Ładuję...

kolumber.pl


3 +
2017-11-13

Polinezja Francuska

Opisywane miejsca: Polinezja Francuska
Typ: Blog z podróży

Na przełomie lutego i marca, czyli w okresie, gdy w Europie pogoda zazwyczaj nas nie rozpieszcza, postanowiliśmy wyruszyć w kierunku południowej części Oceanu Spokojnego, aby odwiedzić bajkową Polinezję Francuską. W czasie kilkunastodniowej wyprawy odwiedziliśmy tylko kilka najpopularniejszych wysp.

Raiatea - początek przygody

Po długiej, męczącej podróży oraz pokonaniu jedenastu stref czasowych znaleźliśmy się w tropikalnym raju. W czasie polinezyjskiej przygody naszym domem oraz środkiem transportu stanie się blisko siedemnastometrowy,przestronny i luksusowy katamaran. Jacht wyposażony jest w niezbędną klimatyzację oraz bardzo przydatną odsalarkę, zapewniającą stały dostęp do słodkiej wody. Podczas rejsu chcemy odwiedzić sąsiadującą z Raiatea wyspę Tahaa, następnie przepiękną Huahine, potem legendarną Bora-Bora.Przed wypłynięciem idziemy na spacer do oddalonej o mniej więcej kilometr Uturoa – największej miejscowości na wyspie. Miasteczko jest niewielkie, ale bez najmniejszego kłopotu znajdujemy tam kilka sklepów, w których zaopatrujemy się na kilka najbliższych dni rejsu. Trzeba przyznać, że ceny naPolinezji Francuskiej nie należą do najniższych. Zaopatrzeni w prowiant i dobre humory opuszczamy marinę i kierujemy się ku południowemu krańcowi Raiatea. Wyspa przyciąga gości zainteresowanych dawną cywilizacją. Nosi miano „świętej”, gdyż niegdyś odgrywała ważną rolę w miejscowej mitologii. Była religijnym centrum Polinezji. Pozostałością z tamtych czasów są marea – miejsca kultu starożytnej polinezyjskiej religii. Po zakotwiczeniu w zatoce Hotopuu opuszczamy ponton na wodę i udajemy się na ląd, aby zwiedzić marea. Osoby mniej ekscytujące się śladami historii, kultury i religii równieżpoczują się tu dobrze, ponieważ marea znajduje się obok ładnej piaszczystej plaży, z której rozciąga się piękny widok na turkusową lagunę. Legenda głosi, że przed wiekami z wyspy wyruszali wielcy podróżnicy, którzy przemierzając Pacyfik, na wielkich pirogach potrafili dopłynąć do Nowej Zelandii.A my o poranku, na wygodnym jachcie, opuszczamy Raiatea i płyniemy w kierunku oddalone o czterdzieści mil morskich Huahine.

