Ajax Loader Ładuję ...

9 +
2012-11-25

Podróż Biała przystań na Whitsunday Island

Opisywane miejsca: Whitsunday island
Typ: Blog z podróży

Przed waszymi oczyma główny powód naszej wyprawy do Queensland: zjechać naszym cudownym Hjundi (Hyundai Accent) 700 kilometrów w kierunku południowym do Airlie Beach, skąd wyruszają statki na niesamowite wyspy Whitsundays. Nazwa oczywiście od...Cooka, który odkrył je na Wielkanoc (dokładnie w Białą niedzielę...). Archipelag liczy 90 wysp z czego większość jest niezamieszkanych. Prawie wszystkie (poza czterema) chroni status parku narodowego. Na początku chcieliśmy dostać się na Hook Island, mało odwiedzaną i najbardziej oddaloną od stałego lądu. Zdecydowaliśmy się jednak ostatecznie na Whitsunday Island, gdzie mieści się najpiękniejsza plaża australijska - Whitehaven Beach. Nasz plan to cztery dni w raju, pod namiotem na bezludnej wyspie. Oczywiście, to park narodowy więc warunki są polowe (czyt. plażowe): suche toalety, brak elektryczności i wody bieżącej. Musimy zabrać ze sobą zapas jedzenia, przenośną kuchenkę gazową etc. A żeby się dostać na Whitehaven Beach, trzeba wziąć wodne taxi u prywatnego przewoźnika (150$/os w dwie strony).

Sześćdziesiąt kilometrów i półtora godziny później dobijamy do brzegu. Moment szczególny i niezapomniany, w którym stawiamy pierwszego kroki na gorącym, drobniutkim i białym piasku. Mike odpływa, wróci po nas dopiero kilka dni później.

Nawet jeśli w ciągu dnia plaża jest odwiedzana przez turystów jednodniowych wycieczek, na campingu jest nas może z dziesięcioro. I to tylko do nas należą wszystkie wschody i zachody słońca.

Między 12h a 15h do naszej magicznej plaży dobijają trzy czy cztery łódki, jeden lub dwa hydrosamoloty i helikoptery wypełnione po brzegi turystami. Oczywiście, to nie jest bardziej "u nas", niż "u nich" ale nie jesteśmy w stanie zrozumieć dlaczego na plaży o długości 7,2 km, rozkładają się akurat przed naszym domem... I dlatego my skorzystamy z 6,8 km, które zostały puste :)

To jest zdecydowanie najpiękniejsza plaża jaką widzieliśmy w życiu. Piasek jest po prostu niesamowity! Taki biały i taki drobny - jak mąka. Zresztą w czasie przypływu, kiedy fala zalewa suchy piasek, wygląda to tak samo jak mąka wymieszana z wodą: gęsta, płynna masa. 

Na pewno sobie powiecie "ale oni cały czas siedzą na plaży i się kąpią!". No tak, po to tu jesteśmy: wypoczywamy, czytamy, opalamy się, sjeścimy. Nie ma specjalnie dużo do roboty. Trochę posnorkelujemy, Whitsundays Islands znajdują się na Wielkiej Rafie koralowej. Nasz sprzęt jest co prawda kiepskiej jakości, ale na to trochę wystarczy!

Tuż przed zachodem słońca wracamy na "nasz" kawałek plaży, spokojny i bezludny. Atmosfera jest magiczna, kolory nieba niesamowite. Plaża należy do nas...i trzech innych par, które też śpią pod namiotem. Zmrok zapada powoli, siadamy na wygrzanym przez cały dzień piasku ze świeczką (przeciw komarom) i książkami. Spoglądamy na niebo takie czyste i gwieździste, jak tylko w kinie albo planetarium. Oczywiście nie takie samo jak u nas, jesteśmy na południowej półkuli ziemskiej. Światła z kilku jachtów spędzających noc w naszej zatoce przypominają lampiony na wodzie. Romantycznie prawda?

Dni, spędzone na Whitehaven Beach, są do siebie podobne. Korzystamy z "naszej" plaży rano, zanim zaludni się koło południa. Tutaj wstajemy wcześnie, około 6h30. Światło i słońce nie pozwalają spać dłużej pod namiotem. Więc pierwszy refleks poranka to skok do tej przejrzystej wody, 28°C - nie będziemy się skarżyć!

