWD) ma napędzany tylko przód. Pogodziliśmy się z tym. Ważne, że miał duży prześwit. Jak już przyszło do wypełniania dokumentów to facet zaproponował upgrade do wyższego modelu.

   - A co jeśli można spytać?

   - Mam dla panów w specjalnej cenie Hummera H3!

 O żesz ty! Zrobiliśmy wielkie oczy. Za 150 dolców dopłaty mieliśmy w pełni ubezpieczony, z opłatą za drugiego kierowcę, full wypasiony wóz legendę. Co prawda w wersji cywilnej, ale Hummer is a car!  

 Lista zalet była zadowalająca: napęd na 4 koła (o czym wcześniej tylko zamarzyliśmy), podgrzewane siedzenia na mroźne noce, szyberdach, klimatyzacja 2-strefowa, niezłe radiem z CD i wpadający w oko ceglasto-czerwony kolor :)

 Intrygował mnie guzik przy lusterku z taką dziwną gwiazdką. Krzysiek wcisnął i usłyszeliśmy z głośników:

   - Hello!, What can I help you? 

   - Doesn't matter, I've just pressed this button by mistake...

 Mieliśmy brykę z systemem pomocy OnStar. Gdyby coś się zdarzyło to można wcisnąć guzik, pojazd wykręci numer pomocy, GPS nas zlokalizuje i pomoc się zjawi. Mało tego mogą ci zdalnie odpalić silnik, otworzyć lub zamknąć drzwi. No totalna inwigilacja! 

 Zajechaliśmy pod motel 666. Jedna ze znanych sieci. Krzysiek przed wyjazdem z Polski zamówił parę rzeczy na Amazonie i spodziewał się je odebrać w recepcji. Normalnie to działa, tylko na nieszczęście w tym motelu pracował kiedyś Polak o imieniu Krzysztof i niezbyt rozgarnięta panienka myśląc, że to paczki do niego odesłała je do nadawcy. No granda! Diabelskie 666 więcej nie zobaczą naszych pieniędzy.  

 W nocy piraciliśmy internet bezprzewodowy z sąsiedniego motelu, bo u nas jak na zlość nie działał. Drugi powód, żeby szóstki omijać szerokim łukiem.

 Wcześnie rano opuściliśmy "piekło" i pierwszy kurs odbyliśmy do samu. Najbliższe dni mieliśmy spędzić w hotelu w Page, ale trochę jedzenia i picie były potrzebne.

 Kolejny sklep to polecany przez mnie wcześniej REI. Kupiliśmy najtańszy zestaw garnków, miseczkę na sałatki, skarperty (rewelacyjne z wełny merynosów, są u nas, ale założyliśmy, że kupimy tam; inna marka to injinji - skarpetki z palcami - podobno świetne do brodzenia po wodzie), 2 naboje gazowe do kuchenki, ja zamiast maty thermorest kupiłem mini dmuchany materacyk (dobry zakup - lżejszy i mniejszy od maty i grubszy! - lepiej izolował od ziemi), worki na jedzenie (żeby schować przed wścibskimi zwierzakami), itp.

 W ten sposób ostatecznie skompletowaliśmy ekwipunek wyprawowy i wyruszyliśmy w drogę. 550 mil do Page.

 Po drodze mijaliśmy, przy wyjeździe z Phoenix wysokie kaktusy świeczniki. Strefa ich występowania zaczyna się jakieś 50 mil na północ od miasta i dalej na południe je można zobaczyć aż do granicy z Meksykiem. No i jeszcze dalej...

  • Kwitnący kaktus świecznik w Phoenix
  • Nasz koliberek (hummy) nieźle się prezentował

 Page to świetny punkt wypadowy. W okolicy tego miasta jest wiele atrakcji. Dla nas, na trzy dni, miało stać się bazą. Po raz trzeci wybraliśmy hotel Best Western at Lake Powell. Znałem go z wcześniejszych wizyt i uważam, że gwarantuje dobry standard i co rzadkie w Stanach, małe śniadanko.

 Po drodze do miasta znajduje się znany punkt widokowy - HorseShoe Bend. Piękna podkowa, którą tworzy przełom rzeki Kolorado, za każdym razem zdumiewa i zachwyca. Takie rzeczy są na świecie! Postanowiliśmy przed hotelem zajrzeć na zachód Słońca. Było warto.

 Ale nie jest łatwo zrobić dobre zdjęcie kiedy Słońce pełną mocą świeci ci bezpośrednio w obiektyw. Najlepiej kiedy niebo jest pokryte chmurami. Lepiej wtedy można zmierzyć światło i wykonać prawidłową ekspozycję. Filtry połówkowe pomagają w zrównoważeniu jasności kadru. To co bardzo ciemne w kadrze pozostaje ciemne, a zbyt jasne fragmenty (zazwyczaj powyżej linii horyzontu) robią się odrobinę ciemniejsze. Całość nie ma tak dużej rozpiętości ekspozycji i łatwiej może być zarejestrowana przez czujnik aparatu. Dobrą ilustracją tego problemu jest link.

