Ładuję...

kolumber.pl


Dzisiaj od rana chodzimy, podziwiamy i podpatrujemy. Kolejki w sklepach, tłumy na ulicach, ładnie przyozdobione szopki w kościołach – jednym słowem święta już tuż tuż. Prawie jak w Polsce, tylko dużo cieplej, no i mają truskawki w grudniu...więcej na www.jedziemydookola.pl
  • Quito
  • Quito
  • Quito
  • Quito
  • Quito
  • Quito
  • Quito
  • Quito
  • Quito
  • Quito
  • Quito
Będąc w Quito warto wybrać się na Rucu Pichincha - 4.700 m n.p.m.!!! Kolejką – teleferiQo wjeżdża się na Cruz Loma - 4.100 m, a następnie 3 godziny podejścia na szczyt. Na takiej wysokości człowiek szybciej się męczymy i czasami ciężko złapać oddech...więcej na www.jedziemydookola.pl
  • Rucu Pichincha
  • Rucu Pichincha
  • Rucu Pichincha
  • Rucu Pichincha
  • Rucu Pichincha
W każdą sobotę to małe miasteczko zamienia się w ogromny targ, gdzie każda ulicę wypełniają stragany. Jest tu wszystko – owoce, zwierzęta, a przede wszystkim pełno lokalnych tkanin, ubrań i biżuterii.
  • sobotni targ w Otavalo
  • sobotni targ w Otavalo
  • sobotni targ w Otavalo
  • sobotni targ w Otavalo
  • sobotni targ w Otavalo
  • sobotni targ w Otavalo
  • sobotni targ w Otavalo
  • sobotni targ w Otavalo
  • sobotni targ w Otavalo
Do wioski Quilotoa położonej na wysokości 3.800 m docieramy w strugach deszczu. Szybko znajdujemy nocleg. Główną atrakcją tutaj jest przepięknie położone (w kraterze wulkanu) jezioro – Laguna de Quilotoa, jednak w tym momencie główną atrakcją dla nas okazuje się mały piecyk w naszym pokoju, gdyż robi się coraz zimniej...więcej na www.jedziemydookola.pl
  • Wulkan Cotopaxi
  • Quilotoa Loop
  • Laguna Quilotoa
Mimo, iż biuro ProBici jest dość niepozorne, znajduję się na piętrze sklepu z tekstyliami, to ich oferta jest najciekawsza; inne agencje oferują zjazd główną drogą (w większości asfaltową), a tu będziemy jechać bocznymi drogami. Decydujemy się – przymierzamy kaski, rękawiczki i próbujemy rowery. Co do rowerów to mają tu głównie klasykę takich firm jak Trek czy Specialized (każdy zadbany i z przednim amortyzatorem), ale jest też kilka nowych, my bierzemy dwa rowery Kona – krótka przejażdżka, żeby sprawdzić czy wszystko jest ok. i jesteśmy gotowi na wyprawę. Oprócz nas jedzie też Szwajcar i trójka młodych studentów z Korei. Wyruszamy nazajutrz rano – jedziemy terenową Toyotą z zamocowanymi rowerami. Początkowo jest dość pochmurnie i nie widać gór, ale już w połowie trasy przejaśnia się, zza chmur wyłania się ośnieżony szczyt Chimborazo..więcej na www.jedziemydookola.pl
  • Chimborazo
  • Alpaki
  • zjazd z Chimborazo
  • Chimborazo
  • Alpaki
dzień 1
Wyjeżdżamy z Huaraz o godz. 6 rano, razem z nami jedzie jeszcze piątka turystów (dwóch Amerykanów i Amerykanka, Francuska , Koreańczyk) i przewodnik - Abel. Po godzinie dojeżdżamy do miejscowości Yungay, gdzie przesiadamy się do kolejnego minibusa i kierujemy się do wioski Vaqueria, gdzie zaczyna się szlak. Po drodze mijamy piękne, turkusowe jezioro Llanganuco. Droga wiję się w górę, a za oknem robi się biało. Nasz minibus mozolnie wspina się na przełęcz na wysokość 4.767 m n.p.m., z której zostaje już tylko parę kilometrów do Vaquerii. W pewnym momencie coś