Ładuję...

kolumber.pl


Nie wiem co ma w sobie ten skrawek ziemi leżący gdzieś na środku Morza Śródziemnego, który na mapach jest zaledwie kropką. Malta ma jakąś niewytłumaczalną siłę, która przyciągała tu ludzi od zawsze. Tu znajdują się najstarsze budowle na świecie a przez tysiąclecia ten skrawek lądu chciały posiadać liczne nacje tocząc o niego zaciekłe boje. Wydawać by się mogło, że to najmniej atrakcyjny kawałek lądu w całym basenie Morza Śródziemnego. Nie ma tu wody (nie ma ani jednej stałej rzeki) ani żyznej ziemi, tylko skały. Do tego powierzchnia Malty (wszystkich wysepek wchodzących w skład tego państewka) odpowiada powierzchni Krakowa. Ta sama niewytłumaczalna siła przyciągania nie dawała mi spokoju od wielu lat. Skoro przez tysiąclecia ludzie nie potrafili się tej sile oprzeć to i ja się poddałem…  Pora zimowa wydawała mi się najlepsza na zwiedzanie bo ludzi mniej i nie ma upałów tylko przyjemne 16-18 °C. Wprawdzie dwa tygodnie przez moim lądowaniem Maltańczycy wpadli w panikę bo zapowiadano jedynie 9 °C a do tego wiatr i temperatura odczuwalna miała wynosić około 0°C. Dla nich to klęska żywiołowa. Jednak ostatnie oznaki zimy widziałem w drodze na Maltę lecąc nad Sycylią gdzie Etna wspaniale prezentowała się w śnieżnej szacie.

Po wylądowaniu w Luqa, odbieramy samochód z wypożyczalni i ruszamy w kierunku Gozo. Pierwsze kilometry są trudne bo ruch lewostronny a tu same ronda, które dla „prawostronnych” są największą zmorą. Za każdym razem zamiast skrzyni biegów chwytam klamkę drzwi. Do tego zaczęło lać. Z czasem wydaje mi się, że sytuacja jest opanowana ale jak zerkam we wsteczne lusterko to za mną cały czas sznur samochodów. Można by przypuszczać, że typowy Maltańczyk będzie pod względem charakteru połączeniem Włocha z Arabem czyli ‘ręka z klaksonu nie schodzi’ a tu…?! Kilometrami jadą za mną i nikt się ani trochę nie zdenerwuje. Przez tydzień ani razu nikt na mnie nie zatrąbił! Niewiarygodne!

Docieramy do przystani promowej. Po drodze mijamy ciekawe miejsca ale ja tak jestem pochłonięty sytuacją na drodze, że trudno mi podziwiać mury Mdiny czy zatokę Mellieha. Do tego leje coraz bardziej. Płynąc promem koło Comino trudno cokolwiek zobaczyć przez strugi deszczu. Ale od jutra ma być już słońce.

Pierwszą rzecz jaką robimy na Gozo to szukamy w Nadur pizzerii uchodzącą za najlepszą na całej wyspie. Gdyby nie to, że mamy nawigację to poruszanie się w labiryncie wąskich uliczek byłoby koszmarem. Tym bardziej, że na Gozo nie ma wcale drogowskazów. Pewnie tubylcy wyszli z założenia, że wyspa jest na tyle mała, że trudno się tu zgubić. Pizzeria jest zaskoczeniem. To są drzwi z ulicy po otwarciu których znajdujemy się w kuchni z piecem. W środku dwie starsze panie. Jedna składa pudełka na pizze. Po rozejrzeniu się po kuchni widzimy całe ściany pokryte pudełkami, tysiącami poskładanych pudełek, setkami tysięcy poskładanych pudełek. Pewnie starczy na kilkanaście lat. Niemniej pani składa dalej. Przyjmuje od nas zamówienie, oczywiście nie przerywając składania pudełek. Druga pani do tej pory bezrobotna, po przyjęciu zamówienia zaczyna robić dla nas pizze. Będą gotowe za 20 min. Możemy stojąc w progu przyglądać się niespiesznym zajęciom obydwu pań czyli składaniu pudełek i urabianiu ciasta albo zaczekać na ulicy. Wybieramy tę drugą opcję. Jest niedzielne popołudnie wąska uliczka jest zupełnie pusta, miasteczko sprawia wrażenie wymarłego. Wydaje nam się, że do tej pizzerii  nikt nie trafia. Jesteśmy w błędzie. Po kilku minutach zjawia się para młodych ludzi a po następnych kilku znowu ktoś. Czekamy cierpliwie na pustej ulicy a w środku jedna pani składa pudełka druga  niespiesznie robi pizze. Cała ta sytuacje i klimat tego miejsca zostanie w mojej pamięci bardzo długo. Podobnie jak smak pizzy. Rewelacyjny!

Drugą rzeczą jaką zrobiliśmy na Malcie to zakupy. Jest niedziela dlatego na wyspie Malta wszystkie sklepy są zamknięte. Wyspa Gozo rządzi się swoimi prawami tzn. otwarty jest jeden sklep Lidl, żeby nie było niedomówień sklepy tej marki na wyspie Malta w niedziele są zamknięte. Jeden kraj (w zasadzie to mikro państwo), dwie wyspy, dwa różne światy. Jeżeli ktoś liczy, że w niedzielę zrobi zakupy na stacji benzynowej to jest w błędzie. Na żadnej stacji benzynowej w tym państwie nie ma sklepu, nie ma nic poza paliwem, nawet obsługi. Ale do tematu tankowania wrócę ostatniego dnia. Po zakupach jedziemy do Marsalform tu mamy zarezerwowany hotel na czas pobytu na Gozo. W hotelu małe zaskoczenie bo w pokoju jest dość chłodno, żeby nie powiedzieć zimno. Okazuje się, że na Malcie w ogóle nie ma ogrzewania. Nigdzie. Jak potrzeba to używa się do tego klimatyzatorów… 

  • Etna zimą
  • Pierwsze spojrzenie na Maltę

Przed śniadaniem wychodzę na spacer z aparatem ale szybko przegania mnie deszcz. Prognozy mówią, że od 9.00 będzie już tylko błękitne niebo. Patrząc na ciężkie deszczowe chmury nabieram wątpliwości co to tych prognoz. Gdy o 9.00 wychodzimy z hotelu świeci słońce i tak pozostanie przez cały tydzień. W duchu przepraszam synoptyka z portalu maltaweather.com  za mój brak wiary w jego prognozy. Portal oprócz szczegółowej pogody na lądzie podaje też prognozy odnośnie stanu morza. Są to pewnie informacje bardzo ważne dla Maltańczyków skoro wokół tylko morze ale jeszcze ważniejsze dla turystów o czym się później przekonam.