Huahine – rajski zakątek

Po wpłynięciu do laguny mijamy największą na Huahine iejscowość Fare. Odwiedzamy ją następnego dnia, kierując ię tymczasem na południe. Gdy jesteśmy w pobliżu Motu Vaiorea, zatrzymujemy się i cumujemy do jednej z przystosowanych o tego celu boi. Kąpiel u brzegu piaszczystej plaży przyozdobionej pięknymi wysokimi palmami dostarcza nam sporo przyjemności. Na lądzie znajdujemy niewielką drewnianą chatkę, w której miejscowy rzemieślnik sprzedaje własnopodróżręcznie wykonaną biżuterię. W ofercie są naszyjniki, kolczykii bransoletki. Doceniając autentyczność wyrobów, ich estetykęi niezbyt wygórowaną cenę, kupujemy kilka sztuk. Przednami krótki przeskok do zatoki d’Avea – to miejsce pozwalasię zrelaksować w wakacyjnej atmosferze. Wiatr całkowicieucichł, błękitna powierzchnia wody wydaje się wykonana zeszkła. Tego wieczoru kolację zjemy w jednej z dwóch restauracjiznajdujących się na brzegu. Wybór pada na mieszczącąsię w bezpośrednim sąsiedztwie pomostu restaurację ChezTara. Nietrudno przewidzieć, że na Polinezji Francuskiej najczęściejużywanym językiem jest francuski. Zamawiamy rybyprzygotowane w tradycyjny polinezyjski sposób. Wybór okazałsię doskonały. Jedzenie było bardzo dobre, oryginalnew smaku, a rachunek na rozsądnym poziomie O poranku ruszamy na północ w kierunku Fare. Po drodzemijamy pięknie usytuowany wśród tropikalnej roślinności, jedynyna Huahine, charakterystyczny dla Polinezji hotel składającysię z bungalowów zbudowanych na wbitych w dnopalach. Fare to największa miejscowość na wyspie, ale bardziejtu pasuje określenie wioska niż miasteczko. Mieszkańcyspotykają się na ploteczki w okolicy sklepu, który bez wątpieniajest centralnym punktem tego miejsca. Wyraźnie widać,że mieszkańcy są przywiązani do własnego niespiesznegostylu życia. W Fare chcemy uzupełnić zaopatrzenie oraz znaleźćcentrum nurkowe i skorzystać z jego usług.Laguna wokół Huahine łączy się z oceanem pięcioma kanałami.Woda morska wlewa się do laguny i wylewa z niejpodczas przypływów i odpływów, dzięki czemu kanały sąnajbogatszymi skupiskami rozmaitych form podwodnegożycia, i właśnie dlatego w takim miejscu odbędzie się nasze nurkowanie. Na miejscu zanurzamy się pod wodę. Natychmiastotacza nas kilka wielkich rekinów, które krążą wokółnas z ciekawością. Widać nie jesteśmy dla nich wystarczającoatrakcyjni, bo po chwili odpływają. Rekiny zniknęły, aleemocje i podwyższone tętno pozostały. Wprawdzie atakirekina na człowieka należą do rzadkości, ale bezpośrednikontakt z tymi groźnie wyglądającymi zwierzętami zawszepodnosi poziom adrenaliny. Zanurzamy się głębiej, a gdyjesteśmy bliżej dna, naszym oczom ukazuje się wspaniaływidok: ogromne skupiska niesłychanie barwnych ryb, którepływają we wszystkich kierunkach; trochę dalej dostrzegamydwa wargacze garbogłowe. Są bardzo duże, mają okołopółtora metra długości. Z błękitu ponownie wyłaniają sięrekiny; są mniejsze od poprzednich, ale jest ich kilkadziesiąt.Mamy okazję podziwiać przepiękną rafę koralową, a w oddaliwidzimy ławicę drapieżnych barakud. Przed rozpoczęciemwynurzania mamy spotkanie z żółwiem morskim.Następnego dnia odpływamy w kierunku Tahaa. Na otwartym morzu rzucamy ostatnie spojrzenie na Huahine – pięknyskrawek lądu z uroczą laguną. Wyspa ma dużo zieleni,przepiękne góry, morze z krystalicznie czystą ciepłą wodąi plaże z białym piaskiem. Nie padła ofiarą komercji, królujątu prostota i niewymuszona swoboda. Przetrwał tradycyjnystyl życia.

Tahaa- Waniliowa wyspa

Obieramy kurs na Tahaa nazywaną „waniliową wyspą”; posześciu godzinach słonecznej żeglugi wpływamy do lagunykanałem Toahotu i kierujemy się do zatoki Faaha. Po zacumowaniuudajemy się na ląd, naszym celem jest plantacjawanilii. Dzięki uczynności napotkanych na brzegu mieszkańcówwyspy bez problemu organizujemy transport dwomapick-upami do miejsca docelowego. Tęgawy, pogodnywłaściciel uprawy wanilii w kilku językach opowiada nam, jakwygląda proces powstawania aromatycznych ciemnych lasek.Z pełnym przekonaniem udowadnia, że te pochodzące z Polinezji są – rzecz jasna – najlepsze na świecie. Krótko potym, gdy wracamy na jacht, zapada zmrok, który w tej szerokościgeograficznej nadchodzi bardzo szybko. O porankubudzi nas dynamiczny koncert w wykonaniu kilkunastu kogutówznajdujących się na brzegu. Każdy z nich chce zapiaćnajbarwniej i najgłośniej. Zatoka ma lejkowaty kształt i otoczonajest wysokimi brzegami, co sprawia, że odgłosy wydawaneprzez koguty słychać wyjątkowo intensywnie. Po śniadaniuprzemieszczamy się w okolice małej wyspy Mahaea.Z białego, drobnego piasku wyrastają wysokie smukłe palmy,dookoła turkusowoniebieska woda, w której odbijają siępromienie słońca. Widoki jak z folderu. Po zakończeniu sesjifotograficzno-filmowych oraz kąpielach podnosimy kotwicęi płyniemy dalej. Opływamy lagunę, podziwiając po jednejstronie brzegi Tahaa, a po drugiej nieskończone obszary niesamowiciebłękitnej wody, do której przylega rafa barierowa.Dzień kończymy na kotwicowisku w pobliżu wyspy Tautau.Poranek wita nas pięknym słońcem, co dla nas jest nie bezznaczenia, ponieważ znajdujemy się w pobliżu Motu Tautaunazywanego Coral River – miejsca uważanego za jednoz najlepszych do snorkelingu. Na miejsce nurkowania udajemysię pontonem. Po zanurzeniu się stwierdzamy, że rafajest doskonale zachowana. Koralowce rosną na każdym dostępnympodłożu. Tam, gdzie istnieją koralowce, żyją równieżwielkie ławice pięknych, wielobarwnych ryb. Tych niesamowitychwrażeń możemy zaznać, zanurzając się jedynie nagłębokość około dwóch metrów, korzystając tylko z płetw,maski i fajki. Na nocleg udajemy się do otoczonej górami zatokiHurepiti. Dzień kończy niezwykły zachód słońca, któregopromienie pięknie rozświetlają niebo nad Pacyfikiem. Następnegodnia budzi nas deszcz, który odświeża powietrzei dodaje krajobrazowi nowych barw. Opady są intensywne, alekrótkie. Po niespełna godzinie ponownie wychodzi słońce,a my udajemy się na północny zachód, w kierunku Bora-Bora.