się psuje w układzie kierowniczym naszego pojazdu i mamy przymusową przerwę w podróży. Na szczęście nie jest to nic poważnego i po godzinie ruszamy dalej. W Vaquerii czekają na nas nasi tragarze, czyli czwórka uroczych osłów, wraz z kundelkiem i donkey driver’em (poganiacz do osiołków). Donkey driver ładuje namioty, bagaże i jedzenie, a my rozmawiamy z turystami, którzy szli naszym szlakiem z przeciwnego kierunku. Są przemoczeni - mówią, że cały czas padało i nic nie było widać…
Ruszamy. Przechodzimy przez niewielką wioskę i zaczynamy podejście.Po dwóch godzinach zaczyna padać – czy tak będzie przez następne cztery dni? Zmoczeni i zmarznięci docieramy do miejsca pierwszego biwaku. Rozbijamy namioty. Przewodnik przyrządza rewelacyjny obiad – gorąca zupa poprawia wszystkim humor.
dzień 2
Abel budzi nas o godz. 5.20 kubkiem gorącej herbaty z liśćmi koki (taką herbatę piję się po to, aby nie mieć choroby wysokościowej). Jest przeraźliwie zimno, ale na niebie nie ma ani jednej chmurki...więcej na www.jedziemydookola.pl
  • Yungay
  • Trek Santa Cruz
  • Trek Santa Cruz
  • Trek Santa Cruz
  • Trek Santa Cruz
  • Trek Santa Cruz
  • Trek Santa Cruz
  • Trek Santa Cruz
  • Trek Santa Cruz
  • Alpamayo
  • Artesonraju
  • Trek Santa Cruz
Wstajemy o godz. 4.30, za oknem jest jeszcze ciemno. Idziemy na przystanek autobusowy, chcemy załapać się na pierwszy autobus, który odjeżdża o godz. 5.30. O godz. 4.50 stoimy już w kolejce do przystanku! Przed nami ponad setka ludzi i cały czas przychodzą nowi! Dobrze, że nie posłuchaliśmy kobiety w kasie, która poprzedniego dnia powiedziała nam, że wystarczy być 15 minut przed odjazdem. Na szczęście okazuje się, że będzie więcej autobusów (do każdego wchodzi tylko 30 os.), bo do pierwszych trzech na pewno nie wejdziemy, może do czwartego…więcej na www.jedziemydookola.pl
  • Machu Picchu
  • Machu Picchu
  • Machu Picchu
  • Lamy z Machu Picchu
  • Machu Picchu
  • Machu Picchu
  • Lama z Machu Picchu
Chociaż sporo tu turystów – większość z nich przyjechała do Peru tylko po to, aby zobaczyć słynne Machu Picchu – Cuzco nie straciło swojego uroku. Zabytkowe kościoły, zachwycająca architektura, place pełne kwiatów i wąskie uliczki zachęcają do spacerów po mieście...więcej na www.jedziemydookola.pl
  • Pisac
  • Pisac
  • Pisac
  • Pisac
  • Cuzco
  • Cuzco
  • Cuzco
  • Cuzco
  • Pisac
Ostatnim miejscem, które odwiedzamy w Peru jest Puno, niewielka miejscowość położona nad jeziorem Titicaca. Stąd płyniemy zobaczyć dwie wyspy. Pierwsza z nich nie jest typowa wyspą – jest to jedna z 50 pływających wysp zbudowanych z trzciny totora przez plemię Uros. Ludzi ci mówią w języku Aymara i są potomkami plemienia, które zaczęło swoją egzystencję na pływających wyspach, aby odizolować się od agresywnych plemion z lądu. Wyspy są niewielkie, na każdej z nich mieszka kilka rodzin, a ich życie jest całkowicie związane z totorą - z niej robią swoje domy, łodzie i pamiątki dla turystów...więcej na www.jedziemydookola.pl
  • Lago de Titicaca
  • plemię Uros
  • pływająca wyspa
  • plemię Uros
  • Lago de Titicaca
  • Lago de Titicaca
  • Wyspa Taquile
  • Lago de Titicaca
  • Wyspa Taquile
  • Wyspa Taquile