Ponieważ nie jesteśmy do końca tacy leniwi jak mogłoby się wydawać, odbędziemy jeden jedyny dostępny trek, prowadzący na drugą stronę wyspy. Sześć i pół kilometra w dwie strony :p W takim raju nic nie jest naprawdę męczące. Pozwoli nam to zobaczyć zielone i bujne serce wyspy, niesamowite widoki z Solway Passage i spotkać z bliska lokalną faunę. Kilka dzikich kur, jaszczurki wielkości ramienia i kilka innych iguan Igich. Główną nagrodą za wysiłek włożony w tę niecałą godzinę pieszej "mordęgi" jest ta przepiękna, bezludna plaża w Chance Bay. Praktykujemy tam ten sam typ wypoczynku na wolnym powietrzu, co na pierwszej plaży... Tutaj piasek jest bardziej żółty i nie taki drobny ale i tak "całkiem niezły". Jesteśmy zupełnie sami. Spędzimy całe popołudnie w tej małej zatoczce na gorącym piasku, na przemian czytając i kąpiąc się.

Wracając do naszego obozowiska uświadamiamy sobie co jest naszym głównym problemem: różnego rodzaju zwierzęta atakują strategicznie i cierpliwie naszą spiżarnię i śmietniki. Odkrywamy śmieci rozrzucone dookoła namiotu i stołu, siatki rozszarpane na strzępy przez kruki. Nocą myszy próbują wgryźć się do naszej torby z jedzeniem, postawionej w wejściu do namiotu. Wstawiamy ją do środka, a worki ze śmieciami pozostają na zewnątrz, zawieszone na drzewach. O 3h nad ranem budzi nas dźwięk podgryzanej siatki... Niech sobie gryzie mysza, jest mała i nie robi wielkiego problemu. Za to o 5h rano pobudka, zanim wstaną kruki - musimy śmieci schować pod stołem i zablokować ze wszystkich stron bidonami z wodą... To nasz ostatni dzień, wykorzystamy to wczesne przebudzenie by przejść plażę Whitehaven do samego końca - 14,4 km w dwie strony. Poza samym spacerem, naszym celem jest delta rzeczna, która w momencie odpływu pozostawia ogromny piaszczysty plac.

Aurora, brzask, przedświt - nazwijcie to jak chcecie - pejzaż i kolory są niesamowite. Wreszcie słońce pokazuje się na horyzoncie. Z minuty na minutę temperatura, światło i widoki zmieniają się. Dzień wstaje pochmurny, to dobrze, że to nasz ostatni. Atmosfera jest ciężka, przytłumiona. Ale ta sceneria też ma w sobie coś pięknego, niepokojącego. Kolor wody jest wręcz surrealistyczny.

Wreszcie dochodzimy do samego końca plaży. Akurat (niestety) jest przypływ więc nici z podziwiania piaszczystego placu. Mimo wszystko jest pięknie! Końcówka tej pieszej wycieczki pozostawia nas bez słów...  

Bo to już koniec. Południe, Mike i jego żółta łódka dobijają do brzegu. Przy okazji przywożą czwórkę Niemców i dwie Francuzki. Nostalgicznie spoglądamy na nich, gdy z błyskiem w oku stawiają pierwsze kroki na gorącym piasku Whitehaven Beach. Dajemy im kilka rad (szczególnie odnośnie kruków!), opowiadamy o Igim, który w tym samym momencie urządza sobie mrówkową ucztę na naszym miejscu namiotowym! Jesteśmy smutni, że to już koniec ale po takim odpoczynku mamy baterie naładowane na maksa. W sam raz na zimno południowej Australii, do której udajemy się w następnej kolejności.

Link do artykułu "Whitehaven Beach" na naszej stronie.