Zwiedzanie Gozo zaczynamy od północno-zachodniego wybrzeża, które zwykle jest pomijane przez turystów. Nie wynika to z tego, że jest nieatrakcyjne ale z faktu, że trudno tu dojechać. Po malowniczych panwiach solnych i  wąskiej zatoczce Wied Il-Għasri docieramy do Wied Il-Mielaħ tzw. „małego azur window”. Nazwa nie odnosi się do wielkości a raczej popularności. Turyści tu jeszcze nie docierają wybierając właściwe Azur Window. Jednak biorąc pod uwagę, że wynik walki sił natury z potężnym choć kruchym skalnym mostem jest łatwy do przewidzenia pewnie kiedyś tu trafią turyści gdy ikona wyspy legnie w gruzach. Za Wied Il-Mielaħ  kończy się jakakolwiek droga ale widoki są tak piękne, że porzucamy samochód i dalej udajemy się pieszo aż do Hekka Point. Potem jedziemy w głąb wyspy. W spokojnym i bardzo klimatycznym Għarb możemy podziwiać wspaniały kościół, kilka kilometrów dalej jest sanktuarium Ta’Pinu, święte miejsce Maltańczyków. Kościoły na Malcie są wszędzie. Jest ich podobno tyle ile dni w roku. A większość z nich to nie są małe kościółki tylko gigantyczne świątynie. Niemal z każdego punktu czy to na Malcie czy Gozo widać kilkanaście ogromnych kopuł górujących nad małymi wioskami bądź miasteczkami.

Docieramy do Victorii a raczej Rabatu bo Maltańczycy wolą używać starszych arabskich nazw niż oficjalnych. To stolica Gozo i w skali wyspy metropolia. Nad miastem a co za tym idzie całą wyspą góruje cytadela. Warto pozaglądać w jej zakamarki i popodziwiać panoramy rozciągające się z jej murów a potem zejść na dół i w którejś z wąskich uliczek  spróbować pastizzi. To maltańska specjalność idealna na południową przekąskę. Mała rzecz a cieszy (syci). Pastizzi w południe stanie się naszym codziennym rytuałem. Najlepsze jest z ricottą ale z nadzieniem z bobu bądź szpinaku niewiele mu ustępują.

Potem kierujemy się na południowo zachodni kraniec wyspy by podziwiać piękne panoramy południowego wybrzeża. Stąd już kierujemy się prosto do Qawra. W wyborze drogi naiwnie zaufaliśmy mapom zarówno tej elektronicznej jak i papierowej, które miały nas poprowadzić najkrótszą drogą. Droga ze złej stawała się tragiczna. Kiepski asfalt, zastąpiły kamienie, których z czasem było coraz mniej. Co chwilę droga ginęła w ogromnych kałużach (to efekt ostatnich opadów), których głębokość pozostawała zagadką. Niestety odwrotu nie było bo droga była na szerokość naszego samochodziku i ani metra więcej by móc myśleć o zawróceniu. Zarówno ja jak i nasza corsa daliśmy radę choć łatwo nie było… Dotarliśmy do asfaltu i po kilku chwilach byliśmy w Qawra. Tu znajdują się: Inland Sea, Blue Hole, Fungus Rock  no i obiekt westchnień wszelkiej maści podróżników z całego świata Azure Window. O tym, że dni (a może lata bądź dziesięciolecia bo któż naturę odgadnie) tego cudu są policzone świadczy fakt że wprowadzono zakaz wstępu na „skalną kładkę”. Może nie jest on bezwzględny ale na pewno kosztowny. Jak mnie pamięć nie myli to taki ‘bilet wstępu’ kosztuje 5000 euro. Nie skusiłem się. W drodze do hotelu postanawiamy jeszcze raz odwiedzić panwie solne by nacieszyć oczy i matrycę aparatu ich widokiem w blasku późnopopołudniowego słońca.

  • Poranek w Marsalform
  • Poranek w Marsalform
  • Panwie solne
  • Północne wybrzeże Gozo
  • Północne wybrzeże Gozo
  • Wied Il-Għasri
  • Małe Azur Window
  • Północne wybrzeże Gozo
  • Północne wybrzeże Gozo
  • Północne wybrzeże Gozo
  • Għarb
  • Għarb
  • Ta’Pinu z daleka
  • Ta’Pinu z bliska
  • Ta’Pinu jeszcze raz
  • Gozo
  • Cytadela w Victorii
  • Cytadela w Victorii
  • Cytadela w Victorii
  • Ulice Victorii
  • i uliczki Victorii
  • Południowo-zachodnie wybrzeże Gozo
  • Azure Window
  • Azure Window
  • Fungus Rock
  • Fungus Rock

Drugi dzień na Gozo zaczynamy od Xlendi. To miejscowość położona na samym końcu wąskiej skalistej zatoczki głęboko wcinającej się w ląd. Potem wspinamy się by dotrzeć do ciągnących się przez kilka kilometrów południowego wybrzeża klifów. Od strony zachodniej nazywają się Sannap by od strony wschodniej przyjąć nazwę pobliskiej mieściny Ta'Ċenċ. Białe, wysokie, majestatyczne… Warto też spojrzeć w drugą stronę czyli na północ bo widziana stąd panorama wyspy jest równie piękna. Miasteczka rozsiane pośród soczyście zielonych pagórków z górującą cytadelą i kopułami kościołów. Bez trudu rozpoznajemy te, które widzieliśmy wczoraj i te, które mamy zamiar zobaczyć dzisiaj. Po tych imponujących panoramach mamy zamiar dojechać do kolejnej uroczej zatoczki Mġarr Ix-Xini znanej z filmu Nad morzem nakręconego przez  Brada Pitta i Angelinę Jolie. Widoki Mġarr Ix-Xini to zdecydowanie najmocniejszy (jeżeli nie jedyny mocny) punkt tego filmu. Do zatoczki nie docieramy bo jedyna  droga do niej prowadząca jest zamknięta. Niepocieszeni kierujemy się do Xawkija. W podziwianych od dwóch dni panoram Gozo spośród wielu sylwetek kościołów jedna zdecydowanie się wyróżnia. To Rotunda w Xawkija. Największymi kopułami na świecie jakie człowiek wybudował jest ta na bazylice św.Piotra w Rzymie, potem Hagia Sophia w Stambule. Trzecie i czwarte miejsce zajmują kopuły na Gozo (właśnie ta w Xawkija) i na Malcie w miejscowości Mosta. Która zajmuje trzecie a która czwarte miejsce to nierozstrzygnięty spór dzielący od lat mieszkańców Gozo i Malty. Antagonizmów jest więcej ale ten jest kluczowy. Zaskakuje to, że jest to współczesna budowla bo wzniesiono ją w drugiej połowie XX w i powstała głównie ze składek okolicznych rolników i rybaków.