Już w Ekwadorze zaczęło nas korcić, aby wybrać się na jakąś większą górę. Jednak baliśmy się, że nie damy rady - że będzie za wysoko, że nie mamy odpowiedniej aklimatyzacji, że za słabo u nas z kondycją. Później była Cordillera Blanca w Peru i trek Santa Cruz – wysokość nam nie dokuczała, a i na kondycję nie mogliśmy narzekać. Dlatego będąc w La Paz postanowiliśmy wspiąć się na Huayna Potosi (6.088 m n.p.m.) – podobno jeden z łatwiejszych sześciotysięczników w Boliwii.
Zaczynamy od znalezienia odpowiedniej agencji – najlepiej dobrej i niedrogiej. Nie jest to łatwe, bo tak jak zjazd drogą śmierci, tak i wejście na szczyt Huayna Potosi jest w ofercie praktycznie każdej agencji. Po paru godzinach wybieramy Travel Tracks – są stosunkowo tani (biorąc pod uwagę inne agencje), a do tego rekomendowani przez Lonely Planet. Musi zdecydować czy jedziemy na dwa czy na trzy dni – dłuższy wariant zawiera jednodniową praktykę na lodowcu. Decydujemy się na tańszą, dwudniową opcję. Teraz pozostaje wybrać buty – twarde plastikowe skorupy i resztę sprzętu - to, czego nie mamy pożyczą nam w agencji – nieprzemakalne spodnie, czekany, raki, druga czołówka, drugi śpiwór (ja mam za cienki). Następnego dnia wyjeżdżamy o godz. 9 – góra leży w odległości godziny drogi od stolicy. Dojeżdżamy na wysokość 4.700 m n.p.m – rzadko gdzie można podjechać taksówką prawie na wysokość Mont Blanc :-) Rozpoczynamy trzygodzinne podejście (z cały ekwipunkiem) do schroniska, które położone jest na wysokości 5.130 m n.p.m. Plecaki są okropnie ciężkie, a tu nie ma osiołków, które mogłyby pomóc nam je dźwigać. W końcu docieramy do celu; jest ładna pogoda, przed nami rozpościera się przepiękny widok na położoną w dole dolinę, widać też szczyt – robi wrażenie – wydaje się ogromny! Parę osób jest już w schronisku – śpią. Nam nie chce się spać, jest dopiero godz. 14. Zakładamy sprzęt i idziemy z przewodnikiem na lodowiec poćwiczyć – nigdy wcześniej nie chodziliśmy w rakach, nie używaliśmy też czekanów. Aby dojść do lodowca musimy przejść kamienisty fragment szlaku – w twardych butach jest to nie lada gimnastyka. Nasz przewodnik szedł w takich butach przez całą drogę do schroniska! Na całe szczęście chodzenie w rakach po lodowcu okazuje się dość proste. Resztę dnia spędzamy wylegując się na słońcu i podziwiając ośnieżone szczyty gór.
Po kolacji, o godz. 17 idziemy się położyć. Podejście na szczyt zaczniemy o 1 w nocy (o godz. 12 jest pobudka), więc trzeba się trochę przespać. Nie możemy spać, godziny ciągną się w nieskończoność, grobową ciszę przerywają tylko szeleszczenia śpiworów, sen nie nadchodzi, w głowie kotłują się myśli…Prawie ‘całą noc’ spędzamy starając się zasnąć. Około godz. 22 zaczyna się błyskać i grzmieć – burza…i cały entuzjazm opada - przy takiej pogodzie pewnie nie pójdziemy na szczyt. Po dwóch godzinach burza odchodzi, zamiast niej pada śnieg. Nasz przewodnik przychodzi nas obudzić (i tak nie śpimy); jemy niewielkie śniadanie i około godz. 1.00 wychodzimy. Na zewnątrz nic nie widać – jest ciemno, nie