Ładuję...

kolumber.pl


5 +
2018-05-10

Iran (Podróż druga) cz.2

Opisywane miejsca: Qom, Gonbad-e Kāvūs, Marāveh Tappeh, Meszhed, Kāshmar, Ţabas (846 km)
Typ: Album z opisami

    Druga część naszej podróży po Iranie na przełomie listopada i grudnia 2015 roku.     

    Jadąc z Tabriz do Teheranu,warto zjechać z drogi i zobaczyć Soltaniyeh.Miejscowość leży w prowincji Zanjan.Tu znajduje się wpisana na listę UNESCO, Dome of Soltaniyeh.Jej niebieska kopuła jest widoczna z daleka.   Po kopule na katedrze w Florencji i po kopule na Hagia Sofia,to trzecia na świecie ceglana kopuła.Świątynię wybudowano w latach 1303-1313.W ówczesnym świecie postawienie ceglanej kopuły było szczytem inżynierii.Obecnie budynek jest w remoncie,ale bez problemu można go zwiedzać.Znany jest też pod nazwą Mauzoleum Oljaytu.    

     Kolejnym ciekawym miejscem jest Deyr Gachin.To największy karawanseraj w Persji,położony 40 km od Varamin w prowincji Teheran. 

    Bardzo polecamy miasto Hamadan i góry Zagros.Byliśmy tam w czasie naszej pierwszej podróży do Iranu. 

 Zaznaczyłam na mapie Qom,bo Soltaniyeh nie da się.

  • Mały meczet gdzieś po drodze
  • Dzikie wielbłądy na pustyni.
  • Spotkanie na pustyni
  • Spotkanie na pustyni
  • Gdzieś w drodze
  • Soltaniyeh
  • Dome of Soltaniyeh
  • We wnętrzu
  • Dome of Soltaniyeh
  • We wnętrzu
  • Fragmenty dekoracji
  • Fragmenty dekoracji
  • Fragmenty dekoracji
  • Dome of Soltaniyeh
  • We wnętrzu
  • We wnętrzu
  • We wnętrzu
  • We wnętrzu
  • Dome of Soltaniyeh
  • We wnętrzu
  • We wnętrzu
  • Rusztowania
  • We wnętrzu
  • We wnętrzu
  • Rusztowania
  • We wnętrzu
  • We wnętrzu
  • We wnętrzu
  • Soltaniyeh
  • Karawanseraj
  • Krawanseraj
  • Karawanseraj
  • Karawanseraj
  • W lodówce
  • Karawanseraj
  • Karawaseraj

   150 km na południe od Teheranu leży drugie po Mashad, święte miasto Szyitów w Iranie-Qom. Szyizm to jeden z trzech odłamów islamu: sunnicki (90 proc.), szyicki (8 proc.) i charydżycki (ok. 2 proc).

   Qom jest miejscem pielgrzymek, miasto jest ogromnie zatłoczone i znalezienie miejsca parkingowego graniczy z cudem. Byliśmy  tu dwa razy, jadąc na wschód Iranu i wracając do Teheranu. Samo Qom jest bardzo brzydkie, tysiące pielgrzymów kieruje swe kroki do Sanktuarium Niepokalanej Dziewicy Fatimy. Jest  ono imponujące,ale najpiękniej wygląda w godzinach wieczornych,kiedy meczety i minarety rozbłyskują tysiącem świateł.Życie mieszkańców miasta toczy się wokół Sanktuarium. Kiedy trafiamy tu pierwszy raz, jesteśmy oczarowani atmosferą,jaka tu panuje.Miasto można sobie darować,nie ma tu żadnych zabytków. Warto zajechać jedynie do meczetu Jamkaran, położonego w odległości sześciu kilometrów od świętego miasta Qom.

Więcej opisów pod zdjęciami. 

  • Sanktuarium
  • Sanktuarium
  • Sanktuarium
  • Mułła
  • Dziedziniec
  • Mułła
  • Brama
  • Mułła
  • Na dziedzińcu
  • Sanktuarium
  • Przed wejściem
  • Przed wejściem
  • Mułła
  • Sanktuarium
  • Irańczyk
  • Sanktuarium
  • Sanktuarium
  • Sanktuarium
  • Sanktuarium
  • Sanktuarium
  • Sanktuarium
  • Sanktuarium
  • Sanktuarium
  • Irańczyk
  • Sanktuarium
  • Sanktuarium
  • Sanktuarium
  • Sanktuarium
  • Sanktuarium
  • Sanktuarium

   Po zwiedzeniu sanktuarium w Qom udajemy się w dalszą drogę na wschód.Mijamy niezbyt ciekawe wsie i miasta oraz zaczynamy poszukiwanie noclegu. Eyvanekey,Damavand i inne małe mieściny.Hotelu ani śladu.W końcu trafiamy do miejscowości Firuzkuh. Tu ,przy głównej ulicy, stoi kilkupiętrowy hotel,którego właścicielem jest facet o imieniu NIMA.