Jedziemy kilka kilometrów dalej i stajemy przed Ġgantiją w Xagħra. Malta znana jest też (a może przede wszystkim) z megalitycznych świątyń. Jest ich tu ponad pięćdziesiąt z czego kilkanaście można zwiedzać. My zaplanowaliśmy zwiedzić trzy. Jedną z nich jest właśnie Ġgantija w Xagħra. A jest ona szczególna. Bo jest najstarszą budowlą wzniesioną przez człowieka na naszej planecie. Nie Stonehenge, nie egipskie piramidy a właśnie Ġgantija. Tę świątynię zbudowano 7 tys. lat temu. Ktoś powie: kamieni kupa. Zgoda ale za to z jakim rodowodem…

W Xagħra znajduje się też Ta’Kola dawny młyn a na głównym placu (a jakże) ogromny kościół. Wydaje się, że każde miasteczko (choć czy to są już miasteczka czy jeszcze wioski) wygląda podobnie. Klimat niczym na południu Włoch: główny plac, domy z jasnego kamienia, ogromny kościół plus obowiązkowy angielski akcent: czerwona budka telefoniczna i niebieska latarnia symbol posterunku policji (to jeszcze spuścizna po brytyjskim panowaniu). Choć ten obraz powtarza się kilka razy dziennie nam podoba się wciąż niezmiennie. Gozo ma także plaże, by zobaczyć najładniejszą z nich jedziemy na punkt widokowy Calypso Cave. Tu można było też kiedyś wejść do jaskini Kalypso ale po jej zawaleniu się pozostaje tylko piękny widok na plażę Rambla z pomarańczowym piaskiem. Jakby widoków było nam jeszcze mało jedziemy do Qala. Stąd najlepiej widać Comino, wysepkę pomiędzy Gozo a Maltą, po której mamy zamiar jutro pospacerować. A, że popołudniowe słonko właśnie pięknie Comino oświetlało to z niejednych ust ‘och i ach’ można było usłyszeć. Niedaleko jest Daħlet Qorrot maleńka przystań rybacka położona wśród fantazyjnie wyrzeźbionych przez naturę skał. W tych skałach wykuli swoje garaże rybacy. Różnokolorowe drzwi dodają uroku. Po powrocie do samochodu za szybą znajdujemy kwitek. Wygląda na mandat za parkowanie.Po godzinie wystawienia domyślamy się, że został wypisany podczas naszego pobytu w Ġgantija. Jesteśmy zaskoczeni bo solennie przestrzegamy nieparkowania wzdłuż podwójnej żółtej linii… I tak wracamy przez Xagħra więc próbujemy się coś dowiedzieć. Okazuje się, że zostawiliśmy samochód koło jakiegoś urzędu gdzie należy zapłacić za postój. Uczynni Maltańczycy tłumaczą nam, że nie załatwimy tej sprawy w i tak zamkniętym już posterunku policji tylko w Victorii gdzie znajduje się instytucja zbierająca haracz za parkowanie. By choć trochę poprawić sobie humor postanawiamy zjeść coś w podobno bardzo dobrej knajpce na głównym placu z widokiem (a jakże) na ogromną fasadę barokowego kościoła. Ale knajpka będzie otwarta dopiero o 19.30 czyli za dwie godziny. Przypominamy sobie, że rano będąc w Xlendi widzieliśmy kilka knajpek na brzegiem zatoczki. Mimo, że mamy do pokonania pół wyspy zajmuje nam to 10 min. Knajpek jest kilka do wyboru ale nie samo jedzenie jest w tym momencie najważniejsze (choć było bardzo dobre) ale cudowny widok z tarasu. Jak rano wspomniałem Xlendi to bardzo wąska zatoka głęboko wcinająca się w ląd, taka wyrwa w wysokich skałach. I pośrodku tej wyrwy, przeglądając się w wodach zatoki zachodziło słońce. Gdybyśmy byli miesiąc wcześniej lub później słońce chowałoby się za skały. My mieliśmy szczęście być tu i teraz i zjeść kolację w tak niesamowitych okolicznościach przyrody. Tłumaczę to sobie jako rekompensatę od Gozo za 24,65 euro mandatu.

  • Xlendi
  • Gozo
  • Klify Sannap
  • Gozo
  • Gozo
  • Klify Ta'Ċenċ
  • Rotunda w Xawkija
  • Ġgantija w Xagħra
  • Ġgantija w Xagħra
  • Ġgantija w Xagħra
  • Ġgantija w Xagħra
  • Ta’Kola w Xagħra
  • Xagħra
  • Rambla Bay
  • Widok na Comino
  • Widok na Comino
  • Daħlet Qorrot
  • Kolacja w Xlendi
  • Cytadela w Victorii

Rano mamy zamiar opuścić Gozo ale jeszcze pozostaje ten nieszczęsny mandat. W Victorii pytamy człowieka pobierającego opłaty na parkingu jak możemy dość do tej firmy od opłat. Parkingowy tak się przejmuje że najchętniej porzucił by swoją pracę żeby tylko nam pomóc. Za jego wskazówkami trafiamy bez problemu i w pierwszym pokoju załatwiamy wszystko w minutę. Miły człowiek robi nam ksero wszystkich kwitków, jak mówi na wszelki wypadek gdyby wypożyczalnia próbowała nas dodatkowo obciążyć. Jesteśmy w szoku. Gdyby tak u nas kiedyś obsługiwano w jakimś urzędzie… Po powrocie na parking nasz zaprzyjaźniony parkingowy cieszy się nie mniej niż my, że udało się sprawnie wszystko załatwić.

Teraz jedziemy do portu i przeprawiamy się na Maltę ale po dopłynięciu do Cirkewwa zamieniamy duży prom na małą łódkę i płyniemy na Comino. To trzecia z maltańskich wysp. Mała i prawie bezludna wysepka (mieszka tu kilka osób) słynie z Błękitnej Laguny. W lecie jest tu mnóstwo osób, którzy przypływają tu na kilka godzin by cieszyć się słońcem i popluskać się w tych rajskich wodach.Teraz jest tylko garstka osób i nic nam nie przeszkadza by podziwiać turkusowo-zielono-niebieskie wody laguny. Spacerujemy wzdłuż skalistych brzegów wysepki i podziwiamy piękne widoki. Niesamowite plenery Błękitnej Laguny i Comino docenili Madonna i jej ówczesny mąż, reżyser Guy Ritchie. Nakręcili tu Rejs w nieznane – o parze, która wylądowała na bezludnej wyspie.