ma gwiazd i wciąż sypie. Dochodzimy do lodowca, zakładamy raki i wiążemy się liną – przewodnik idzie pierwszy, potem Magda, a na końcu ja. Zaczynamy podejście, do szczytu mamy jakieś 6 godzin i ponad 950 metrów przewyższenia. W świetle czołówki widać tylko niekończący się szlak, który wije się cały czas stromo pod górę. Na początku jest nam gorąco, potem przestaje padać i robi się coraz zimniej; śnieg, który stopił się na nas pozamarzał. Teraz droga prowadzi granią, snop światła z latarki po obu stronach ścieżki napotyka na bezkresną ciemność. Po paru godzinach drogi daje znać o sobie wysokość, brak snu i zmęczenie – każdy kolejny krok robi się coraz cięższy, w głowie pojawia się myśl: ‘po co się tu pcham?’. Nie mamy wody, zamarzła nam w rurce od camelbaka. W końcu zaczyna świtać – to dodaje nam otuchy, pojawiają się zarysy gór, odsłania się szczyt i widzimy, że już niedaleko. O świcie widoki są niesamowite – nierealne, jednak my jesteśmy zbyt zmęczeni i zmarznięci, żeby sięgnąć po aparat, rejestrujemy je w pamięci. Dotarliśmy! Jesteśmy na szczycie! Udało się pokonać 6.000 m! Niestety znowu się zachmurzyło i kompletnie nic nie widać. Schodzimy trochę niżej, odpoczywamy, chmury się rozchodzą, robimy parę zdjęć i ruszamy z powrotem do schroniska. Teraz dopiero widzimy, iż wąska ścieżka, którą wspinaliśmy się na szczyt prowadziła wśród lodowych szczelin. Nasz przewodnik idzie ostatni, żeby w razie, czego móc nas utrzymać na linie. Do schroniska docieramy kompletnie wyczerpani, ale szczęśliwi – zrobiliśmy to! Za parę godzin będziemy w hotelu, w wygodnym łóżku. Podejście na Huayna Potosi było jedną z najbardziej wyczerpujących rzeczy, jak zdarzyło nam się zrobić, ale było warto!
Zapraszamy na naszą stronę www.jedziemydookola.pl
  • Huayna Potosi
  • Huayna Potosi
  • Huayna Potosi
  • Huayna Potosi
  • Huayna Potosi
  • Huayna Potosi
  • Huayna Potosi
  • Huayna Potosi
  • Huayna Potosi
  • Huayna Potosi
  • Huayna Potosi
Z Uyuni wyjeżdżamy na trzydniową wycieczkę jeepem po bezdrożach Boliwii. Pierwszego dnia docieramy do Salar de Uyuni (zajmuje powierzchnię 10,582 km², co czyni go największym solniskiem świata). Robi na nas niesamowite wrażenie, jest ogromne, ciągnie się aż po horyzont. Z niedowierzania sprawdzamy biała powierzchnię – jest słona. Zapraszamy na naszą stronę www.jedziemydookola.pl
  • Laguna Colorada
  • Laguna Colorada
  • Boliwia
  • Boliwia
  • Laguna Blanca
  • Gejzer
  • Salar de Uyuni
  • Salar de Uyuni
  • Salar de Uyuni
  • Salar de Uyuni
  • Salar de Uyuni
  • Salar de Uyuni
  • Salar de Uyuni
  • Salar de Uyuni
  • Salar de Uyuni - Isla de Pescado
  • Boliwia
  • Salar de Uyuni
  • Boliwia
  • Laguna Canapa
  • Laguna Canapa
  • Laguna Canapa
  • Flaming
  • Boliwia
  • Boliwia
  • Laguna Colorada
W niedzielne popołudnie wybraliśmy się na przejażdżkę rowerową w okolicach San Pedro.
  • Valle de la Luna
  • Valle de la Luna
  • Valle de la Luna
  • Valle de la Luna
  • Valle de la Luna
  • Valle de la Luna
  • Valle de la Luna
  • San Pedro de Atacama

