Ładuję...

kolumber.pl


Raja Ampat - zaprawione nury 2014-10-30

Znowu pobudka 6:40. Nawet już bez budzika. Na tym urlopie raz tylko spałem dłużej niż do 8:00. Poranek jest upalny a przez wilgotność pranie nie może wyschnąć. Ciekawe czy w końcu trafimy na prawdziwy deszcz czy tutaj po prostu powietrze zawiera już wodę.

Pierwsze zejście Mioskon, gdzie wokół wyspy rozciągają się twarde i miękkie koralowce. Madzik jest już w grupie pro. Podziwiamy szkółkę małych ryb, które dorastają i znajdują schronienie wśród korali. Natomiast nas podziwia rekin (blacktip), który zatacza wokół nas kręgi. Na dnie wypatrzyliśmy dwa kolejne rekiny. Tym razem są to zakopane w piasku Wobbegong. Spotykamy też żółwia i dłuższy czas płyniemy z nim. Odległość poniżej metra. Zupełnie już nie przejmuję się wyrównywanie ciśnienia i utrzymywaniem pływalności.  Pełny relaks.

Potem przerwa na naprawdę rajskie wysepce. Biały piasek,  błękitna woda i cień palm. Jesteśmy sami z przepięknym widokiem. Chciałbym, żeby Raja Ampat została taka na zawsze.

Drugie zejście to Friwen Wall czyli ściana. Redukuje balast do sześciu kilo i spokojnie schodzimy na sam dół. Następnie w lekkim prądzie suniemy wzdłuż tej ściany. Miejscami nachylenie jest ujemne i tworzą się jaskinie. Wpływam tak, że z pięciu stron otacza mnie rafa. W lekkiej ciemności czają się kolejne formy życia. Na przykład kolczaste ryby. Barwy rafy oprócz żółtego, zielonego i niebieskiego mają też sporo fioletu. W organicznych formach koralowych sporo się dzieje. Są skorpiony, ślimaki, węże i sporo małych ryb. Widzimy też rekina, tym razem szarego, który jest niebezpieczny. Obserwujemy się z dystansu i niech tak pozostanie. Jest raczej piękne.