Wracamy na Maltę. Tu kierujemy się pod Red Tower, jedną z wież jakich wiele można spotkać na Malcie. Ta wyróżnia się kolorem i obszerną panoramą jaka się z niej rozciąga. Widać stąd całe państwo. Możemy się przekonać, że wyspa Malta nie jest tak zielona jak Gozo. Docieramy do Anchor Bay gdzie znajduje się Popeye Village –wioska, którą wybudowano na potrzeby filmu Popeye, z Robinem Williamsem w roli głównej. Film nie odniósł sukcesu ale przebojem stała się wioska, która od kilkudziesięciu lat przyciąga turystów.

Popołudnie spędzamy spacerując wzdłuż: Golden Bay, Għajn Tuffieħa Bay i Gnejna Bay. To wg mnie najładniejszy zakątek wyspy. Strome zielone zbocza przechodzą w plaże z pomarańczowym piaskiem, do tego różnokolorowe fantazyjne formy skalne. Na Għajn Tuffieħa Bay prowadzi 187 schodów a zbocza poprzecinane są siatką ścieżek. Obojętnie, którą drogę wybierzemy na spacer podjęty trud i tak będzie czystą przyjemnością. Wieczór mamy zamiar spędzić w Mdinie. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze na krótko w Mġarr i Mosta. W Mġarr znajduje się tzw. jajeczny kościół nazwany tak ze względu na owalną kopułę powstałą z datków okolicznych hodowców kur sprzedających jaja. Sądząc po ogromie świątyni branża była bardzo dochodowa. Niemniej kościół w Mġarr nie może się równać z tym w miejscowości Mosta. To tu znajduje się jedna z największych kopuł na świecie. Tu podczas II wojny światowej zdarzył się tzw. ‘cud Mosty’. Gdy kościół był pełny wiernych wpadła do niego bomba, która nie wybuchła a jedynie potoczyła się po podłodze.

W blasku zachodzącego słońca możemy podziwiać katedrę i mury Mdiny. Zanim zatopimy się w uliczki tego pięknego miasteczka postanawiamy zjeść w obiad w przylegającym Rabacie. Lokal, w którym mieliśmy zamiar zjeść jest czynny tylko do 15! Dzień wcześniej jeszcze na Gozo otwierali restaurację po 19.30. Trudno ogarnąć zasady jakimi rządzi się maltańska gastronomia. Ponieważ słyszeliśmy o tym lokalu dużo dobrego odgrażamy się, że jeszcze tu wrócimy. Tymczasem udajemy się do pobliskiego baru Crystal Palace. Nie należy się sugerować nazwą gdyż lokal ten ma wygląd podrzędnej spelunki, do której zaglądają miejscowi by pooglądać wspólnie mecz w TV. Ale to tu serwuje się najlepsze pastizzi na Malcie. Mdina nazywana Miastem Ciszy to dawna stolica Malty, zatrzymany w czasie kawałek średniowiecznego świata. Miasto Ciszy to bardzo trafne określenie zwłaszcza teraz wieczorem gdy turyści już je opuścili i w samotności możemy spacerować wąskimi uliczkami. W restauracji na murach miasta jemy spóźniony obiad z fantastycznym widokiem na pół Malty i podświetloną kopułę w Moście na pierwszym planie. Tu też serwują przepyszne desery a w szczególności ciasto czekoladowe. Porcje są ogromne toteż za karę robimy jeszcze jedną rundę po uliczkach Mdiny. Teraz miasto oświetlone ulicznymi latarniami sprawia wrażenie pogrążonego we śnie. Marzy nam się jeszcze by pospacerować po Mdinie o poranku... Teraz jednak musimy jechać do Sliemy gdzie mamy zarezerwowany hotel a to już zupełnie inny świat. 

  • Odpływamy z Gozo
  • Płyniemy na Comino
  • Comino. Błękitna Laguna
  • Comino. Błękitna Laguna
  • Comino
  • Comino
  • Comino
  • Comino
  • Comino
  • Comino
  • Comino
  • Comino
  • Malta. Zachodnie wybrzeże
  • Red Tower
  • Popeye Village
  • Popeye Village
  • Popeye Village
  • Golden Bay
  • Għajn Tuffieħa Bay
  • Għajn Tuffieħa Bay
  • Għajn Tuffieħa Bay
  • Għajn Tuffieħa Bay
  • Għajn Tuffieħa Bay
  • Għajn Tuffieħa Bay
  • Għajn Tuffieħa Bay
  • Għajn Tuffieħa Bay
  • Għajn Tuffieħa Bay
  • Mġarr. Jajeczny kościół
  • Mosta
  • Kopuła w Moście
  • Mdina
  • Mdina
  • Mdina. Katedra.
  • Widok z murów Mdiny
  • Mdina
Wstępnie zwiedzanie Valletty planowaliśmy na kolejny dzień ale czy to piękna panorama miasta widziana z nadbrzeża Sliemy czy jakieś wewnętrzne przeczucie spowodowało, że ruszamy już dzisiaj.  Nasz hotel dzieli od Valletty tylko zatoka Marsamxett, którą pokonujemy w 10 min promem. Valletta jest mała ale wciąga na wiele godzin. Spacerujemy stromymi, wąskimi uliczkami podziwiając kamienice oblepionymi charakterystycznymi balkonami.Czas mija szybko a nie można przegapić uroczystej salwy armatniejo 12 w południe w Górnych Ogrodach Barracca. Wisienką na torcie tego miasta-muzeum jest położona w jego sercu katedra św.Jana. Z zewnątrz dość masywna, niepozorna a wewnątrz przepych jaki trudno znaleźć gdziekolwiek indziej. Trasa zwiedzania katedry jest tak poprowadzona by prawdziwą perełkę zostawić na koniec a mianowicie obraz Caravaggia – Ścięcie św. Jana Chrzciciela. Wiele wspaniałych rzeczy pozostawili po sobie joannici rządzący wyspą ponad 250 lat, niemniej sami Maltańczycy z ulgą i radością się ich pozbyli. Pod reprezentacyjnym budynkiem Auberge de Castille dowiadujemy się, że jutro odbywa się tu szczyt państw UE i miasto będzie zamknięte. Dobrze jest czasem kierować się przeczuciem. By poznać w pełni urok Valletty koniecznie należy ją zobaczyć od strony wody. Dlatego popołudniu decydujemy się na 1,5 godzinny rejs po Grand Harbour. Podczas rejsu można obejrzeć też Trzy Miasta znajdujące się po drugiej stronie Grand Harbour i poznać bohaterską postawę maltańczyków podczas oblężeń wyspy przez Turków osmańskich i w czasie II wojny światowej. Wątek filmowy przewija się podczas całej mojej podróży bo Malta to wielki plener filmowy. Kumulacja jednak następuje tutaj. Lista filmów, które tu kręcono jest bardzo długa m.in. Gladiator,TrojaAleksanderMidnight Express, Gra o tronKapitan PhillipsHrabia Monte Christo, Monachium... Niemal codziennie jest tu kręcony jakiś film.
  • Porannym promem do Valletty
  • Ulice Valletty
  • Ulice Valletty
  • Ulice Valletty
  • Ulice Valletty
  • Ulice Valletty
  • Balkony, balkony
  • Balkony, balkony
  • Balkony, balkony
  • Ulice Valletty
  • Valletta
  • Widok z Górnych Ogrodów Barracca
  • Valletta
  • Widok na Senglea
  • Valletta. Katedra św.Jana
  • Valletta
  • Valletta. Auberge de Castille
  • Valletta. Auberge de Castille
  • Valletta od strony morza
  • Valletta od strony morza
  • Valletta od strony morza
  • Valletta od strony morza
  • Trzy Miasta od strony morza
  • Trzy Miasta od strony morza
  • Trzy Miasta od strony morza
  • Wieczorna Valletta