...zwiedzamy najpierw centrum – Avenida Corrientes, Calle Florida i Lavalle – mnóstwo sklepów, restauracji, kin, teatrów. Recoleta, to przede wszystkim słynny cmentarz; nie ma na nim tradycyjnych grobów, ale wielkie mauzolea – z drzwiami i wentylacja – jak mini domy.
W niedzielę odwiedzamy dzielnicę San Termo – na ulicach jest targ staroci, muzyka i pokazy tanga na żywo. Dalej kolorowa La Boca z domami pomalowanymi na jaskrawe kolory, chociaż zbyt dużo tu turystów i turystycznych atrakcji, od których nie ma ucieczki.

Zapraszamy na naszą stronę www.jedziemydookola.pl

  • Avenida de Mayo, Buenos Aires
  • San Telmo, Buenos Aires
  • La Boca, Buenos Aires
  • La Boca, Buenos Aires
  • La Boca, Buenos Aires
  • Recoleta, Buenos Aires
Postanawiamy wynająć samochód na dwa dni, aby przemierzyć trasę siedmiu jezior. Samo wynajęcie nie jest tanie – ok. $45 dziennie i to tego dzienny limit 200 km (za każdy dodatkowy kilometr trzeba ekstra płacić). Przy odbiorze samochodu proponują nam promocję – 3 dni w cenie 2 z tym samym limitem kilometrów. Decydujemy się, zawsze to jeden dzień dłużej – nie trzeba będzie się spieszyć. Okazuje się też, że samochód nie ma wspomagania!? Po zakupach w markecie ruszamy w drogę. Widoki są niesamowite, góry, jeziora jak w bajce! Dość szybko jednak kończy się asfalt i pojawia się szutrówka i to w remoncie! Zatrzymujemy się na darmowym kempingu; jedyna wada takiego noclegu to brak prysznica, ale mamy jezioro. Pomimo, iż to już końcówka lata, panuje straszny upał, krystaliczna woda w jeziorze zachęca do kąpieli…wskakujemy!
  • siete lagos
  • siete lagos
  • siete lagos
  • siete lagos
  • siete lagos
  • siete lagos
Jedziemy do El Chalten, przez całą drogę niebo spowite jest gęstymi, szarymi chmurami…zaczyna padać, a do tego mocno wieje. Mimo to decydujemy się na camping – jest za darmo. Nasz namiot przechodzi chrzest bojowy – pierwszy deszcz…nie przemókł! W nocy się rozpogadza i nad ranem mamy rewelacyjny widok na szczyt Cerro Fitz Roy...więcej na www.jedziemydookola.pl
  • Perito Moreno
  • Perito Moreno
  • Perito Moreno
  • Parque Nacional Los Glacieres
  • Parque Nacional Los Glacieres
  • Parque Nacional Los Glacieres
  • Parque Nacional Los Glacieres
  • Parque Nacional Los Glacieres
  • Parque Nacional Los Glacieres
  • Parque Nacional Los Glacieres
  • Parque Nacional Los Glacieres - Cerro Fitz Roy
Przed wyruszeniem do Torres del Paine zatrzymujemy się na jedną noc w miejscowości Puerto Natales. Robimy zapasy i przepakowujemy plecaki – część rzeczy zostawimy tutaj. Oczywiście już od granicy (tj. 20 km przed Puerto Natales) zaczyna lać jak z cebra, niebo zasnute jest ciemnymi chmurami i porywiście wieje. Mimo to decydujemy się wyruszyć następnego dnia do parku. W domu (bo to bardziej dom niż hostel), w którym mieszkamy nie ma żadnych innych gości; wieczorem siedzimy sobie przy piecyku, w pokoju jadalnym, popijając winko, jest przyjemnie ciepło…aż nie chce się jechać. Tej nocy śpimy kamiennym snem, po dwóch tygodniach spędzonych w namiocie, w końcu łóżko. Rano wstajemy o godz. 7; jest dziwnie ciemno i cicho na zewnątrz – okazuje się, że zapomnieliśmy o zmianie czasu...więcej na www.jedziemydookola.pl
  • Torres del Paine
  • Torres del Paine
  • Torres del Paine
  • Torres del Paine
  • Torres del Paine
  • Torres del Paine
  • Torres del Paine
  • Torres del Paine
  • Torres del Paine
  • Puerto Natales
  • Puerto Natales
  • Puerto Natales
  • Puerto Natales
  • Puerto Natales
  • Puerto Natales
  • Puerto Natales
  • Puerto Natales