 Pierwsze zdjęcia zakończyły się sukcesem połowicznym. Odnotowaliśmy poważną stratę w wyposażeniu. W przepaść poleciał jeden z cennych filtrów polaryzacyjnych. Zaciął się drań na gwincie obiektywu i gwałtowny ruch przy próbie odkręcenia spowodował upadek. Brak wprawy w obsłudze zemścił się. Na przyszłość trzeba bardziej uważać.

Jedna z dołączonych fotek jest z tego momentu. 

 W hotelu, tym razem na mnie, w recepcji oczekiwała przesyłka z Amazona. Nie od razu dostałem wszystkie moje sprawunki. Według systemu internetowego sprzedawcy ktoś je w hotelu odebrał, ale nikt w recepcji nie wiedział gdzie to jest! Dziwne! Ich kręcenie okazało się uzasadnione. Paczka się znalazła, ale była kompletnie otwarta!!!

Tylko, że sprawa działa się w Stanach, a nie w Polsce - nic nie zginęło! Proszę - można.

 

Wave 

 Następnego dnia zerwaliśmy się wcześnie. Czekała na nas wspaniała fala. Miejsce wymarzone. Szybkie śniadanko. Tościki z dżemikiem, pyszny twarożek z foremki, po jabłku w kieszeń i do samochodu. Sprzęt foto w gotowości. Zdążyłem wieczorem zmienić głowicę w statywie na kulową. Przyszła w paczce ze sklepu internetowego. Trochę wygodniejsza w użyciu niż trójosiowa z trzema pokrętłami.

 Przejechaliśmy tamę na rzece Kolorado, według mapy do miejsca skrętu było jakieś 50 mil. Pilnujemy słupków milowych, mostek, wreszcie zjazd. Jedziemy żwirówką. Kurzy się jak diabli. Mamy jakieś 30 mil/h, a jakiś idiota jeszcze wyprzedza. Niech jedzie.

 Na parkingu małe przebieranko. Zakładam moje nowe skarpety i buciki trekingowe. Czeka nas 6 mil szlaku do Wave i poźniej powrót. Mały plecak z jedzeniem i piciem na plecy, Offtrail z aparatem z przodu, statyw na ramię i idziemy.

 Zarząd dziczy (wilderness) zrobił mapę dla odwiedzających z zaznaczonymi miejscami i zdjęciami formacji skalnych na trasie do wąwozu gdyby ktoś nie miał GPSa. Mapa topograficzna jest lepsza w pewnym sensie od nawigacji elektronicznej - możesz wcześniej zobaczyć ostre zejście i wybrać trochę łagodniejszą trasę.

 Idziemy najpierw szlakiem po znakach. Dochodzimy do metalowej skrzynki, otwieramy i wpisujemy swoje dane do zeszytu. Wszystko na wypadek gdybyśmy, tfuuu! zaginęli.

 Po wyjściu na płaskowyż znaki znikają (żadnych śladów ludzkich) i idziemy według nawigacji i obrazków. Miejscami jest sporo piachu. W ciężkich butach grzęźniemy, ale szkoda czasu.

 Trasa do celu zajęła jakieś 3 godziny. Inni już tam byli. Dziennie tylko 20 osób - 10 z loterii (jak my) i 10 według reguły: kto pierwszy ten lepszy. Pozwolenia (takie winietki) trzeba mieć na widocznym miejscu, żeby ranger mógł przez lornetkę ocenić, czy jesteś tu legalnie. Jeśli nie - kara. W Stanach wiele reguł jest jasnych. Prawo cię dopadnie i wyegzekwuje należność. W ten sposób np. przy pustynnych drogach nie ma śmieci. Nigdy nie wiesz, czy ktoś cię nie obserwuje.

 Gardziel wąwozu powitała nas wspaniałym pasiakiem z piaskowca. Super! Rozstawiłem statyw i pstrykam, Krzysztof poszedł trochę dalej. Mamy czas, cały dzień.

 Wybierając się do Stanów liczyliśmy się z wieloma czynnikami mającymi wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie. W REI w Phoenix nawet przez moment chcieliśmy zakupić snake kit - taki zestaw na wypadek pogryzienia przez jadowitego węża. Wiedzieliśmy, że może być zimno, że z pewnością na wiosnę poziom wody w strumieniach jest wyższy (zaopatrzyliśmy się w buty do chodzenia po wodzie - mój patent to kaloszki windsurfingowe) i wiedzieliśmy, że Słońce na pustyni daje się we znaki. Mieliśmy czapki z daszkiem, ale nie chroniły one uszu, a my na dodatek nie wzięliśmy kremu ochronnego. Cały dzień przebywania z odkrytymi partiami ciała: rękami, szyją oraz uszami mieliśmy odczuwać przez następne kilka dni. No tak nas strzaskało - na amen! Ludzie, jak idziecie w taki teren to nakrycie głowy musi chronić całą głowę i kark!

