Trafiłem gdzieś w sieci na informację o warsztatach fotograficznych organizowanych w bieszczadzkich plenerach. Urodziłem się i wychowałem prawie na pograniczu tego regionu, w dzieciństwie spędzałem tam parę razy wakacje, potem nie pojawiłem się tam przez ponad 20 lat. Pomyślałem że to dobra okazja żeby zobaczyć znów te urokliwe okolice, w dodatku przy okazji zajęć fotograficznych.
Termin zbiegł się jednak z powodziowym kataklizmem. Jechałem na wschód pełen niepewności, czy w warunkach zagrożenia ciągłymi ulewami da się sensownie zajmować fotografowaniem.
Już pierwsze chwile po dotarciu na miejsce pozwoliły mi pozbyć się obaw o to, czy wyjazd będzie można uznać za udany. Impreza bowiem zoragnizowana jest przez arcyciekawych ludzi, w przeuroczym miejscu i w sposób zasadniczo odmienny od typowych, technicznych warsztatów foto.
Z przyjemnością zareklamuję zatem tutaj 'Zagrodę Magija' (zagrodamagija.pl) wraz z jej wspaniałą załogą, budzącą podziw inicjatywę 'Twórcze Bieszczady' (tworczebieszczady.pl) oraz same warsztaty prowadzone w ramach akcji fotowarsztaty.com.
Na czym polega ta odmienność? Na tym że ludzie skupieni wokół wymienionych inicjatyw wydają się być przybyszami z nieco innej planety, niż zagonione, pogrążające się w pośpiechu i stresie masy współczesnych 'mieszczuchów', do których piszący te słowa też się zresztą niestety zalicza:-) Współzałożyciel kultowego punkowego zespołu opowiadający w obezwładniająco wciągający sposób o kulturze Karpat i zawiłościach losów ludzi zamieszkujących Bieszczady z przyległościami. Gościnny gospodarz Zagrody wnoszący do sennej wioski ogromną porcję energii aktywizującej wszystkich dookoła. Fotograf, grafik, podróżnik i przewodnik górski w jednej osobie prowadzący z akademicką dokładnością zajęcia fotgoraficzne. Różnorodność miejsc, elastyczność programu, cudownie uspokajająca atmosfera. Kurcze znów się rozpisałem - pojedźcie i zobaczcie sami:-)
W planie zajęć na ten dzień było wyjście na Połoninę Wetlińską. Poranek był mglisty i pochmurny, ale padać konkretnie zaczęło dopiero gdy wysiedliśmy z busa podwożącego nas do Wetliny:-)
Przy przekraczaniu granicy Parku Narodowego przestało padać. Zaczęło permanentnie lać! Strumienie wody pod nogami, błocko czające się w każdym zagłębieniu terenu, śliskie kamienie i korzenie, no i masa wody spadająca z góry. Forsowny marsz pod górę w takich warunkach, dla maniaków obciążonych dodatkowo kilogramami fotograficznego żelastwa, jest wyczynem dość ekstremalnym. Ale twardym trzeba być:-)
Mniej więcej w połowie poziomu lasu deszcz ustał. Można było wyjąć aparat z przemokniętego plecaka. Było mglisto i wilgotno.
Na połoninie wiało całkiem mocno. Była szansa na lekkie wysuszenie zmoczonych ubrań. Chwila ta nie trwała jednak zbyt długo. Kiedy mgła lekko ustąpiła i z Osadzkiego Wierchu zobaczyliśmy zarys schroniska Chatka Puchatka, nadciągnęła nawałnica, podczas której deszcz padał poziomo! Wszyscy mający nadzieję na zejście w dół we w miarę sprzyjającej pogodzie porzucili ją w tym momencie bezpowrotnie. Miałem ze sobą lekki składany parasol, który z założenia miał chronić aparat na statywie podczas ewentualnej drobnej mżawki. Próbowałem go użyć do częściowej ochrony przed tym zacinającym wściekle deszczem, ale w ułamku senkundy po rozłożeniu zmienił formę na bliżej nieokreśloną plątaninę drucików i zmiętej szmaty:-)
Po herbatce w schronisku podążyliśmy najkrótszą drogą w dół, pokonując płynącą tu i ówdzie rzeczkę błota.