   Faktycznie nic w nim nima-wody,światła,internetu,jest bardzo brudno i piekielnie gorąco. Ogrzewania nie da się wyłączyć. Po otwarciu okna o mało się nie udusiliśmy.W miasteczku śmierdziało tak ,jak w większości irańskich miast. Obskurne miejsce,o jakim nam się nie śniło. Nie mamy jednak wyboru. Rano wywiązuje się awantura z właścicielem,który zażądał kwoty jak za 5 gwiazdkowy luksus. Miał przewagę ,bo to jedyny hotel w tych okolicach. Dostał 2 miliony riali,czyli ok.50 euro, ale pobyt tam nie był wart nawet kilku. Hotel zapamiętamy na zawsze i ostrzegamy przed noclegiem u Nima! Tylko kiedy tam się znajdziecie,wyboru nima...
Ciąg dalszy naszej podróży pod zdjęciami...

  • Pola ryżowe
  • Pola ryżowe
  • Gonbad-e-Kawus
  • Gonbad-e-Kawus
  • Chce się jeść...
  • Pizza
  • W drodze
  • Rodzina
  • W drodze
  • Jesiennie
  • W drodze
  • W drodze
  • Samotność
  • Droga
  • W drodze
  • W drodze
  • Karawanseraj
  • W drodze
  • W drodze
  • W drodze
  • W drodze
  • W drodze
  • Taniec chmur
  • Taniec chmur
  • Taniec chmur
  • Taniec chmur
  • Taniec chmur
  • Taniec chmur
  • Taniec chmur
  • Taniec chmur
  • Taniec chmur
  • W drodze
  • Droga
  • W drodze
  • W drodze
  • Krowy
  • Podziwiamy piękne widoki
  • W drodze
  • W drodze

  Znajdujemy się w Golestanie,niedaleko granicy z Turkmenistanem. Chcemy odwiedzić pewien cmentarz. Okolice tej części Iranu są biedne,a życie surowe. Mieszkają tu głównie Turkmeni,którzy jako sunnicka mniejszość w szyickim kraju,nie cieszą się przywilejami ze strony władz.

  Więcej informacji pod zdjęciami.

  • w drodze
  • Młode Iranki
  • Wioska
  • W maleńkiej wiosce
  • W maleńkiej wiosce
  • W drodze
  • Widok na cmentarz
  • Widok na cmentarz
  • Cmentarz
  • Widok na sanktuarium
  • Cmentarz
  • Przy nagrobku
  • Cmentarz
  • Sanktuarium
  • Cmentarz
  • Nagrobek
  • Widok na wzgórza
  • Cmentarz
  • Nagrobek
  • Cmentarz
  • Widok
  • Widok na wzgórza
  • Przy nagrobku
  • Nagrobek
  • Widok ze wzgórza
  • Nagrobek
  • Widoczek
  • Sanktuarium
  • Widok na wzgórza
  • Sanktuarium
  • Widok
  • Droga powrotna
  • Owce
  • W domu
  • Podano do stołu
  • Rodzina

     Po nocy spędzonej u Mahomeda w Maraveh Tappeh budzimy się pełni nadziei, że dzień będzie co najmniej podobny do poprzedniego i na dworze przywita nas słońce. Niestety - nic bardziej błędnego. Dzień jest szary. Deszcz wprawdzie nie pada, ale kto wie, co będzie później.

   Przed nami trochę ponad 400 km do Mashhad.

   Pierwsze 100 km to droga poprzez Golestan National Park. Jedziemy droga północną, bez porównania mniej uczęszczaną, niż południowa, łącząca Mashhad z miastami Morza Kaspijskiego. Do tego jest piątek, a więc muzułmański dzień wolny. Ruch na naszej drodze wręcz znikomy - tak fantastyczny kontrast z tym, co mieliśmy do tej pory. Nie ma żadnych potwornie kopcących ciężarówek. Po raz pierwszy od przyjazdu mamy okazję pooddychać czystym powietrzem...niestety nie na długo. Po 100 km łączymy się z główną drogą, a tam jakby zapomnieli, że to piątek. Ogólnie drogi w Iranie są doskonałe. Wszędzie autostrady, lub wielopasmowe drogi szybkiego ruchu łączą nie tylko główne i mniejsze miasta, ale czasem osady tak małe, że zastanawia nas ekonomia takich przedsięwzięć.