 Wraz z upływającymi godzinami zmienialiśmy miejsca zdjęciowe. Naprawdę powierzchnia jaką zajmuje Wave nie jest wielka. Ale punktów widzenia tych wspaniałych krzywizn skalnych jest tyle ilu obserwatorów i ich chęci. Aparat możesz ustawić wyżej, ponad powierzchnią lub bardzo jej blisko. Wymaga to również przybrania pozycji leżącej, rozkładania nóg statywu szeroko do zdjęć z tzw. "żabiej" perspektywy. Obiektyw śledzi bieg kolorowych pasm wzdłuż, w poprzek. Wybieramy duże wielkości przesłony, żeby uzyskać duża głębię ostrości. Robimy wiele ujęć - dubletów oraz z różną ekspozycją. Lustrzanki umożliwiją robie zdjęć w tzw. bracketingu. Jedna klatka jest rejestrowana tak jak światłomierz aparatu uznał za prawidłowo, dwie następne trochę niedoświetloną i prześwietloną. Jest to asekuracja na wypadek nietrafienia z właściwymi parametrami. Dodatkowo istnieją programy, które potrafią z takiej sekwencji klatek robić zdjęcia HDR - o dużej rozpiętości tonalnej.

 Brak pośpiechu jest wskazany. Można skupić się nad kompozycją kadru, liniami podziału klatki, rejestracją detali i planów ogólnych. Na to wszystko nakłada się wykorzystanie filtrów, o których już wcześniej wspominałem. Balans bieli należy ustawić najlepiej nie na auto - na światło dzienne lub cień lub chmury, albo według ustawienia własnego - zmierzonego na wzorcowej szarości. Elektronika aparatu nie będzie miała dodatkowego utrudnienia. Również z przyczyn praktycznych najlepiej jest zapisywać zdjęcia w formacie RAW. Po powrocie, w domu, w cyfrowej ciemni niektóre zdjęcia będziemy mogli trochę polepszyć. Szczególnie jeśli chodzi o balans bieli, ostrość, kontrast i jasność oraz kolory.

 Po kilku godzinach, po jedzeniu i napawaniu oczu ostatnim widokiem, z pełnymi kartami flash w aparatach postanowiliśmy wyruszyć w drogę powrotną. Po przejściu kilometra zacząłem odczuwać jedno kolano. Miałem już takie przypadki wcześniej.

 Przed wyprawą jednym z elementów przygotowań był trening organizmu. Krzysztofowi jest odrobinę łatwiej. Regularnie biega i jest parę lat młodszy. Ja mam parę zbędnych kilogramów i mniej się ruszam. Postanowiłem wykorzystać efektywniej przyrząd Ketlera, który stoi w naszej sypialni. Ogólnie poprawiłem kondycję, ale w terenie, pod obciążeniem plecaka i po przedpołudniowym marszu ból dał o sobie znać. Na wszelki wypadek miałem ze sobą bandaże elastyczne i opaski na stawy (apteczka z takim wyposażeniem jest potrzebna). Zakręciłem staw kolanowy i usztywniony szedłem dalej. Na parkingu zapakowaliśmy dobytek do samochodu i wróciliśmy do hotelu do Page. Po drodze zatrzymaliśmy się na mały rekonesans na jednym z punktów widokowych ze wspaniałym widokiem na Jezioro Pawella.

 

Antelope Canyon

 Na drugi dzień kolano już nie bolało i praktycznie to był jedyny raz kiedy w czasie całego wyjazdu miałem z nim kłopot. Ten dzień zaplanowaliśmy na zdjęcia w najbardziej znanym kanionie szczelinowym - Kanionie Antylopy.

 Miały być dwie sesje: wcześnie rano w dolnej części kanionu oraz od godziny 11.00 w jego górnej części na specjalnej wycieczce fotograficznej. Upper Antelope Canyon słynie z tego, że przez wiele miesięcy w roku: od kwietnia do października w godzinach bliskich 12.00 w południe do dna szczeliny skalnej docierają promienie słoneczne. Tak jakby ktoś laserem przecinał ciemności.

 A zatem udaliśmy się do miejsca, gdzie po zakupieniu biletów schodzi się w głąb ziemi.  Po piaszczystej wydmie dochodzi się do szczeliny. trzeba się schylić, wcisnąć pomiędzy skały i potem czekają metalowe drabinki. Pojawiły się metalowe po tym jak w 1997 utonęło w wyniku powodzi 12 osób. Kaniony szczelinowe mogą być niebezpieczne. Opady deszczu kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów od takiej szczeliny mogą objawić się w postaci rwącego strumienia płynącego pod powierzchnią ziemi. To co podziwiamy błądząc w załomach korytarza przez tysiące lat wyżłobiła w skale woda. Wąskie przejście i nagłe przybranie o kilka metrów wody staje się pułapką bez wyjścia. Organizatorzy wycieczek przypominają o zachowaniu reguł bezpieczeństwa.