  • Mike, kierowca żółtej łódeczki, najmniejszej w całym porcie
  • Żółta łódeczka
  • Ster na Whitsunday Island
  • Hamilton Island
  • Mała wysepka
  • Łądowanie na bezludnej wyspie
  • Kolor wody i piasku od razu powala na kolana
  • Nawet bagaż czuje się świetnie
  • Nasze obozowisko
  • Z widokiem na plażę
  • Kolor wody jest niesamowity
  • Widok na Haslewood Island
  • Przygotowywanie jedzenia
  • Igi, nasza goana
  • Turyyyści
  • Popołudniowi turyści
  • Pozostało na 6,8 km plaży
  • Whitehaven beach
  • Maszerujemy
  • Maszerujemy
  • Whitehaven beach
  • Piaskowy żółw
  • Maszerujemy
  • Maszerujemy
  • Maszerujemy
  • We are sooooo happy!
  • We love OZ
  • We love Whitehaven Beach
  • Mąka
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Whitehaven Beach
  • Woda zawsze doskonała
  • Woda zawsze doskonała
  • Woda zawsze doskonała
  • Zachód słońca
  • Zachód słońca
  • Zachód słońca
  • Zachód słońca
  • Zachód słońca
  • Zachód słońca
  • Poranek na Whitehaven beach
  • Poranek na Whitehaven beach
  • Poranek na Whitehaven beach
  • Poranek na Whitehaven beach
  • Poranek na Whitehaven beach
  • Poranek na Whitehaven beach
  • Spacer do Chance Bay
  • Spacer do Chance Bay
  • Spacer do Chance Bay
  • Spacer do Chance Bay
  • Spacer do Chance Bay
  • Spacer do Chance Bay
  • Spacer do Chance Bay
  • Chance Bay
  • Chance Bay
  • Chance Bay
  • Chance Bay
  • Chance Bay
  • Chance Bay
  • Mysz!
  • Wschód słońca na Whitehaven Beach
  • Wschód słońca na Whitehaven Beach
  • Wschód słońca na Whitehaven Beach
  • Wschód słońca na Whitehaven Beach
  • Wschód słońca na Whitehaven Beach
  • Wschód słońca na Whitehaven Beach
  • Wschód słońca na Whitehaven Beach
  • Wschód słońca na Whitehaven Beach
  • Barankowe niebo
  • Barankowe niebo
  • Barankowe niebo
  • Barankowe niebo
  • Barankowe niebo
  • Na cyplu
  • Na cyplu
  • Na cyplu
  • Na cyplu
  • Na cyplu
  • Na cyplu
  • Na cyplu
  • Na cyplu
  • Na cyplu
  • Powrót do campingu
  • Powrót do campingu

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. siliczek
    siliczek (18.05.2013 12:29) 0 + -
    Jak chyba w kazdym australijskim parku narodowym, jest wydzielona strefa campingowa - istnieje tu ona od zawsze. Na Whitsunday Island sa bodajze trzy takie miejsca, ale nie tylko, bo np w polnocnej czesci wyspy Hooka tez sa dwa. Wystarczy udac sie do wydzialu parkow narodowych w Airlie Beach albo zarezerwowac na ich stronie w internecie i nie sluchac tego, co mowia biura podrozy organizujace rejsy.
    Dziekuje za poprawki dot. nie-rzeki, ortografii i nie-iguany.
    Co do zdjec, nie zgadzam sie z krytyka - kolor niesamowicie bialego piasku to w rzeczywistosci zludzenie, duzo zalezy od swiatla, slonca i pory roku i dnia. Taki byl nasz wybor, aby oddac prawdziwy kolor (zdjecia z listopada, koniec lata w Queensland). Ale mamy je w RAW, zobacze po powrocie z podrozy dookola swiata za trzy miesiace (kiedy bede miala na to czas), czy zmiana ekspozycji nie wyglada sztucznie, czy dodaje zdjeciu jakosci (czh ujmuje).
  2. marek55
    marek55 (18.05.2013 5:39) +1 + -
    Natalio - nie wiedzialem , ze tam mozna zostac na noc. Bylem dwukrotnie, ale zawsze slyszalem , ze to niemozliwe - typowe mambo - jumbo sluchane od politycznie poprawniejszych, niz tego nawet wymaga miejscowa legislacja "proekologow" ...a pisze w cudzyslowiu nie przypadkiem. Mam nadzieje, ze bede tam jeszcze i tym razem zostane.
    Rzecz druga - to nie jest rzeka! Rzecz nazywa sie Whitehaven beach inlet.i jest de fakto forma erozji, ktora kiedys rozdzieli wyspe na 2 czesci.
    Rzecz trzecia Whitehaven, a nie Whitehaeven :) ...czyli Bialy Port, a nie Biale Niebo! ...ale sam ten blad kiedys robilem :)
    Ostatnie - wiekszosc zdjec robionych na plazy jest ogromnie niedoswietlona. Gdy fotografujesz w warunkach swietlnych mocno odbiegajacych od przecietnych, musisz wlaczyc kompensacje ekspozycji. W tym wypadku ta kompensacja powinna wynosic minimum +1ev, a czesto nawet +2.
    Nie zrobilas tego i przez to ten niesamowicie bialy piasek zrobil sie bury - taki calkiem baltycki i calosc nie wyglada na jedna z najpiekniejszych plaz swiata.
  3. pt.janicki
    pt.janicki (29.11.2012 0:07) +2 + -
    ...w naszej długości geograficznej porządne ludzie idą spać ... :-) ...
siliczek

siliczek

Natalia
Punkty: 36343