W drodze powrotnej odwiedziliśmy Pana Zdzisława Pękalskiego - demonicznego artystę żyjącego od lat w gęłbokiej symbiozie z bieszczadzką naturą. Szalona wyobraźnia tego pana połączona z nietrywialnymi zdolnościami aktorskimi i nietuzinkową osobowością robią duże wrażenie. Kto go jeszcze nie spotkał niech żałuje:-)
Wieczór na suszenie aparatu i przemoczonych butów.
Z wyjścia na świt nic nie wyszło:-) Było zbyt szaro i ponuro. Może nawet lepiej, bo buty były wciąż wilgotne. Ale o dziwo o poranku pokazało się piękne słońce. Ten dzień był bardzo urozmaicony. Spacer do Myczkowców, wizyta w Zagórzu, na zaporze w Solinie i parę innych miejsc. Niezłe, zmienne warunki do zdjęć.
No a wieczorem ruska bania:-) Kilka sesji na zmianę w temperaturze i wilgotności wręcz zabójczej, a potem skok do lodowatego strumienia. Mimo sporego zmęczenia po dwóch dniach dużej aktywności, czułem się jak nowonarodzony.
Po śniadaniu spacer fotograficzny po najbliższej okolicy, ostatni wykład i po obiedzie do domu. 'Czwórka' była pusta jak nigdy - przemknąłem w tempie ekspresowym.
Zrobiłem duży łyk inspiracji. Szukam już terminu żeby tam wrócić:-)
Zaloguj się, aby skomentować tę podróż
Komentarze
-
pogoda była faktycznie zmienna. ale nawet to słońce nie pozwoliło do końca wysuszyc maksymalnie przemoczonych butów i ubrań.
-
Na szczescie pod koniec wyszlo slonce, bo ten mroczny las we mgle to mnie napawal strachem... :-)
-
bezsprzecznie:-)
-
wakacje, wakacjami - a jesień jest zachwycająca, z fotograficznego punktu widzenia też.
-
alefur - ja się urodziłem na pograniczu tej krainy i w dzieciństwie spędzałem tam sporo wakacji.
-
Wróć tam z końcem września lub z początkiem października - nie pożałujesz, i będziesz tam wracał niezliczoną ilość razy ;D
-
Leszku - dawno mnie nie było tutaj, dopiero teraz dziękuję:-)
-
Wspaniałe zdjęcia. Kolejny raz dowiodłeś, że należysz do "kolumberowej" (i chyba nie tylko) ekstraklasy.
-
podziękowawszy:-)
-
kreatywnośc to podstawa :))
zawsze można na Ciebie liczyc :)
Piękne zdjęcia -
mi ostatnio też chodzi to po głowie... to samo, co i Dino był, więc sprawdzone...
-
jak tak dalej pójdzie to zacznę łazic na zdjęcia wtedy kiedy większość ludzkości ucieka w poszukiwaniu schronienia:-)
-
Jak na kiepską pogodę, to świetnie wyszło. Wydaje się, że w każdą pogodę da się zrobić fajne zdjęcia. Zdecydowanie Ci się udało. Znowu kapitalne ujęcia szerokim kątem, a zdjęcie nieba nad karmelem mnie rozwaliło. SUPER!
Pzdr/bARtek -
wal śmiało, gorąco polecam!
-
Patrzę na zdjęcia i widzę, że warto było moknąć!
Ciekawy opis, chętnie bym sama się kiedyś wybrała na takie warsztaty:) -
piękne plenery i całe warsztaty, kiedyś pisał o nich Dino, dzięki za fotki.
-
Cudowny, wirtualna podróż w Bieszczady. Rozpoczęta ciekawym szczegółowym opisem, a zakończona pachnącym powrotem z rodzinnych stron. Czułam się tak, jakbym tam była w każdym opisywanym miejscu. W zamglonym lesie, spacerkiem w błotku, w niebie, podczas burzy, spacerując po połoninach i wśród zamglonych szczytów, a także w przepięknych ruinach i swojskim domku, spotykając po drodze duszki, widząc światła zbliżającego się statku, a także spacerując szafirową zaporą. Rewelacyjne zdjęcia. Na mnie zrobiły duże wrażenie. Byłam w kilku miejscach na raz. Bardzo lubię Bieszczady.:-) -
podziękowawszy:-)
-
dobre to mało powiedziane :)
-
pięknie :)
-
Dobre zdjęcia, zwłaszcza te zamglone z pierwszego dnia
Ładuję...

obserwuj