Rano ruszamy na południe wyspy. Chcemy jak najwcześniej dotrzeć do przystani, z której można popłynąć do Blue Grotto. Prognozy odnoszące się do stanu morza mówią o raczej niewielkich falach jednak na miejscu okazuje się, że i tak są one zbyt groźne by płynąć do groty. Słyszymy od obsługi, że może jutro… Spróbujemy. Na razie pozostaje nam podziwiać Blue Grotto od strony lądu. Widok również imponujący. Nieopodal znajdują się ĦaġarQim i Mnajdra, dwie najbardziej popularne świątynie megalityczne. Z przyjemnością kolejny raz cofamy się kilka tysięcy lat wstecz.

Potem jedziemy do Marsaxlokk rybackiej wioski (a może miasteczka?) znanego z pocztówkowego widoku na zatokę pełną kolorowych łodzi luzzu. Tutejsze knajpki słyną z najlepszych ryb i owoców morza. Przekonujemy się o tym osobiście. Ryba wspaniała, widoki piękne, słonko świeci… nie chce się ruszać dalej. Bodźcem może być uwaga tubylca, który widząc aparat na mojej szyi poleca mi fajne miejsce do zrobienia zdjęć. Jest 3 km stąd i nazywa się St.Peter’s Pool. Wiemy o nim i mieliśmy tam właśnie jechać niemniej bardzo dziękujemy za podpowiedź. Czy już pisałem, że Maltańczycy są mili i sympatyczni? Miejsce okazuje się faktycznie bardzo fotogeniczne. Niesamowite skały o fantazyjnych kształtach porozrzucane na skalistej plaży wyglądają niczym te na Pustyni Białej w Egipcie.

Późne popołudnie chcemy spędzić w Trzech Miastach. Zanim tam docieramy podziwiamy po drodze ogromny barokowy kościół w Zabbar. Trzy Miasta jak potocznie określane są: Vittoriosa, Senglea i Cospicua mieliśmy przyjemność już wczoraj obejrzeć od strony wody podczas rejsu po Grand Harbour. Teraz pora na obejrzenie ich z lądu. Każde miasteczko to osobny półwysep mocno wcinający się w zatokę. Na końcu jednego z nich jest  wartownia, na której znajdują się słynne ‘Oko i Ucho’ symbole czujności.  Miasteczka są piękne i wolne od turystów, żyją swoim rytmem.W lokalnym sklepiku uzupełniamy zapas Ciska (lokalnego piwa) i Kinnie. To taka maltańska coca-cola, z tą różnicą, że w odróżnieniu od amerykańskiego potentata ta gasi pragnienie. I mimo, że jesteśmy tu raptem kilka dni stwierdzamy, że jej smak mocno uzależnia. 

  • Okolice Blue Grotto
  • Blue Grotto
  • ĦaġarQim
  • ĦaġarQim
  • ĦaġarQim
  • ĦaġarQim
  • Mnajdra
  • Mnajdra
  • Mnajdra
  • Mnajdra
  • Marsaxlokk
  • Marsaxlokk
  • Marsaxlokk
  • Luzzu
  • Luzzu
  • Luzzu
  • Piękne luzzu i 'brzydkie kaczątko'
  • Dawnej Malty czar
  • Marsaxlokk
  • Marsaxlokk
  • Marsaxlokk
  • St.Peter’s Pool
  • St.Peter’s Pool
  • St.Peter’s Pool
  • St.Peter’s Pool
  • St.Peter’s Pool
  • Zabbar
  • ‘Oko i Ucho’ w Senglea
  • Spacer po Trzech Miastach
  • Spacer po Trzech Miastach

Dzień zaczynamy od spełnienia jednego z naszych marzeń czyli spacer po Mdinie wczesnym rankiem. Jest magicznie. Potem postanawiamy sprawdzić czy aby nie uda się dzisiaj popłynąć do Blue Grotto. Niestety stan morza bez zmian. Potem jedziemy wzdłuż klifów Dingli. Mimo, że są bardziej popularne od klifów na Gozo to moim zdaniem mniej spektakularne. Odbijamy do Buskett Gardens. Jest to niewielki las, który dla maltańczyków jest ogromną atrakcją bo to jedyny obszar zadrzewiony w tym państwie. My jesteśmy rozczarowani bo na tle innych atrakcji jakie oferuje Malta ta wypada blado i nie zmienia tego fakt, że w tym lesie oprócz świerków i dębów rosną też pomarańcze.

Następnie odnajdujemy Clapham Junction - tajemnicze koleiny. To największa zagadka Malty. Nie wiadomo z jakiego okresu pochodzą koleiny, nie jest też do końca jasne, jakie było ich przeznaczenie. Teorii jest wiele począwszy od neolitycznych środków transportu a skończywszy na kosmitach. Ich nagromadzenie w tym miejscu jest tak duże, że wyglądają jak duży węzeł kolejowy stąd też ktoś wpadł na pomysł by miejsce to nazwać Clapham Junction jak najbardziej ruchliwą stację kolejową w Londynie.

Potem skręcamy w zupełnie podrzędną drogę bo zachciało nam się Malty takiej z dala od utartych szlaków turystycznych. Po kilkuset metrach zaczynam żałować mojej zachcianki bo droga jest wąska a po obydwu stronach są wysokie kamienne murki. Mam wrażenie, że przeciskam się na grubość lakieru. Nawet wolę nie myśleć co będzie jak ktoś będzie jechał z naprzeciwka. Jakie jest moje zdziwienie jak przed jednym z domów widzę dużą ciężarówkę. Jak ona tu dojechała skoro to jedyna droga??? Mam wrażenie, że mógłby się jeszcze wiele nauczyć od Maltańczyków jeżeli chodzi o jazdę samochodem zwłaszcza takim z kierownicą po prawej stronie. Po kilku kilometrach docieramy do wioski Tal-Lunżjata. Można tu spotkać osiołka zaprzęgniętego w dwukołowy wózek, stare samochody i mały kościółek, który jest największym zaskoczeniem. Przecież na Malcie każda miejscowość nawet mała wioska ma ogromny kościół… Wracamy tą samą drogą stąd jedziemy w napięciu nasłuchując z której strony zarysujemy o kamienny mur nasz samochód. Samochód wychodzi bez szwanku, jedyne rysy pozostały na mojej psychice.