     Jedziemy do Adela,którego poznaliśmy w czasie naszej pierwszej wycieczki do Iranu. Rodzina Adela spodziewa się nas około godziny 4-5 po południu. My jednak docieramy przed 2. Niestety tu mamy problem. Wszystkie mapy, które mamy poza paroma głównymi ,nazwy ulic pokazują w języku perskim. Adres mamy zapisany zarówno w transkrypcji łacińskiej, jak i po persku, ale jak go wpisać do nawigacji? Jak znaleźć? W dodatku skończył nam się kupiony wraz z kartą startową kredyt na telefonie i kompletnie nie wiemy gdzie kupić voucher i jak go zrealizować. Przejeżdżamy cały czas przez dzielnice, w których nie podejrzewamy nikogo o znajomość angielskiego. Wreszcie zatrzymujemy się i idziemy do małego sklepiku. Tam tłumaczymy, że bardzo chcemy zatelefonować do naszego kolegi. Po paru minutach zostaliśmy zrozumiani i pani z uśmiechem daje nam swój telefon. Dzwonek do Adela i przekazujemy telefon właścicielce. Adel jej tłumaczy co chcemy i wszystko staje się już proste. Nasz przyjaciel spodziewając się nas o wiele, wiele później pojechał na comiesięczne spotkanie rodzinne i prosi, żebyśmy do nich dołączyli. Okazuje się, że spotkanie ma miejsce po dokładnie przeciwnej stronie miasta, niż punkt w którym jesteśmy, a to bagatela jakieś 45 km. Oczywiście nie możemy wpisać adresu do nawigacji. Ustalamy jednak pierwsze wskazówki i cały czas jesteśmy w kontakcie telefonicznym. Przejazd przez Mashhad nie tak wiele różni się od przejazdu przez Teheran. Pomimo tego, że miasto ma niezłą sieć wielopasmowych dróg, to i tak ten 5 milionowy moloch jest wiecznie zapchany. Do tego drogowskazy po persku oczywiście, a tylko z rzadka w łacińskiej transkrypcji.
Zeszło nam na dojeździe ok 90 min. Na miejscu wielka niespodzianka. To rodzinne spotkanie , to blisko 100 osób, bo uczestniczy w nim nie tylko najbliższa, ale i dalsza familia. Okazuje się, że rodzina Adela jest niemal w całości po wyższych studiach, lub ciągle się uczy. W zasadzie niemal każdy mówi po angielsku. Jedna z dalszych kuzynek - studentka matematyki mówi zadziwiająco czysto i płynnie. Okazało się, że dziewczyna nigdy nie miała lekcji języka, a nauczyła się go wyłącznie poprzez oglądanie zachodnich filmów i słuchanie piosenek. To było naprawdę niewiarygodne! W tym kraju często spotykaliśmy młodych ludzi , którzy języka angielskiego uczą się w ten właśnie sposób, ale przenigdy kogokolwiek, kto miałby nawet w najdalszym przybliżeniu podobne rezultaty.

     Byliśmy całkowicie urzeczeni rodziną Adela, ich serdecznością, bezpośredniością, empatią, gościnnością, a nade wszystko znakomitym poczuciem humoru i chęcią do zabawy.
Nasz przyjaciel Adel jest absolwentem wydziału turystyki Uniwersytetu Esfahan, a obecnie doktorantem i chodzącą encyklopedią wiedzy na temat atrakcji turystycznych Iranu. Już niejednokrotnie w przeszłości wykorzystywaliśmy jego wiedzę i kierowaliśmy się wedle jego rad. Teraz mieliśmy okazję poznać jego przeuroczą rodzinę - rodziców, starszą siostrę i młodszego brata. Najbardziej w tej rodzinie uderzyło nas to, jak bardzo tolerancyjni potrafią być ci ludzie, pomimo niemal skrajnych zapatrywań światopoglądowych. Adel mówiąc oględnie jest mało religijny i bardzo niesympatycznie odnosi się do współczesnego podziału władzy w Iranie, co jest zresztą dosyć charakterystyczne dla dużej części młodzieży studiującej, jak również dla dobrze wykształconych młodych ludzi, zaczynających swoje zawodowe kariery. Rodzice byli studentami w czasie rewolucji 1979 roku i stanęli po stronie przeciwnej szachowi. Nie zmienili swoich przekonań do dzisiaj, może dlatego, że bardzo trudno jest powiedzieć sobie , że być może nie służyło się dobrej sprawie. Tym trudniej, że w Iranie fakty na temat poczynań obecnej władzy są ciągle ukrywane i egzystują jedynie na poziomie plotki, w którą nie każdy jest skłonny uwierzyć. My możemy w czambuł krytykować tamtą rewolucję, ale nie zapominajmy jednego: rewolucje nigdy, przenigdy nie zdarzają się w społeczeństwach szczęśliwych! Dość dobrze część tamtejszej historii przybliża Ryszard Kapuściński w swoim Szachinszachu, chociaż nawet przedstawione przez niego drastyczne fakty nie pokazały nawet ułamka prawdy. Początkowo świecka opozycja lat 70-tych szukała jakiejś ostoi i jądra integracji. Znalazła ją w meczetach. To wzmocniło bardzo irański kler, aż do punktu, gdy zdolny był przejąć władzę.Pewne zdarzenia jako żywo przypominają najnowszą historię Polski, chociaż w naszym kraju nie przekroczono tej cienkiej, czerwonej linii, za którą władza byłaby całkowicie oddana w ręce Kościoła. Wybaczcie dygresje, ale jest ona ogromnie ważna by zrozumieć stosunki w domu Adela. W tym domu , pomimo tak ogromnej przepaści w patrzeniu na świat nasz największy podziw wzbudziła ich wzajemna tolerancja poglądów, najwyższy wzajemny szacunek, a również szacunek do ludzi niekoniecznie się z nimi zgadzających i przekonanie, że jakiekolwiek różnice nigdy nie dorównują ich więzom rodzinnym. Ten przykład jest ogromnie ważny dla zrozumienia mentalności współczesnych Persów. Owszem zdarzają się napaleńcy, jak w zasadzie wszędzie, we współczesnym świecie. Jednak zdecydowana większość  ludzi w tym kraju ( o czym mieliśmy okazję przekonać się  wielokrotnie) jest zdecydowanie przeciwna wszelkim usiłowaniom narzucania własnych poglądów, zwłaszcza narzucania siłą.