Bora Bora- Perła Polinezji

Wyspa jest malownicza, górzysta i bardzo zielona. To najsłynniejszaspośród polinezyjskich wysp – jej nazwę znają milionyludzi na całym świecie. Bez wątpienia jest wymarzonym miejscemna luksusowe wakacje. My poznamy Bora-Bora z pokładujachtu, nurkując, a także jeżdżąc terenowym samochodempo krętych drogach oraz podczas lotu helikopterem. Powpłynięciu do laguny jedynym możliwym przejściem zatrzymujemysię przy Motutapu. Po kąpielach odpływamy w kierunkupołudniowym i zatrzymujemy się przy wyspie ToopauIti. Tutaj koncentrujemy się głównie na nurkowaniu. Wprawdziepodwodne życie nie wygląda tak spektakularnie jakw Coral River na Tahaa, ale nadal jest przyjemnie i ciekawie.Ostatnim celem dzisiejszej trasy jest zatoka Povai, a właściwielegendarna restauracja Bloody Mary’s. Po zacumowaniu do boi zakładamy eleganckie stroje i udajemy się na ląd.Lokal jest znany z długiej listy VIP-ów, którzy tutaj gościli.W środku zamiast podłogi piasek, drewniane ławki, strzecha.W menu znajdujemy pełne spektrum owoców morza,ale również steki i burgery. Na naszym stole króluje specjałpolinezyjskiej kuchni: sałatka z surowej ryby marynowanejw soku z cytryny i mleku kokosowym. Bardzo udany wieczór.Niesłychanie miła obsługa. Rachunek dosyć wysoki, jednakstosunek jakości do ceny uznajemy za właściwy. Kolejnegodnia odwiedzamy Vaitape, główną miejscowość wyspy.Perły na Bora-Bora do końca pierwszej połowy poprzedniegowieku były wydobywane z naturalnych małży. Obecniewszystkie pochodzą z hodowli. Na odwiedzanych przeznas wyspach wielokrotnie widywaliśmy hodowle pereł, tuw Vaitape możemy odwiedzić eleganckie salony, w którychmożna je kupić. Rząd kontroluje obrót perłami, więc ich legalnyzakup na farmie nie jest możliwy. Wartość perły jestuzależniona od jej barwy, rozmiarów i regularności kształtów.Ceny pojedynczych pereł rozpoczynają się od kilkudziesięciudolarów, a ceny wyrobów, takich jak naszyjniki,sięgają kilkudziesięciu tysięcy.Jednym z celów naszej wizyty w Vaitape jest zorganizowanielotu helikopterem nad wyspą oraz przejażdżki terenowymsamochodem po wyspie. Na Bora-Bora są dwie drogi:jedna biegnie dookoła wyspy, a druga w poprzek. Pierwszawycieczka trwa ponad cztery godziny, dlatego decydujemysię na mniej więcej dwugodzinną trasę prowadzącą przezgórzysty środek wyspy. Droga jest kręta, chwilami stroma.Prowadzi przez tropikalny las. Największe atrakcje czekają nanas, gdy jesteśmy w jednym z najwyższych punktów trasy.Zatrzymujemy się tu, aby podziwiać wspaniałe widoki na baśniowopiękną lagunę. Jesteśmy zauroczeni scenerią, jednakjeszcze nie wiemy, jaki widok czeka nas, gdy będziemy unosićsię nad wyspą w helikopterze. Bora-Bora z lotu ptaka budziskojarzenia z tropikalnym rajem. Połączenie wulkanicznychszczytów, bujnej roślinności, turkusowych zatok, atoli, gdziebiały piasek pokrył koralowe rafy, stwarza kompozycję, którana zawsze pozostaje w pamięci. Dzień pełen niesamowitychwrażeń, kończymy w Yacht Club Bora-Bora, przy chłodnychdrinkach przyrządzonych na bazie miejscowych owoców.O poranku ruszamy w dalszą drogę, tym razem przemieszczamysię do wschodniej części laguny.Pierwszą atrakcją kolejnego dnia jest wizyta w lagoonarium.W kilku połączonych ze sobą basenach mamy okazję pływaćw towarzystwie żółwi morskich, pięknych kolorowychryb i jak zawsze budzących respekt rekinów oraz ogończy.Na pożegnanie gospodarze obiektu częstują nas fantazyjniepodanym schłodzonym ananasem. Przed rozpoczęciemrejsu armator jachtu dokonał prezentacji najatrakcyjniejszychmiejsc na wyspach oraz zaopatrzył nas w przewodnikpo rejonie. Przewodnik i wykład okazały się przydatneprzy szukaniu miejsca, w którym mamy duże szanse spotkaćmanty. Po dopłynięciu pontonem do odpowiedniego miejscawskakujemy do wody i płyniemy na spotkanie z oceanicznymiolbrzymami. Po kilku minutach pojawiają się wyczekiwanemanty. Są potężne, ale niegroźne dla człowieka,a ich pożywieniem jest plankton. Te kilkumetrowe, ważąceponad tonę ryby, majestatycznie przepływają pod nami. Naostatni nocleg na Bora-Bora płyniemy w pobliże Motu PitiAau. Na miejscu widzimy kilkanaście kilometrów kwadratowychprzepięknie turkusowej wody i bajkowe piaszczysteplaże. W takiej scenerii jesteśmy niemal sami; kilkaset metrówod nas stoi tylko jeden jacht. Płyniemy w stronę plaży,na której jesteśmy jedynymi gośćmi. Wkrótce po naszympowrocie na jacht zapada zmierzch, zza widnokręgu wynurzasię księżyc w pełni, rozświetlając wodę.Gdy budzimy się rano, najwyższy szczyt wyspy – Otemanu– osnuty jest delikatną mgłą i niewielkimi białymi chmurami,roślinność u podnóża szczytu mieni się dziesiątkami odcienizieleni. Podnosimy kotwicę i płyniemy w kierunku wyjściaz laguny. Wypłynąwszy na otwarte morze, bierzemy kurs naostatni cel naszej wyprawy, czyli marinę na Raiatea, gdzieoddamy jacht. Kończymy wspaniałą przygodę w cudownymmiejscu. Jutro wsiądziemy do samolotu, aby opuścić raj zagubionyna oceanie i wrócić do Europy..