Po drodze przypominamy sobie, że odgrażaliśmy się, że wrócimy jeszcze do pewnego lokalu w Rabacie. Jest godzina 14 więc dzisiaj musi się udać. Il Baxa bo tak się nazywa ta maltańska restauracja jest prowadzona przez dwóch brodatych braci(?), z których jeden pilnuje sali a drugi osobiście przyrządza wszystkie dania. Smacznie, tanio i w przesympatycznej atmosferze. Po obiedzie spacerujemy po Rabacie, który choć ładny jest niedoceniany. Zapewne przez bliskość Mdiny pozostaje w jej cieniu. Jadąc z Rabatu przystajemy by spojrzeć jak nam się wydaje ostatni raz na mury Mdiny. Potem się okazało, że ostatni raz mieliśmy okazję oglądać Mdinę z okien samolotu odlatując z Malty. 

  • Mdina
  • Brama Główna Mdiny
  • Mdina
  • Mdina o poranku
  • Mdina o poranku
  • Mdina o poranku
  • Mdina o poranku
  • Mdina o poranku
  • Mdina o poranku
  • Mdina o poranku
  • Mdina o poranku
  • w oczekiwaniu na klientów
  • Klify Dingli
  • Klify Dingli
  • Klify Dingli
  • Klify Dingli
  • Klify Dingli
  • Clapham Junction
  • Clapham Junction
  • Tal-Lunżjata
  • Dawnej Malty czar
  • Dawnej Malty czar
  • Rabat
  • Rabat
  • Slow- motto życiowe Maltańczyków
  • Mdina

Ponieważ lot mamy rano w tym dniu pozostaje nam tylko dotrzeć do lotniska, oddać samochód i odlecieć. Samochód musimy oddać zatankowany do pełna. Mimo, że przejechaliśmy na Malcie ponad 400 km to do tej pory nie musieliśmy tankować. Jedziemy na jedną stację benzynową a tam żywego ducha, na drugiej to samo. Trzecia jest bardzo duża, blisko lotniska tu już musi się udać. Nic z tego. Nie ma żadnej obsługi, kasy, nic. Na szczęście podjeżdża jakiś samochód. Pewnie już pisałem że maltańczycy są mili, uczynni i sympatyczni ale mają jeszcze jedną cechę. Jak widzą, że ktoś ma problem to mimo, że czasami jeszcze człowiek nie zdąży ich poprosić o pomoc biorą go na siebie i od tej chwili ten problem jest ich problemem. Człowiek, który podjechał na stację był taksówkarzem ale zamiast zarabiać pieniądze zajął się naszym problemem. Wytłumaczył nam jak działają stacje benzynowe na Malcie. To są automaty, które przyjmują tylko pieniądze. Żadnych kart tylko ‘cash’ i to w banknotach. Ile mu dasz tyle pozwoli ci nalać. Ale my mamy nalać do pełna!? Tłumaczy nam, że musimy próbować. W portfelu mamy same setki i trochę bilonu. On zamienia nam bilon na banknoty ale okazuje się, że jest to jeszcze za mało. Pewnie weszło by jeszcze paliwa za 10 no może 15 euro ale mamy już tylko setki. On nie ma nam rozmienić. Biegam po okolicy ale wszystkie sklepy, bary są pozamykane bo nie dość, że wcześniej rano to do tego jeszcze niedziela. Zjawia się jakiś żołnierz. Rozmienia nam pieniądze i po blisko godzinie z ogromną pomocą Maltańczyków udaje nam się zatankować do pełna. Oddajemy samochód, sprawnie się odprawiamy i możemy ostatni raz już z powietrza podziwiać najpierw Vallettę, potem Mdinę, następnie półwysep Marfa Ridge, Comino i Gozo.

Malta określana jest jako muzeum pod otwartym niebem, muzeum obejmujące wszystkie epoki od czasów prehistorycznych do współczesności. Nie jest to stwierdzenie prawdziwe bo Malta to coś więcej niż muzeum bo oprócz cudów stworzonych przez człowieka można zobaczyć cuda które stworzyła natura: wspaniałe wybrzeża, formy skalne, plaże i widoki które na zawsze zostają w pamięci. Tylko żal, że nie ma już starych kolorowych autobusów, które kiedyś kursowały po wyspie…

PS

Po napisaniu tego tekstu, miesiąc po moim powrocie z Malty zniknęło Azure Window. Trudno w to uwierzyć bo choć sam napisałem, że jego dni są policzone to chyba nikt nie przypuszczał, że stanie się to tak szybko. Zrobiło się bardzo smutno… Kto nie zdążył zobaczyć Azure Window niech poszuka na Gozo „małego azur window” w Wied Il-Mielaħ.

  • Mdina widziana z samolotu.
  • Marfa Ridge
  • Comino

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. pt.janicki (11.04.2017 12:52) 0 + -
    ...a po wczorajszych uroczystościach w stolicy i po wypowiedziach "panów nam panujących" niestety trzeba dodać -

    "...a mury rosły, rosły, rosły!..."

    - i już zdążyły potężne urosnąć ... :-( ...
  2. pt.janicki (03.04.2017 13:40) +2 + -
    ...tylko, żeby to jakoś uzgodnić bo najpierw -

    "...niech się mury pną do góry!
    Budujemy nowy dom..."

    - a później -

    "...a mury runą, runą, runą!..."