 W dolnym kanionie wcześniej nie byłem. Krzysztof tak. Zeszliśmy pod powierzchnię jak do paszczy olbrzymiego potwora. Podobieństwo jest całkiem dobre - im dalej idziesz tym bardziej masz wrażenie, że poruszasz się wewnątrz przewodu pokarmowego. Korytarz jest jeden, czasem szerszy, czasem zwęża się tak, że trudno postawić nogę, bo but zakleszcza się w skałach. I te pofałdowane i powykręcane skały.

 Nie byliśmy jedynymi fotografującymi. Z przodu i z tyłu dobiegały nas stłumione głosy. Jest takie niepisane prawo, że ludzie nie wchodzą sobie w obiektyw. Trzeba być świadomym tego, że kadr naświetla się zdecydowanie dłużej niż zwykle w pełnym słońcu. Dobrze jest zapytać, czy można przejść. Czas biegł bardzo szybko. Musieliśmy niestety wychodzić. Pozostał pewien niedosyt - na następny raz.

W części górnej mieliśmy zarezerwowaną specjalną wycieczkę dla fotografów. 

Obie części kanionu leżą na ziemi indian Navajo i oni organizują wycieczki. Biur jest kilka:

  1. Navajotours

  2. Antelopecanyon

Już dwa razy uczestniczyłem w photo tour prowadzonym przez to drugie. Zabierają oni uczestników sprzed swoich siedzib w centrum Page. Musieliśmy wrócić do miasta, zostawić samochód przed biurem i zabrać się z resztą grupy.

 Jazda do kanionu nie jest długa. Słońce przypala odkryte części ciała. Podróżuje się na pace samochodu pod brezentowym daszkiem. Są dwie ławki wzdłuż skrzyni z pasami bezpieczeństwa na parę :) Pojazd ma wysokie terenowe koła. Po zjechaniu z asfaltu kurzy się jak diabli. Wszyscy kurczowo trzymają swój sprzęt: aparaty w obawie przed pyłem zakryte i statywy żeby nie spadły pod koła.

 Jednego nie wzięliśmy pod uwagę planując Antelope - dnia tygodnia. Akurat była sobota. Tych photo tourów było chyba cztery. I najazd Hunów. To znaczy narodowości różnej maści. Japończyków ze swoimi malutkimi... i Francuzów i Niemców - no cały świat. Wszyscy tak ogłupieni wkradającym się w zakamarki kanionu światłem, tymi laserowymi promieniami, że zrobienie zdjęcia na statywie to był wyczyn. Doświadczenie z poprzedniego razu nie do końca się przydało. Ruchem trzeba było kierować samemu. Pilnować statywu, ostrzegać: Just one moment please!!! Nasz przewodnik zagubił się w tłumie. Zresztą dziwię się jak mnie zapamiętał i potem odnalazł w mroku. Po upływie czasu naszej wycieczki (jakieś dwie godziny w szczelinie) cała grupa czekała na mnie w upale gotowa do wyjazdu. Zapakowana na samochód, a ja dalej robiłem zdjęcia. Zrobiło się luźniej i korzystałem z okazji kiedy można było. Krzysiek musiał się przyznać, że jesteśmy razem. No cóż, świecił oczami za mnie. Jak już wdrapywałem się po stopniach na ławeczkę wszyscy zmierzyli mnie wściekłym wzrokiem od góry do dołu:

   - You could have watched the time!

   - Well, I'm very sorry, I'm apologize to all of you.

Nic dziwnego, w brzuchach burczało, bo to pora obiadu :)

Byłem dumny ze swojego łupu. W tych warunkach - szczególnie!

 

c.d.n. 