      Samo Mashhad bardzo nas zaskoczyło. Spodziewaliśmy się w tym najświętszym mieście Iranu wszechobecnego konserwatyzmu. Tymczasem jest to bodaj najbardziej postępowe miasto Iranu. Niestety niewiele go zwiedziliśmy. Wraz z Adelem byliśmy na dwóch Uniwersytetach miasta, spotykając się z jego znajomymi, studentami, z którymi prowadzi zajęcia, dziennikarzami. Pogoda niezbyt sprzyjała zwiedzaniu, chociaż i tak , prócz mauzoleum niewiele jest tu obiektów historycznych. Gdzieniegdzie ponoć można zobaczyć w tym mieście szyldy w języku rosyjskim. Przez wieki XVII do XX silnie widoczna była w tym mieście obecność rosyjskich kupców. Dla nas jednak koszmarem było poruszanie się w korkach 5 milionowego miasta. Doprowadzenie do końca budowy metra po części ten problem rozwiąże, ale tak naprawdę główną przyczyną są chyba niezwykle niskie koszty paliwa, a co za tym idzie preferowane używanie własnego samochodu.

    Niestety w tej części zdjęcia mają zdecydowanie niższą jakość optyczną w stosunku do wcześniejszych ,gdyż poza kilkoma robione są aparatem z telefonu. Niestety na terenie mauzoleum używanie aparatów ( poza tych w komórkach) jest zakazane ze względów bezpieczeństwa. Obiekt ten jest szczególnie narażony na akty terroryzmu islamistów sunnickich i z uwagi na to dmucha się tutaj na zimne. Jest ponoć możliwość uzyskania odpowiedniego zezwolenia na używanie normalnego aparatu, ale aplikować o nić można na co najmniej parę dni ( a najlepiej tygodni) przed zwiedzaniem.

 

  • Mauzoleum Imama Rezy
  • Mauzoleum
  • Mauzoleum
  • Mauzoleum
  • Mauzoleum
  • Mauzoleum
  • Mauzoleum
  • Mauzoleum
  • Mauzoleum
  • Mauzoleum
  • Mauzoleum
  • Na terenie mauzoleum.
  • Na terenie mauzoleum.
  • Mauzoleum
  • Mauzoleum
  • Sala modlitewna
  • Sala modlitewna
  • Mauzoleum
  • Mauzoleum
  • Mauzoleum
  • Na terenie mauzoleum
  • Na terenie mauzoleum
  • Rozmodlony pielgrzym
  • Na terenie mauzoleum
  • Na terenie mauzoleum
  • Na terenie mauzoleum
  • Na terenie mauzoleum
  • Na terenie mauzoleum
  • Na terenie mauzoleum
  • Na terenie mauzoleum
  • Na terenie mauzoleum
  • Ceremonia pogrzebowa
  • Ceremonia pogrzebowa
  • Ceremonia pogrzebowa
  • Ceremonia pogrzebowa
  • Ceremonia pogrzebowa
  • Ceremonia pogrzebowa
  • Ceremonia pogrzebowa
  • Mauzoleum
  • Iranka
  • Spotkanie
  • Spotkanie
  • Iranka
  • Spotkanie
  • Galeria
  • Tata Adela
  • Adel i jego Tata w galerii
  • Obraz w galerii
  • Rodzina
  • Adel z Mamą
  • W domu
  • Marek z Mamą Adela
  • W domu
  • W domu
  • W domu
  • W domu
  • Ja z Adelem

Jest wtorek 24 Listopada. Rano Marek jedzie z Adelem na Uniwersytet Mashhad , a tam do redakcji gazety uniwersyteckiej, by spotkać się z redakcyjnymi fotografami i podzielić swoimi doświadczeniami. To nasz czwarty dzień w tym mieście i ponownie jest zimno i szaro. Wreszcie około południa możemy wyjechać z miasta.

