Ładuję...

kolumber.pl


Wulkan Bromo 2014-10-17

Wstajemy o północy jeśli w ogóle był jakiś sen. Wyjeżdżamy w ciemnościach i pniemy się po górskich serpentynach. Kierowca jedzie bardzo ostro i raz prawie wypada z zakrętu. Trochę strach. Po prawie trzech godzinach docieramy do wysoko położonej wioski, gdzie są jeszcze inni turyści. Przesiadamy się do jeepa i znowu po serpentynach. W ciemnościach widać reflektory innych terenówek pnących się do góry. Niesamowity widok, bo poza tym niezgłębione ciemności.

Około 4:30 jesteśmy na punkcie widokowym. Jest raczej rześko,  ale zdecydowanie powyżej zera. Czekamy. Czekamy i marzniemy. Aż w końcu wschodzące słońce zaczyna rysować kontury gór. Stoimy naprzeciwko czynnych wulkanów i coraz wyraźniej widzimy ich majestat. Chwilę potem widać, że Bromo dymi wypuszczając w regularnych interwałach chmurki. Zaraz za nim czai się Semeru, najwyższy szczyt Jawy, który puszcza dymki jak marynarz Popeye. Klawo, żeby akurat dzisiaj nikt zbytnio się nie pobudził. Ostatnie ofiary śmiertelne były w 2004.

Zjeżdżamy w dół olbrzymiej kaldery w której są obecne wulkany. Stopniowo ociepla się wraz z nastaniem dnia. Krajobraz jest księżycowy a drobny wulkaniczny pył drażni oczy. Jak się później przekonamy ten pył wejdzie wszędzie.

Na wzór lokalsów zakładamy na twarz chusty tak, że wystają tylko oczy. Jest sporo koni i możliwość podjechania, ale w rzadkim powietrzu niewyspani twardo idziemy pod górę. Postronny obserwator w promieniach światła przecinających pył mógłby dostrzec coś jakby obóz treningowy terrorystów skryty w najbardziej niedostępnym terenie.

Ujście krateru to kolejny dobry punkt widokowy, ale nie wytrzymujemy na nim długo z powodu duszącego siarkowodoru. Poza tym nieswojo jest stać bezpośrednio nad dziurą z której cały czas bucha para.

W drodze powrotnej zahaczamy o ukryty w dżungli wodospad. To dobre orzeźwienie a przy okazji niezły prysznic.

Jedziemy dalej i nie mogę pozbyć się myśli,  że islam nie pasuje do tropików.  Meczety wydają się naturalne w arabskim krajobrazie pustynnym. Natomiast zupełnie nie pasują do wesołych tropików.  A to właśnie Indonezja jest najludniejszym państwem muzułmańskim.