  • Wave
  • Wave
  • Wave
  • Lower Antelope Canyon
  • Upper Antelope Canyon
  • Upper Antelope Canyon
  • Kanion Antelope - część górna
  • Wave
  • Wave
  • Wave
  • Kanion Antelope - część dolna
  • Kanion Antelope - część dolna
  • Kanion Antelope - część górna
  • "Stokrotka" pustynna
  • Kaktus "pospolity" pustynny
  • Fala
  • Fala
  • ..gdy spotkamy się na zakręcie, co z nami będzie?...
  • ale się powyprawiało
  • kocioł
  • chwila kontemplacji
  • Fala
  • w porze zachodu
  • po świcie
  • w porze zachodu
  • elektrownia koło Page
  • Lake Powell
  • Tama
  • Złota woda
  • Tama i most
  • Lake Powell
  • Górna część Kanionu Antylopy
  • Dolna część Kanionu Antylopy
  • Dalsza część cyklu fotograf przy pracy :)
  • Dalsza część cyklu fotograf przy pracy :)
  • Autoportret podwójny :)
  • Na wpół żywe drzewo po drodze do Wave
  • Upper Antelope Canyon
  • błądzące światło w Kanionie Antylopy :)
  • labirynt światła
  • Lower Antelope Canyon
  • Lower Antelope Canyon
  • Lower Antelope Canyon
  • Kanion Antylopy - górny
  • Kanion Antylopy - dolny
  • Kanion Antylopy - dolny
  • Kanion Antylopy - część górna
  • Kanion Antylopy - część górna
  • Kanion Antylopy - część dolna
  • Kanion Antylopy - część górna
Miejsce odnalazłem kiedyś przeglądając zdjęcia okolic Wielkiego Kanionu. Urzekło mnie swoją dzikością i niedostępnością.
  • Toroweap
  • Toroweap
  • Ceny benzyny w kwietniu w Stanach
  • Where the West Stays Wild - początek drogi
  • Where the West Stays Wild - koniec drogi 90 km dalej
  • widok na zachód
  • widok na wschód
  • widok na zachód
  • widok na wschód
  • mała próba pokazania skali :)
  • już blisko do krawędzi - jakieś 6 mil :)
  • widok z kampingu
  • kaktusy wokół kampingu
  • kaktusy wokół kampingu
  • nasze miesjce postojowe na kampingu
  • Fotograf przy pracy - Toroweap
  • Fotograf przy pracy - Toroweap
  • Fotograf przy pracy - Toroweap
  • Fotograf przy pracy - Toroweap
Piaszczyste wydmy miały być okazją do nietypowej fotografii krajobrazowej. Wielu z Was zapewne widziało wspaniałe góry piasku uformowane przez wiatr. A ten piasek ma jeszcze różowy kolor.
  • różowe piaski na Coral Pink Dunes
  • różowe piaski na Coral Pink Dunes

Kolejny punkt podróży

 

 

 

  • Middle Emerald Pools Falls
  • Subway
  • Subway
  • Subway - widok w górę szlaku
  • Weeping Rock - płacząca skała
  • złota rzeka w Zionie
  • Zion
  • Zion
  • Fotograf przy pracy - Subway - wąwóz w Zionie
  • Fotograf przy pracy - Subway - wąwóz w Zionie
  • Subway - wąwóz w Zionie
  • Droga z Subway - 500 m strumieniem
  • Fotograf przy pracy - Upper Emerald Pools - Zion
  • mała kaskada w Subway'u
Tu było zimno. Początek maja na tej wysokości (ponad 3000 m nad poziomem morza) daje się odczuć. 
  • Kanion Bryce w maju
  • Kanion Bryce w maju
  • Kanion Bryce w maju
  • światło poranka dziwnie błądzi w zakamarkach skał
  • świt na Brycem
  • grupa skał
  • po świcie
  • światło poranka dziwnie błądzi w zakamarkach skał
  • poranek w Bryce
  • Bryce Canyon - najdalszy punkt widokowy w parku
  • W Bryce było zimno - prawie -7C
  • W Bryce było zimno - prawie -7C