Musimy przejechać z jego północno- wschodniej części do wyjazdu na południe, co zajmuje nam bez mała dwie godziny. Teraz jeszcze 45 minut jazdy autostradą i wreszcie dojeżdżamy do miejsca, w którym rozdziela się ona. Jedna nitka zmierza ku zachodowi do Teheranu, druga zaś na południe - do Zahedan, Kerman, oraz Isfahan i Yazd. To właśnie ta południowa droga jest dzisiaj nasza przepustką do innego świata - prawdziwej krainy baśni z tysiąca i jednej nocy, jak również po przekroczeniu niedalekiego pasma gór do krainy słońca, ciepła i czystego ( jak na irańskie warunki ) powietrza.
Po przejechaniu jakichś 170 km czujemy już zbliżający się wieczór. Mamy również dosyć autostrad i wybieramy zjazd w kierunku miasteczka Kashmar, którego nazwa wymawiana jest przez miejscowych "Koszmar". Po tej wielce obiecującej nazwie nie liczymy na łatwe znalezienie noclegu. Trochę  czasu zabrało nam znalezienie hotelu ( obok którego przejeżdżaliśmy wiele razy)lecz w końcu jesteśmy na miejscu i tu spotyka nas największe zaskoczenie. Hotel jest największa okazją, jaką mieliśmy dotychczas w Iranie. W miarę nowy i bardzo czysty oferuje dwa standardy pokoi - za 7 i 10 euro. Wyższy standard oferuje naprawdę dużą łazienkę, wygodniejsze łóżka i lepsze wi-fi...a wiec szalejemy i wybieramy opcje luksusową :)
Po zakwaterowaniu szukamy knajpki , w której możemy coś zjeść. Centrum miasteczka nieprawdopodobnie nas zaskoczyło. Miasto jest czyste i schludne!!! Prócz tego witryny na głównych ulicach handlowych świadczą o zamożności mieszkańców. Gwoli sprawiedliwości musimy przyznać, że i Mashhad pod tym względem również nas zaskoczyło - to zdecydowanie najczystsze wielkie miasto Iranu, jednak tutaj, na skraju ogromnej pustyni to wrażenie wchodziło na terytorium surrealizmu. Zagraniczni turyści nie są w tym miejscu często spotykani - wydaje nam się, ze nie ma ich więcej, niż sztuk kilka na rok, stąd idąc ulicą stanowiliśmy nie lada atrakcję dla Koszmarów...a może Koszmaranów, albo Koszmaraków? sami nie wiemy jak to odmienić :) Będąc już nieco zmęczeni irańską kuchnią i odwiecznym dylematem, czy chcemy zjeść kebab, lub też może kebab, albo jest jeszcze ....kebab postanawiamy odwiedzić miejscową pizzerię. Do tak śmiałego kroku zachęciło nas nasze doświadczenie z Gonbad Kavus, gdzie pizza była świetna! Niestety szczęście, zupełnie inaczej niż nieszczęście ,parami nie chodzi - trzeba było wybrać kebab.
Wracamy do hotelu. Nocą temperatura powietrza spada mocno poniżej zera i wczesnym rankiem zaczynamy od zapalenia samochodu, by mógł się dobrze rozgrzać. Jeszcze tylko standardowe irańskie śniadanko ( ku naszemu zaskoczeniu podane nam na godzinę przed otworzeniem hotelowej restauracji, byśmy nie musieli opuszczać tego miejsca głodując) i wyjeżdżamy. Przed nami pustynia, słonce i po dwóch  godzinach 20 st. C, oraz dobra i mało uczęszczana droga. Wkraczamy w krainę, w której historia cywilizacji jest na wyciągnięcie ręki. Można w nią wejść, dotknąć i doświadczyć. Co chwile mijamy ruiny obiektów liczących sobie czasem kilkaset, a innym razem kilka tysięcy lat. W każdym z tych miejsc jesteśmy sami - nikogo wokół, chociaż niektóre miejsca są najwidoczniej zamieszkane. Po pewnym czasie nasz poziom zainteresowania nieco spada - zbyt wiele jest tych miejsc. Prócz tego tylko o kilku z nich dostępna jest jakakolwiek informacja. Nawet kilka tysięcy lat historii przestaje powoli pobudzać wyobraźnię...przecież to takie normalne ,o zdecydowanej większości nie przeczytacie niczego. Jaka szkoda, że nie można wgrać do pamięci komputera zdjęć satelitarnych z Google Earth. Takie zdjęcia dałyby nam nieco lepszy podgląd sytuacji.