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. pt.janicki
    pt.janicki (29.04.2018 21:28) +2 + -
    ...mnie udało się parę dni temu wrzucić zdjęcie z podróży -

    http://kolumber.pl/photos/show/golist:150535/page:2

    - myślę, że dla Polinezji Francuskiej Kolumber też okaże łaskawość ... :-) ...
  2. globtourist
    globtourist (26.04.2018 10:18) +2 + -
    nic nie poradzę że opcja ta jest niemożliwa...
  3. globtourist
    globtourist (02.02.2018 13:44) +4 + -
    gdyby tylko można je było sprawnie dodać :)
  4. s.wawelski
    s.wawelski (26.12.2017 11:05) +3 + -
    Tak, to prawda. Owszem, tez jestem zdania, ze przydaloby sie tu kilka zdjec...
  5. pt.janicki
    pt.janicki (17.11.2017 22:07) +2 + -
    ...dawno, dawno temu, gdy marzenia o dalekich podróżach poprzedzały marzenia o zdobyciu najpierw promesy na 100, później 130 dolarów, potem o zdobyciu paszportu, inspiracją do takich działań były kolorowe artykuły w min.: "Poznaj Świat", "IMT", "Morzu" i czarno-białe filmy w TVP. Teraz nie musimy marzyć o dalekich i bliższych podróżach. Teraz marzymy, żeby Kolumber wreszcie pozwalał na publikowanie zdjęć!

    Na szczęście każda sytuacja ma plusy dodatnie i ujemne. A tym pierwszym może być to, że czytając taką relację jak Twoja, Piotrze, rozwija się wyobraźnię ... :-) ...
globtourist

globtourist

Piotr
Punkty: 58