Po drodze do Canyonlands mijaliśmy piękny wodospad. No nie dosłownie. Wiedziliśmy, że tam jest. Warto było przejść szlakiem 6 mil w obie strony - Lower Half Calf Creek
  • Lower Calf Creek Falls
  • Lower Calf Creek Falls
  • Po drodze z Bryce'a do Escalante
  • Po drodze z Bryce'a do Escalante
Tutaj nigdy wcześniej nie byliśmy.
  • Green River Overlook
  • Mesa Arch o świcie
  • Mesa Arch o świcie
  • Canyonlands
  • jeden z punktów widokowych w Islands in The Sky
  • Canyonlands
  • Canyonlands
  • Canyonlands
  • Mesa Arch
  • Mesa Arch
  • Canyonlands
  • Canyonlands - fotograf przy pracy - Krzysiek
  • Zachód nad Islands in The Sky - Canyonlands
  • Fotograf przy pracy - Canyonlands
  • Fotograf przy pracy - Canyonlands
  • Mesa Arch
  • Islands in The Sky - Canyonlands
  • Green River Overlook...
Mieliśmy spać w parku. To było moje marzenie. Czekały nas dwie bezksiężycowe noce. Super okazja do wykonania zdjęć łuku Delicate w spejalnym oświetleniu - latarkami.
  • Double O Arch
  • Delicate Arch - widok z okna na szlaku do łuku
  • Delicate Arch - widok godzinę po zachodzie
  • kwiatki pustynne
  • kwiatki pustynne
  • kwiatki pustynne
  • W oczekiwaniu na zachód Słońca po Delicate Arch
  • Kolejne z cyklu fotograf przy pracy
  • Landscape Arch - najdłuższy łuk skalny w Arches
  • The Wall Arch
Tu czekała nas niespodzianka. Burza była widoczna z wielkiej odległości. Nadzieja na dobre zdjęcia powoli w nas gasła. Ale spróbować zawsze trzeba. W tym momencie carpe diem ma swoje uzasadnienie. Czy ja tu kiedyś wrócę? Było warto!
  • Monument Valley
  • Monument Valley
  • Monument Valley
  • okazja na fajny kadr :)
  • Monument Valley po burzy
  • Monument Valley po burzy
  • Monument Valley po burzy
  • Monument Valley po burzy
  • Monument Valley po burzy
  • Monument Valley po burzy
  • Monument Valley po burzy
Po drodze nie można było nie zajrzeć w to miejsce.
  • Wielki Kanion
  • South Rim - na zachód od Grand Canyon Village
  • South Rim - na zachód od Grand Canyon Village
  • South Rim - na zachód od Grand Canyon Village
  • Wielki Kanion
  • Wielki Kanion
Wybraliśmy to miasteczko na nocleg. To najbliższa miejscowość na drodze do rajskiego Havasu. Wczesna pobudka jest wskazana, bo potem Słońce nie ma litości. Wstaliśmy na długo przed wschodem. Termometr w samochodzie pokazuje -2 C. Nie wróży to nic dobrego. Dojechaliśmy do Hill Top - parkingu położonego na półce skalnej jak już dobrze zrobiło się widno. Plecaki na siebie, sprzęt foto w pogotowiu, w podręcznej torbie jedzenie i picie na drogę. Czas ruszać.
Jesteśmy w raju.
  • Havasu Falls
  • Mooney Falls
  • Wodospad Havasu
  • Wodospad Money
  • Wodospad Havasu
  • kwiatki pustynne
  • "słoneczna" wiewiórka z Havasu
  • droga do wioski indian - Supai
  • Wodospad Navajo
  • Wodospad Mooney
  • szlak do wioski Supai
  • centralny plac wioski - w tle lądowisko helikoptera
  • startuje jedyny mechaniczny środek transportu
  • wodospad Mooney
  • fragment szlaku (zejście na dół wodospadu Mooney)
  • a tak docierają toi toje na kamping :)
  • szlak przy Mooney - widok z połowy trasy
  • wodospad Havasu
  • Wodospad Mooney
  • Wodospad Mooney
Czas wracać do kraju. Niestety znów dwie przesiadki, prawie doba w podróży.
Przesiadka.
Parę godzin i kolejny samolot.