Od Kashmar zaczyna się również kraina szafranu. Wprawdzie sezon zbierania plonów zakończył się ok 10 dni wcześniej, ale zróżnicowany mikroklimat powoduje, że od tego miejsca aż do Bam często będziemy mijali pola ciągle jeszcze czekające na żniwa. Czym dalej jedziemy na południe, tym bardziej kraj robi się pustynny. Wioski stają  się coraz mniejsze i coraz dalej od siebie położone. Zaczynamy też dostrzegać, że poruszamy się w 4 wymiarze - w czasie. Wyraźnie się tutaj cofa. W niektórych miejscach poza paroma rekwizytami współczesności to podróż wręcz do czasów przedchrystusowych. Maleńkie osiedla kopulastych domków z glinianych cegieł, to tutaj norma. Budynków znanych nam ze współczesności nie widać przez najpierw dziesiątki, a potem setki kilometrów.
Przed nami pojawia się posterunek zmilitaryzowanej policji i wojska. Trochę są zdziwieni naszą obecnością, ale uśmiechnięci. Proszą o paszporty. Pytają o to, czy mamy kserokopie dokumentów. Wprawdzie mamy, ale w niewielu egzemplarzach. Chcemy jednak zorientować się, co będzie się działo, jeśli powiemy, że nie. Okazuje się, że nie ma problemu... oni sami skserują. Jeden z żołnierzy bierze nasze paszporty i idzie w kierunku posterunku.... jakieś 500-600 m od drogi. Drugi żołnierz próbuje nas zabawiać rozmową, ale jego angielski - całkiem niezły, gdyby porównać do angielskiego obecnych władz naszego kraju, na konwersacje poza tym jak bardzo podoba nam się Iran i gdzie byliśmy dotychczas na coś więcej jednak nie wystarcza...aha było jeszcze "gdzie jedziemy dalej", ale to zdaje się było pytanie służbowe, a nie konwersacja. Po jakiejś godzinie i 15 minutach przychodzi wreszcie ten drugi z naszymi paszportami i możemy jechać dalej.

             Po drodze mijamy parę słonych niecek, które zapewne po deszczu wypełniają się wodą tworząc okresowe jeziora. Dalej na horyzoncie z lewej strony pojawiają się góry, które powoli zbliżają się do drogi. Mijamy też tryskającą wodą studnię artezyjską. Na horyzoncie jest stadko wielbłądów. Zjeżdżamy z drogi i mkniemy przez kamienistą, równą niemal w tym miejscu jak stół pustynię, aby sfotografować dzikie, jak nam się wydawało zwierzęta. Gdy tylko do nich dojeżdżamy z nicości materializuje się człowiek - właściciel wielbłądów i z dumą nam je prezentuje - urągając tym samym bezwiednie naszym planom zrobienia zdjęć  "dzikich" wielbłądów w środowisku naturalnym.
Kilkadziesiąt kilometrów dalej mijamy wioskę wyglądającą jak coś żywcem wyjętego z opowieści biblijnych ( to powoli zaczyna być normą w tym rejonie) i skręcamy na wzgórze, aby zobaczyć ją z bliska. Domki ulepione z gliny, lub gliniano - słomianych cegieł. W zasadzie w ścianach nie ma okien...no może z rzadka jakiś bliżej niezidentyfikowany otwór, który być może służy za okno). W wiosce nie ma żywego ducha. Właściwie to przesadziliśmy z tym "żywym duchem", bo zwierząt kilka sztuk jest. Ponownie kilkadziesiąt kilometrów pustkowia i widzimy coś, co bardzo przypomina cerkiew, ale jakby zbudowana z piasku. Podjeżdżamy bliżej - oczywiście jest to ruina. Wyjścia z budynku zagrodzone barierkami , ślady na klepisku świadczą, że obecnie służy za owczarnię. W wiosce obok domy wyglądające jak baraki, tylko z gliny, no i oczywiście ( to już zaczyna być norma) żadnego człowieka jak okiem sięgnąć. Powoli zbliżamy się do Tabas.   

             Jakieś  20 km przed miastem widać boczną drogę  prowadzącą w góry. To tędy właśnie chcemy jechać. Droga prowadzi do oazy Ezmirghan ( transkrypcje tej nazwy widzieliśmy w kilkunastu odmianach). Droga naprawdę piękna wiedzie nas do oazy pełnej pól ryżowych, palm daktylowych , granatów i pomarańczy. Miejsce wygląda bajkowo, tym bardziej, że słońce jest już dosyć nisko, a światło staje się pomarańczowe. Jeździmy chwile po bezludnych uliczkach i wjeżdżamy w pewnym momencie w drogę , która zawęża się do tego stopnia, że musimy się wycofać. Auto jest całe zawalone z tyłu, tak wiec widoczność na cofanie kiepska, a droga bardzo kręta. W pewnej chwili słyszymy średnio głośne "łups" i auto nam się troszkę przechyliło. Marek wychodzi i po chwili słychać głośno wymawiane słowa uchodzące niegdyś za nieparlamentarne. Piszę, że niegdyś, bo w dzisiejszym świecie wiele się zmieniło. Okazało się, że jedno koło na zakręcie wpadło w kanał...no i jesteśmy ugotowani. Potrzebujemy pomocy - jakichś 3-4 w miarę silnych mężczyzn, ale dookoła jak zwykle żywego ducha... Za to jakieś 3 kilometry od nas, nad doliną z oazą, po jej drugiej stronie widzimy meczet, a przy nim wiele aut. To pewnie tam się wszyscy mieszkańcy podziali. Chyba nic nie zrobimy i musimy czekać do końca modłów, bo jedyna osoba w pobliżu , a i to po kilkunastu minutach szukania, okazuje się ledwo widzącą staruszką, na której pomoc przy podnoszeniu auta raczej liczyć nie możemy. 40 minut później widzimy, że ludzie zaczynają wychodzić z meczetu. Część z nich zapewne przyjdzie do domów w pobliżu. Parę chwil później pojawiają się trzej mężczyźni, którzy chętnie nam pomagają. Parę sekund wysiłku i jesteśmy uwolnieni. Możemy jechać do Tabas, ale o tym w następnej części...