    ... :-) ...
  3. marger22 (03.04.2017 10:27) +2 + -
    Gdyby rządzono tak jak pokazuje to "Ucho prezesa" to nie byłoby jeszcze tak źle... bo w rzeczywistości jest gorzej niż w tym kabarecie. Ale spójrzmy na to z drugiej strony ile będzie radości i szczęścia jak to co jest teraz się wywróci.
    A potem trzeba zakasać rękawy do odbudowy... Taki to już nasz los najpierw ktoś nas tłamsi potem odbudowujemy (albo przynajmniej próbujemy odbudowywać) by znowu ktoś to wszystko rozwalił...
  4. pt.janicki (02.04.2017 12:28) +2 + -
    ...zapewne prezes wie, co robi wybierając wchodzenie na drabinkę. W prawdzie naraża się na skojarzenie z kłamstwem, co to ma krótkie nogi, ale ostatnio w rządowych samochodach jest mało bezpiecznie ... :-) ...
  5. hooltayka (02.04.2017 9:55) +2 + -
    Jola,ignorancje ujelam,pominelam arogancje i bute.Misiewiczow,jak grzybow po deszczu i innych paradoksow.
    Nie zaliczam sie do ciemnego ludu i nie kupuje tego!!!Kurskiemu wladza we lbie pomieszala.
    Wyprowadzam sie na Malte-)
  6. jolrop (02.04.2017 9:17) +3 + -
    Hooltayko! To najlepsza recenzja tych rządów, jaką miałam okazję czytać.Dodałabym jeszcze arogancję i ignorancję cechującą większość członkōw rządu. Mam wrażenie, ze realizowana jest linia Kurskiego : ciemny lud wszystko kupi!
  7. hooltayka (02.04.2017 9:03) +3 + -
    Piotrze,na szczescie nie mam telewizora i dostepu do polskiej telewizji.
    Ogladam tylko Fakty w internecie,ale to wystarczy,aby nabawic sie ciezkiej nerwicy!
  8. hooltayka (02.04.2017 9:00) +3 + -
    Jola,zanim dotrwamy do nastepnych wyborow,bedziemy swiadkami coraz wiekszej ignorancji rzadu,msciwosci,niekompetencji i szalenstwa.
    Dlugo juz zyje,pamietam czasy Gierka,stanu wojennego,ale nigdy nie myslalam,ze doczekam takiego kosmosu!
    Ze doczekam religii smolenskiej,prezesa na drabince,zdemolowanej armii i rozbitych rzadowych aut.Woza sie panowie!Co wladza robi z czlowieka,wstyd,ze reprezentuje mnie jakis Waszczu,Antoni upiera sie przy zamachu,nastepni ministrowie tez nie wiedza co bredza,a nasz prezydent,ktoremu zycze,aby mu zabraklo dlugopisow,jezdzi sobie na narty!
    To jest kpina z narodu!!!
    Pieniadze podatnikow wyrzuca w bloto...jeden maly przyklad.
    Do ambasady wloskiej polecialo kilka osob z naszej orkiestry wojskowej na jakas uroczystosc.To nie jest wazne,wazne jest to,ze dla trzech osob zarezerwowano w samolocie do Rzymu miejsca w klasie biznes,czwarta osoba tez byla,to wiolonczela!!!
    Miala pasy bezpieczenstwa i tylko drinkow nie mogla zamawiac.To jest zgroza!!
    Nie chce mi sie wiecej pisac,bo rece opadaja nad rozmiarem szalenstwa rzadu.
  9. pt.janicki (01.04.2017 21:16) +3 + -
    ...a z rzeczy bardziej przyjemnych, to Lewandowski znów dzisiaj trzy bramki strzelił Augsburgowi. Cóż, przynajmniej on się nie zadłuża ... :-) ...
  10. pt.janicki (01.04.2017 21:14) +3 + -
    ...czekając dzisiaj na wiadomości sportowe w TVP (trzeba przyznać, że "reżimówka" przekazuje ich więcej niż TVN) załapałem się na końcówkę "Wiadomości" i radosną wypowiedź przedstawiciela strony, która "dała" suwerenowi "500+". Duma dotyczyła kwoty 42 miliardów, które rząd "da" ludziom "na dzieci" w ciągu roku minionego i następnego. Szkoda tylko, że mówiący o tym nie dodał, że to kwota z kredytu zaciągniętego przez budżet i te dziś wspomagane dzieci będą musiały go spłacić.

    Wspominałyście, Jolu i Hooltayko, o obrzękach. Należy tutaj dołączyć także i tak już strasznie obrzmiały deficyt budżetowy naszego pięknego państwa ... :-( ...
  11. jolrop (01.04.2017 20:37) +3 + -
    Ten obrzęk mózgu najgorszy. Gorszy od odcisków na kolanach, a do tego to on spowodował niemożność zrozumienia, że 27 : 1 to nie jest zwycięstwo, to nawet nie jest porażka. To jest klęska. Ale z obrzękniętym mózgiem proces myślenia jest niemożliwy. I do tego jeszcze te ekstrawagancje niektórych ministrów! To chyba powikłania pourazowe. A jak sądzisz Irenko, czy z tego można wyjść w inny sposób niż tylko wchodząc do komisji wyborczej?
  12. hooltayka (01.04.2017 17:01) +3 + -
    Skutki Jola bardzo powazne!
    Nie dosyc,ze napromnieniowanie,to obrzeki mozgu i inne powiklania.
    Mogli caly czas na kolanach,nawet na Malcie.
    Teraz boli i znowu wina Tuska.
  13. jolrop (01.04.2017 14:08) +3 + -
    Rozwijając stwierdzenie, ze wstając z kolan walnęliśmy Niemców w szczękę, warto zauważyć, czego ci na siłę z kolan nas podnoszący nie widzą, że my walnęliśmy się w głowę. Bo inaczej tego nie da się zrobić. I niestety nas zabolało bardziej i skutki takiego uderzenia wydają się poważniejsze.
  14. hooltayka (01.04.2017 13:46) +3 + -
    Lewandowski czyni cuda-)
    Powiem Ci,ze kiedy bylismy w Maroko,czy Iranie ,na pytania skad jestesmy,od razu slyszelismy Lewandowski i wszystkim usmiechaly sie buzie-))
  15. pt.janicki (01.04.2017 11:47) +3 + -
    ...a poza tym, może nie wszyscy Niemcy, ale na pewno większość monachijczyków szaleje za Lewnadowskim ... :-) ...
  16. hooltayka (01.04.2017 9:31) +3 + -
    Alez dyskusja tu sie rozwinela.
    Pozwole sie wtracic.
    Tez najwieksze owacje dalabym Niemcom.
    Pracuje tu od kilku lat i moge powiedziec wiele dobrego o tym kraju.
    Niemcy sa bardzo pracowici.Takiego porzadku,zorganizowania i bardzo przychylnego nastawienia do imigrantow nie widzialam nigdzie.Najwiekszymi rasistami sa niestety Polacy.
    Musze obejrzec ostatnie odcinki"Ucha Prezesa",dobrze Piotrze ,ze przypomniales-)
    Pozdrawiam Panow-)
  17. pt.janicki (31.03.2017 22:46) +3 + -
    ...a tak na marginesie, ostatnio jeden z najlepszych bon motów, które w ucho mi wpadło, to stwierdzenie wypowiedziane przez Roberta Górskiego - kiedyś znanego z "Kabaretu Moralnego Niepokoju" a ostatnio z przede wszystkim z "Ucha Prezesa" - brzmiące mniej więcej tak - Wstając z kolan walnęliśmy Niemców w szczękę! - ...
  18. pt.janicki (31.03.2017 14:36) +3 + -
    ...cóż, Grzegorzu, na aparat, cokolwiek to oznacza, zawsze dobrze jest uważać! ... :-) ...