Jesteśmy w domu, pełni wrażeń. 

 

 

Gdyby komuś nie odpowiadała malutka wersja prezentacji poniżej podaję link do trochę większej wersji:

Southwest2008 

 

 

Tekst i zdjęcia: Sylwester Zacheja 

 

W prezentacji, jak również w załączeniu do etapów podróży pojawiają się również zdjęcia Krzysztofa Ł., mojego przyjaciela i współtowarzysza wyprawy.

 

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. milusie1 (17.04.2013 11:58) 0 + -
    już 2 raz tutaj i jeszcze wszystkiego nie obejrzeliśmy, opis jest rewelacyjny i gdyby chcieć coś zrobić podobnego to miliony wskazówek, dzięki...
  2. anianasadach (03.03.2013 0:35) 0 + -
    To już drugi...nie żałuję :)))
  3. anianasadach (01.03.2013 20:59) 0 + -
    Załatwiłeś mi wieczór...pięknie :)))
    Zatraciłam się w obrazach jak w lekturze najbardziej fascynującej książki a czuję się tak jakbym zjadła za dużo czekolady...drugą połowę tabliczki zostawiam sobie na później ;))) Nie dam rady od razu :)))
    Twoja galeria okazała się dla mnie sezamem a zaledwie przekroczyłam wrota tego sezamu :)))
  4. hooltayka (01.03.2013 7:41) 0 + -
    Cos pięknego.Brak mi słów.
    Zdjecia rewelacyjne.Ciesze się,że tuna ni wpadłam.
    Zazdroszcze wyprawy!
    Serdecznie pozdrawiam-))
  5. karotka777 (20.04.2011 1:31) +1 + -
    cała podróż jest piękna, zdjęcia super
  6. emno (10.02.2011 11:23) +1 + -
    PIĘKNE .... jak to łatwo powiedzieć :)
  7. anna.wujec (05.02.2011 9:13) +1 + -
    Parki narodowe USA to moje marzenie podróżnicze, z zaciekawieniem czytałam o przygotowaniach jak i o samej podróży. Determinacja, o której piszesz zagnała mnie w tym roku na antypody do Nowej Zelandii. Wierzę, że Kanion Antylopy też będzie mi dane zobaczyć. Absolutnie zachwycające kolory, kształty i do tego światło. Takie cuda potrafi tylko stworzyć natura. Piękne zdjęcia!
  8. aga-foto (14.01.2011 19:48) +1 + -
    zdjecia powalaja...cudo.
  9. (29.09.2010 18:54) +2 + -
    Dino, jak widzisz nadrabiam , powoli, nadrabiam:) Pozdrawiam
  10. gość (27.09.2010 22:24) +2 + -
    Mimo, że mój net na Kolumberze wiesza się na potęgę, klikam z opanowaniem ciesząc się każdą chwilą spędzoną wśród tych urzekających widoków:) Najchętniej wytapetowałabym sobie ściany zdjęciami Kanionu Antylopy! Kolory i światło powalające... Z niesłabnącą przyjemnością przyglądam się także pozostałym miejscom z Twojej podróży - mam sentyment do tej trasy, bo dwa lata temu tym szlakiem wędrowali moi rodzice. Przez porównanie Waszych zdjęć tym bardziej doceniam Twój kunszt fotograficzny - takie zdjęcia same się nie robią, gratuluję!
  11. bartek_sleczka (27.06.2010 18:41) +2 + -
    PIĘKNE i tyle, AŻ tyle...
    Pzdr/bARtek
  12. dino (23.03.2010 1:00) +1 + -
    ...część miejsc jest jakby wyjęta z raju, niesamowitych, nieporównywalnych do innych na świecie...
  13. gość (23.03.2010 0:46) +2 + -
    Cudowna prezentacja, piękne zdjęcia, bajeczne miejsca, niezapomniane wrażenia... w słowach nie sposób opisać. Prezentacja z podkładem muzycznym przenosi do innego świata... czyżby tak wyglądał raj... :-)
  14. mapew (21.03.2010 15:28) +2 + -
    Dino, nareszcie doszedlem do tego, aby systematycznie przeczytac i ogladnac Twoja fantastyczna relacje z tej podrozy. Oprocz cudownych zdjec i ciekawych wrazen interesujace bylo dla mnie tez poznac troche Twoj warsztat fotograficzny. Mnie jeszcze daleko do takiej wiedzy i takiego wyposazenia :-) Gratuluje.
  15. czarny.pol (21.03.2010 12:49) +2 + -
    Naprawdę trzeba zrobić porządną awanturę żeby się szybo wyjaśniło
  16. loka1963 (02.03.2010 3:15) +2 + -
    Chyba wszystko juz zostalo tu powiedziane. Wspaniale!! Pozdrawiam
  17. dino (22.02.2010 18:07) +1 + -
    w porównaniu z ostatnim Dodgem Grand Caravan.....niedużo.... :)
  18. czarny.pol (22.02.2010 17:44) +2 + -
    A ile ten Hummer palił
  19. gość (08.01.2010 21:38) +2 + -
    Co tu dużo pisać...piękna wyprawa, piękne zdjęcia i pewnie piękne wspomnienia. Pozdrawiam
  20. dino (08.01.2010 14:09) 0 + -
    Dzięki Aga,
    ja się uczyłem....trochę....ale dużo jeszcze przede mną :)))
  21. aga.drozdz (07.01.2010 23:31) +1 + -
    jestem pod wrażeniem i ..tych miejsc i.. warsztatu fotograficznego...niesamowite ujęcia, piękne kolory... tego się można nauczyć czy trzeba się z tym urodzić?:)
  22. dino (17.11.2009 1:53) 0 + -
    Leszku,
    myśmy z przyjacielem spędzili tam osiemnaście wypełnionych atrakcjami dni. Ale ja Ciebie podziwiam.
    Wyruszyłeś w trzygodzinną podróż naszymi śladami. To jest wyczyn, znaleźć aż tyle czasu żeby wszystko dokładnie obejrzeć.

    Mój szacun i Ogromne podziękowanie.
  23. lmichorowski (14.11.2009 20:41) +1 + -
    Sylwku, kłaniam się do samej ziemi. Trudno było mi znaleźć zdjęcie, które nie zasługiwałoby na plusa. Za wiele z nich dałbym po kilka. Brak mi po prostu słów. Super!!! Pozdrawiam.
  24. kubdu (06.11.2009 20:52) +1 + -
    Ta podróż powinna na samym początku zawierać ostrzeżenie - jeśli nie siedzisz, podstaw krzesło, bo usiądziesz. A ja leżę - położyło mnie na łopatki. Oddaję Ci wszystkie punkty, a sama znikam w niebyt. Tak będzie najlepiej i najsprawiedliwiej. Ukłony z pozycji leżącej resztkami sił !
  25. detefka (29.10.2009 22:38) +1 + -
    Przyznam, że chociaż częściowo spełniłeś moje marzenia - o podróży właśnie w te miejsca - dzięki Tobie po raz kolejny upewniam się, że warto się jeszcze trochę pomęczyć i realizować cele. A jeśli chodzi o zdjęcia to są powalające:)
  26. czarny.pol (27.10.2009 12:19) 0 + -
    świetne ... w Paryżu kawa kosztuje 25 złoty w przzeliczniku ale jedzenie jest za granicą barrrrrdzo drogie.