  • Góry w śniegu
  • Droga do Tabas
  • Pole szafranu
  • Kwiat szafranu
  • Pole szafranu
  • Pole szafranu
  • Zebrany szafran
  • Pole bawełny
  • Bawełna
  • W Kashmar
  • W Kashmar
  • W drodze
  • Droga
  • Wielbłądy
  • W tle wielbłądy
  • Wielbłąd
  • Wielbłąd
  • Smacznego...-)
  • Wioska
  • Wioska
  • W wiosce
  • W wiosce
  • Mansorieh
  • W wiosce
  • Wnętrze
  • W wiosce
  • W wiosce
  • Na tle"cerkwi"
  • W wiosce
  • W wiosce
  • Piękne wydmy za wioską
  • Góry
  • Pola szafranu
  • Zbiór szafranu
  • Zbiory szafranu
  • Ezmirghan
  • Oaza
  • Oaza
  • Oaza
  • Oaza
  • Oaza
  • Oaza
  • W kanale
  • Oaza
  • Bugenwilla
  • Babuleńka
  • Babuleńka
  • Babuleńka
  • Oaza
  • Pomoc
  • Oaza
  • Droga do Tabas

   Tabas to miasto-oaza na pustyni.Nie jest wielkie,nie jest piękne,ale warto je zobaczyć.Wokół miasta jest wielokolorowa pustynia i góry. Tabas nie jest zanieczyszczone tak jak inne miasta,a i ruch tu mniejszy.Miałam nawet wrażenie,że trafiliśmy do sennego miasteczka.Latem panują tu ogromne upały,dochodzące do 50 stopni Celsjusza.W zimie bywają bardzo zimne noce.

    Polecono nam,ponoć najlepszy w mieście, hotel Amir. Niestety dostał nam się mały,ciemny pokój.Hotel położony jest tuż obok wielkiego ronda.Rondo było zdumiewające,miało 6 pasów,a ruchu prawie wcale.Wokół ronda jest mnóstwo małych sklepików i restauracyjek z całkiem niezłym jedzeniem.Jest cukiernia z przepysznymi wyrobami.Turystów z poza Iranu praktycznie nie było w ogóle.Większy ruch zaczyna się wieczorem,kiedy zachodzi słońce.Jest tu mały targ i stoiska ze świeżymi warzywami i owocami.Niestety,ile razy byśmy nie obeszli ronda,piwa nie ma-). Ludzie są tu mili ,życzliwi i przyjaźnie nastawieni.

    Turyści przyjeżdżają tu dla przepięknych oaz,ukrytych w górach,zwłaszcza do najbardziej znanej, Ezmirghan. Własny środek transportu jest w tych okolicach niezbędny,aby zobaczyć oazy. Jest ich sporo i to w znacznej odległości od Tabas.Do Ezmirghan warto się dostać taksówką i tam przenocować,szukając noclegu u mieszkańców ,bądź rozbijając namiot pod palmami.Jest to wiele bezpieczniejsze,niż spanie w hotelu.To rejon sejsmiczny i trzęsienie ziemi zrównałoby nasz hotel z ziemią,o czym uświadomiliśmy sobie już po wyjeździe z miasta.Można też spać pod palmami na rondzie.

   W dniu 16 września 1978 miasto zostało nawiedzone przez trzęsienie ziemi o sile szacowanej na 7,5-7,9 stopnia w skali Richtera, w którym śmierć poniosło około 25 000 osób,a miasto zostalo praktycznie doszczętnie zniszczone.W pobliżu Tabas,ok. 10 km,znajduje się miejscowość Korit-nekropolia po tej katastrofie.
Mieszkańcy miasta lubią też pokazywać turystom miejsce,gdzie rozbił się amerykański helikopter,który leciał do Teheranu po pracowników ambasady.
Miasto ciągle się rozbudowuje.Jest tu kino,basen,port lotniczy,stacja kolejowa.Warto wybrać się do ogrodów Golshan,pełnego palm,drzew pomarańczowych i kwiatów.Tu można schować się przed palącym słońcem.Są w mieście ruiny warowni z okresu Imperium Perskiego i kilka małych meczetów.
Wyrabia się tu piękne,bawełniane obrusy oraz ręcznie tkane dywany, jak również rękodzieła w metalu i kamieniu. Warto zobaczyć zbiór daktyli i sprawność miejscowych ludzi podczas tych prac.

