Ładuję...

kolumber.pl


Chilli crab w Singapurze 2014-11-03

Wisienką na torcie jest wypad do Singapuru. Miejsce już mi cokolwiek znane i darzę to miast-państwo dużym sentymentem.

Zatrzymujemy się w najbardziej charakterystycznym hotelu nad samą zatoką (Marina Bay). Taka fanaberia i wyszło, że zupełnie niepotrzebna. Hotel jest przeogromny, ma ponad tysiąc pokoi. W związku z tym sama rejestracja przypomina kolejke na dworcu kolejowym i trwa prawie godzinę.

Szybki prysznic i ruszamy zwiedzać miasto. Jest wspaniale osiągalne przez metro i ma idealny rozmiar. Duże, żeby czuć się jak w metropolii a przy tym małe, żeby zachować kemeralność. Pomimo poniedziałku jest spory ruch i nawet słyszymy język polski. Oczywiście nie odbywa się bez zakupów ... japońskich kosmetyków. Podobno najlepsze.

Wieczorem spotykamy się z moimi kolegami z pracy. Udajemy się do Clarke Quay, gdzie Jason zna dobre miejsce na kraby. Singapur ogólnie słynie z dobrej kuchni i osiągalne są przysmaki z całego świata. My zamawiamy dwa najbardziej znane sposoby przygotowania. Czyli chili crab podany w gęstym o ostrym sosie paprykowym oraz pepper crab w wejsji bardziej soute choć równie pikantny. Spędzamy wspaniały wieczór dzieląc się opowieściami o nurkowaniu w Raja Ampat, zamieszkach w Hong Kongu, sytuacji w Singapurze i ogólnie o życiu.

Główną atrakcją hotelu jest basen z przezroczystymi brzegami (infinity pool), ktory znajduje się na dachu. Podobno najwyżej położony na świecie. Faktycznie jest na 57. kondygnacji i rozciąga się na 150 metrów. Niemniej jest niesamowicie zatłoczony, a jego głębokość i szerokość w zasadzie uniemożliwia pływania. Jest to zatem sadzawka do robienia sobie zdjęć typu selfie oraz popijania drinków. Obciach i rozczarowanie, nawet go nie dotykamy. 

Za to ruszamy znowu na miasto i bez trudnu znajdujemy przyjazny bar.