    Pozdrawiam i zapraaszam do oglądania moich fotek Czarek
  27. dino (16.08.2009 17:06) 0 + -
    anka.g1 - dzięki :)
  28. gość (29.07.2009 13:31) +1 + -
    długo się do tej podróży zbierałam, ale w końcu przeczytałam :) Świetna! :)
  29. gość (28.07.2009 11:12) +1 + -
    podoba mi się relacja, miejsca świetne. Fotki najwyższej klasy.
  30. dino (29.06.2009 23:39) 0 + -
    este - dzięki za plusa!
  31. dino (27.05.2009 7:08) 0 + -
    dzięki - spootnick :)
  32. spootnick (27.05.2009 3:08) +1 + -
    muszę się przyznać, ze dopiero teraz przeczytałem w całości Twoją podróż.... szkoda,że nie można dodawać więcej ocen :)
  33. dino (20.05.2009 10:42) 0 + -
    ostatni raz byłem w Chicago w październiku, tylko 5 dni, ale wykorzystane dobrze...
  34. dino (20.05.2009 7:26) 0 + -
    bardzo mi miło, że odkryłeś Kolumbera dzięki mnie - i jestem wdzięczny za uznanie :)
  35. andremuc71 (20.05.2009 3:45) +1 + -
    Fajnie sie czyta, no i fajne miejsca ( w sporej czesci tez bylem )
    Wogole to Twoj opis podrozy, ktory pojawil sie w Wyborczej byl moim pierwszym kontaktem z kolumberem :)
    Pozdrawiam i zapraszam do Chicago na pstrykanie :)
  36. kuniu_ock (17.05.2009 18:16) +1 + -
    Sylwku.. co tu dużo mówić - dałeś po robocie ;)
  37. dino (17.05.2009 18:13) 0 + -
    Maanki!
    w ciągu ostatniego tygodnia sporo moja podróż awansowała - dzięki!
  38. (17.05.2009 18:12) +1 + -
    JESTEM POD WRAŻENIEM-KRÓTKO SUPERRRRRRRRR!!!
  39. dino (16.05.2009 20:45) 0 + -
    nie zostawiam takich wpisów bez odpowiedzi - jeszcze raz dzięki !
  40. pt.janicki (16.05.2009 20:40) +2 + -
    Dino, masz talent nie tylko do fotografowania ale i literacki! Moje uznanie +++++!
  41. dino (16.05.2009 20:38) 0 + -
    Piotrze i jeszcze Tobie dziękuję!
  42. dino (16.05.2009 12:35) 0 + -
    dzięki przeprowadzaczu - skąd ten nick? :)
  43. gość (16.05.2009 12:04) +1 + -
    Podroz wszechczasow !
    Imponuje ten dopisek : c.d.n.

    Nie dziwota,ze co niektorzy z Kolumbera jezdza sobie hummerkiem ;)))
  44. voyager747 (15.05.2009 23:49) +1 + -
    No i to rozumiem, 30 plusów, to mi się podoba !
  45. arnold.layne (15.05.2009 21:52) +2 + -
    Musisz :-). I niech motywacją będą Ci słowa taternika i pułkownika Zbigniewa Skoczylasa przed trudną wspinaczką: "nawet żeby niebo żabami ciepało, to ja to wkoszę" ;-). I wkosił :-)). No i koniecznie autograf na deser;-), Za autentyczny autograf gotów jestem - pomimo wrodzonego skąpstwa - postawic Ci całe piwo :-))
  46. dino (15.05.2009 21:29) 0 + -
    w pewnym momencie pojawia się c.d.n....

    dzisiaj zacząłem redagować dalej - poprawiłem odrobinę to co jest, poczytałem jeszcze raz komentarze i dorzuciłem trzy antylopy...


    arnold chce albumu - to muszę :))
  47. sagnes80 (15.05.2009 21:02) +2 + -
    Wstyd się przyznać ale dopiero dziś twoją relację przeczytałam :) świetna! bardzo dobry opis. No a zdjęcia doskonałe! fantastyczne kolory, piękne, baśniowe wręcz kadry...gratuluję i żałuję, że można dać tylko jeden plus :) rewelacyjna wyprawa :)
  48. arnold.layne (15.05.2009 18:46) +2 + -
    Ja Ci podziękuję, jak wydasz te zdjęcia w postaci albumu, który chętnie nabędę (oczywiście z autografem autora:-). Na razie obejrzałem pierwszą turę zdjęc.
  49. dino (15.05.2009 18:35) 0 + -
    arnold.layne - dzięki za głos na moją podróż :)
  50. dino (28.04.2009 0:58) 0 + -
    dzięki za dobre słowo kobieto :))

dino

Sylwester Zacheja
Punkty: 129467