   Z otaczających Tabas gór sprowadza się do miasta wodę.W górach jest duża tama ze zbiornikiem wodnym oraz podziemne tunele,którymi spływa woda,nawadniając miasto oraz otaczające je pola ryżowe.
Niewątpliwie najpiękniejszym miejscem w Tabas jest wspaniały meczet Imamzadeh Hossein Mausoleum.Znajduje się on tuż przy wielkim rondzie ,obok którego mieszkaliśmy.Jest miejscem pielgrzymek,wiec jeżeli trafimy na jakieś święto,czy weekend ,to zapomnijmy o noclegu w hotelu.Przyjeżdżają tu ludzie z wiosek odległych o kilkaset kilometrów.

    Kiedy my byliśmy,teren meczetu był prawie pusty.Zupełna odmiana po Qom ,czy Mashhad.Meczet robi wrażenie zwłaszcza wieczorem i w nocy,kiedy jest pięknie oświetlony.   W pobliżu Tabas jest też kopalnia węgla kamiennego. „ Kopalnia została wybudowana w pierwszej połowie ubiegłego dziesięciolecia przez irańską firmę, funkcjonującą w randze resortu przemysłu ciężkiego, w celu pozyskiwania surowca do produkcji stali. Jest wyposażona w pierwszą w kraju zmechanizowaną ścianę. W poszukiwaniu sprzętu irańscy inżynierowie podróżowali niemal po całej Europie, wizytując kopalnie i firmy w różnych krajach, w tym również w Polsce. Koniec końców zdecydowali się na zakup naszych maszyn i urządzeń. Technicznie nasza oferta najbardziej im odpowiadała, bowiem tamtejsze pokłady charakteryzują się dość dużymi upadami, podobnie jak w kilku kopalniach Kompanii Węglowej - opowiada nadsztygar Witold Kapuściński, który uczestniczył w pracach przygotowawczych ściany w irańskiej kopalni”/fragment z  http://nettg.pl/news/107706/fedrowanie-po-persku /

Informacje własne i z internetu.

Zdjęcia moje i Marka 

  • Meczet
  • Mauzoleum
  • Mauzoleum
  • W mauzoleum
  • Minaret
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Wejście dla mężczyzn
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Imamzadeh Hossein Mausoleum.
  • Budynek
  • Tablica informacyjna przy ogrodach
  • Wejście do ogrodów
  • Ogrody Golsham
  • Ogrody Golsham
  • Ogrody Golsham
  • Ogrody Golsham
  • Ogrody Golsham
  • Ogrody Golsham
  • Mural
  • Mural
  • Mural
  • Mural
  • Mural
  • Mural
  • Mural
  • Mural
  • Na tle muralu
  • Kobieca demonstracja
  • Kobieca demonstracja
  • Kobieca demonstracja
  • Kobieca demonstracja
  • Herbatka czeka-)

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. hooltayka
    hooltayka (18.05.2018 16:50) +1 + -
    Dziękuję Iwonka!
    Iran to faktycznie niesamowity kraj.
    Cieszę się,że spodobała Ci ta część podróży.
    Pozdrawiam w urodziny-))))
  2. iwonka55h
    iwonka55h (17.05.2018 18:50) +1 + -
    Podzieliłam podróż na kilka etapów i dzisiaj dotarłam do końca.
    Bardzo ciekawa relacja, dużo informacji o tym niesamowitym kraju, pełnym uroczych ludzi.
    pozdrawiam
  3. neilos
    neilos (15.05.2018 23:51) +2 + -
    Cóż balbinko, gęsi nie lubią ani czytać, ani myśleć...nawet urocza Gąska Balbinka :)
  4. hooltayka
    hooltayka (14.05.2018 13:01) +2 + -
    Dziękuję!
    Też wolę górskie krajobrazy.
    Na wspomnienia składają się różne rzeczy.
    Najbardziej ceniłam sobie spotkania ze zwykłymi Irańczykami.
    Iran wschodni bardzo się różni od zachodniego pod wieloma względami.
    Będzie kolejna część, bo materiału mam dużo.
    Pozdrawiam Leszku!....:-)
  5. lmichorowski
    lmichorowski (14.05.2018 12:47) +2 + -
    Galeria równie ciekawa jak pierwsza część, choć tamte górskie krajobrazy były chyba bardziej spektakularne. Świetna narracja i zdjęcia. Czy będzie ciąg dalszy? Pozdrawiam. :)
  6. hooltayka
    hooltayka (14.05.2018 7:13) +2 + -
    To jeszcze długa droga przed Tobą.....:-)
    Zawsze jesteś mile widziany.Pozdrawiam i ja!...:-)
  7. lmichorowski
    lmichorowski (14.05.2018 1:43) +2 + -
    Dojechałem do Qom, gdzie sanktuarium Fatimy wzbudziło mój niekłamany podziw i zachwyt. Wrócę jutro... Pozdrawiam. :)
hooltayka

hooltayka

Irena
Punkty: 317684