Jedziemy na Ziemię Ognistą do Ushuaia; z Punta Arenas to ok. 10 godzin jazdy autobusem. Za oknem niekończące się równiny, co jakiś czas można wypatrzyć strusie Nandu. Podczas przeprawy promowej pojawiają się czarno-białe delfiny – przez chwilę ścigają się ze statkiem. W Ushuaia wybieramy się w góry, na Przełęcz Owcy (Paso de Ovieja). Po deszczowej noc nie ma ani śladu, wypogodziło się, jest pięknie, kolorowo. Rozbijamy namiot nad Laguną de Caminante z widokiem na ośnieżone szczyty; poza nami nie ma tu nikogo, po zatłoczonym hostelu to przyjemna odmiana. W nocy zaskakuje nas zima, znalazła nas na końcu Świata ;-) Pada śnieg i robi się bardzo zimno. Rano wszystko wokół jest ośnieżone, a podczas powrotu do miasteczka momentami silny wiatr nie pozwala iść – trzeba przystanąć i przykleić się do stoku. Praktycznie cały dzień pada śnieg – pierwszy raz tutaj w tym roku. Zapraszamy na naszą stronę www.jedziemydookola.pl

  • Tierra del Fuego
  • Tierra del Fuego
  • Tierra del Fuego
  • Tierra del Fuego
  • Tierra del Fuego
  • Tierra del Fuego
  • Tierra del Fuego
  • Tierra del Fuego
  • Tierra del Fuego
  • Tierra del Fuego
  • Tierra del Fuego
  • Tierra del Fuego
  • Tierra del Fuego
  • Tierra del Fuego

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. agaxpl (19.06.2016 23:45) 0 + -
    Cudnie!
  2. oi_testowe (16.03.2015 12:28) 0 + -
    Świetne zdjęcia, rewelacyjna trasa.
  3. hooltayka (11.05.2014 4:34) 0 + -
    Przepiękne widoki i wspaniała podróż.
    Pozdrawiam-)
  4. kasy1 (15.03.2013 21:42) 0 + -
    Cudne zdjecia,pozdrawiam!K
  5. lmichorowski (24.12.2012 20:52) 0 + -
    Wyprawa i zdjęcia godne pozazdroszczenia. Gratuluję zdobycia 6-tysięcznika i pozdrawiam.
  6. gość (18.03.2012 18:18) 0 + -
    Cudowne zdjécia z przecudownej przygody. Pozdrawiam
  7. mimbla.londyn (27.04.2009 23:07) 0 + -
    Powodzenia i pozdrowienia !
  8. chinska_zaba (31.12.2008 19:12) 0 + -
    Najlepsze życzenia sylwestrowo-noworoczne! :)))

jedziemydookola

Magda & Maciek
Punkty: 21350