    ...a co się, Marger, natężenia owacyjnego rabanu tyczy, to największy był przy Niemczech. Albo to nic dziwnego, albo - O zgrozo! - ... :-) ...
  19. marger22 (31.03.2017 14:27) +3 + -
    Sztormowa Malta jest niebywale fotogeniczna. Ja wprawdzie miałem przyjemność zobaczyć tę niesztormową ale oglądając wiele zdjęć tego drugiego oblicza trochę żałowałem że tak chociaż na jeden dzień...
    A czy możesz nam Piotrze zdradzić który z krajów UE dostał największe owacje?
  20. g_firlit (25.03.2017 21:01) +4 + -
    Piotrze, aparatu nie zalało, wspomnienia pozostały - zarówno te w korze mózgu jak i na matrycy CMOS...
    Najbardziej musiałem uważać, żeby mi wiatr tego aparatu z rąk nie wyrwał...
    Deklaruję, że swoją przygodę również opiszę.
  21. pt.janicki (25.03.2017 20:46) +4 + -
    ...ale i sztorm, Grzegorzu, może być fotogeniczny, jeśli oczywiście aparatu nie zaleje ... :-) ...
  22. pt.janicki (25.03.2017 20:43) +4 + -
    ...a tak przy okazji, dziś wybrałem się na "Marsz dla Europy", to znaczy jego łódzki fragment i organizatorzy zaproponowali taką zabawę - wymieniali po kolei nazwy krajów UE, jeszcze 28, a obecne osoby, które miały okazje w nich kiedyś być miały robiąc stosowny raban te kraje pozdrawiać. Okazało się, że na Malcie była całkiem spora część zgromadzonych. Po zdjęciach z Twojej, Marger, podróży widać, że jest tam co podziwiać!...
  23. g_firlit (25.03.2017 20:10) +4 + -
    Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem Twoją relację (a czyta się z wielką przyjemnością).
    Muszę się zmobilizować i opisać swoje wrażenia z krótkiego pobytu na Malcie, ja trafiłem na szalejący sztorm - trzeba mieć szczęście. Ale dzięki moim krótkim odwiedzinom, ale przede wszystkim dzięki Twojej relacji wiem, że należałoby pomyśleć o powrocie na tą wyspę.
    Do zdjęć jeszcze wrócę...
  24. pt.janicki (21.03.2017 20:37) +3 + -
    ...cóż, Kolumber znowu nas testuje ... :-) ...
  25. przedpole (21.03.2017 13:20) +4 + -
    Ciekawie się zapowiada, ale zdjęcia nie chcą się otwierać. Znowu. A Malta podróży warta
  26. adaola (18.03.2017 15:40) +4 + -
    Gratuluję wspaniałej podróży na Maltę:) To moje marzenie od lat.
    Zaraz doczytam,ale zdjęcia nie chcą mi się otwierać:( Pozdrawiam:)
  27. pt.janicki (17.03.2017 22:18) +3 + -
    ...w dalszym ciągu mam nadzieję, że Admini Kolumbera w końcu zgotują nam jakąś niespodziankę!...
  28. jolrop (17.03.2017 21:37) +4 + -
    Bardzo ciekawa podróż. Dobrze że zdążyłeś zobaczyć lazurowe okno, zanim runęło. O jedną atrakcję mniej. Rzeczywiście Malta przyciąga, ale czy można się dziwić? Wysoki wskaźnik zadowolenia mieszkańców z życia na wyspie sprawia, że każdy choć przez kilka chwil chce być zadowolony:). Piękne zdjęcia, których nie mogę "oplusować" bo po zalogowaniu itd. Mam tak jak wszyscy. Pozdrawiam Mariuszu:).
  29. marger22 (15.03.2017 16:16) +3 + -
    tak jak napisałem w 'ps', zdążyłem zobaczyć i napisać tę relację tuż przed...
    nie zdążyłem za to obejrzeć łuku skalnego na plaży Legzira w Maroku o czym marzyłem a który natura też nam zabrała kilka miesięcy temu
  30. pt.janicki (15.03.2017 16:09) +3 + -
    ...dotarłem do ostatnich miniatur i widzę, że też odnotowałeś ten fakt...
  31. pt.janicki (15.03.2017 16:04) +3 + -
    ...przejrzałem miniatury i widzę, że należeliście do szczęśliwców, którym dane było obejrzeć "Lazurowe Okno" przed zawaleniem -

    http://wiadomosci.radiozet.pl/Swiat/Malta-Zawalilo-sie-Lazurowe-okno-wspolczesny-cud-natury

    ... :-( ...
  32. pt.janicki (15.03.2017 15:56) +3 + -
    ...cóż, chociaż pod podróżami możemy sobie pogaduchać ... :-) ...
  33. hooltayka (14.03.2017 21:20) +4 + -
    Kiedys byla opcja wybrania sobie zdjęcia na wizytówkę,teraz jej nie ma.
    Pierwsze zdjęcie jest wizytówką.
    Pozostały nam już tylko komentarze pod podróżami.
  34. marger22 (14.03.2017 20:56) +4 + -
    Hooltayko i Iwonko dziękuję za miłe słowa. Zaglądam na kolumbera całkiem często tylko anonimowo. Nie wiem czemu portal nas nie lubi (mam na myśli aktywnych użytkowników) i po zalogowaniu rzuca nam kłody pod nogi...
    Chyba łatwiej opublikować podróż niż przeglądnąć i ocenić podróże innych...
    A tak przy okazji czy jest jakiś sposób na wybranie sobie zdjęcia na czołówkę podróży? Kiedyś nie było z tym problemu ale ostatnio mam z tym problem...
    pozdrawiam
  35. iwonka55h (14.03.2017 14:36) +4 + -
    Margrerze, nawet nie wiesz jak się cieszę, że zajrzałeś do nas i to z nową podróżą.
    Na razie przeczytałam, jeszcze obejrzę zdjęcia. Relacja jak zwykle pięknie opisana, pozdrawiam
  36. hooltayka (14.03.2017 3:00) +5 + -
    Pięknie opisana podróż.
    Super zdjęcia, super wspomnienia.
    Daje plus na każde zdjęcie.Azure Windows już nie zobaczę, tak jak wielu innych miejsc,które znikają bezpowrotnie.
    Niestety po zalogowaniu można dać plusa tylko na podróż.
    Pozdrawiam...-)

marger22

Mariusz
Punkty: 114163