Ładuję...

kolumber.pl


Raja Ampat - przylot 2014-10-26

Lądujemy 6:30 w zamglonym Sorong. Ledwo co starczyło pasa, a niskie podejście nad domkami skleconymi z palmy i blachy daje spektakularny widok. To już trzecia strefa czasowa w Indonezji, a nasz dziewiąty lot od domu. Jeszcze tylko sześć.

Nazwa Sorong z języka Biak to głęboki i pomalowany ocean. Mamy przed sobą trzy godziny łodzią na wyspę i na szczęście ocean jest spokojny. Skaczemy na falach, a ja w nieprawdopodobnej pozycji zasypiam.

Budzę się już w raju. Przed moimi oczami ukazuje się obraz widziany w internecie. Wtedy myślałem, że coś jest zmontowane. Ale widzę, że to prawda. Baza nurkowa ma dwanaście domków zrobionych wyłącznie z drzewa i liści palmowych. Do tego wspólne pomieszczenie z kuchnią, skład sprzętu oraz kilka domków technicznych z agregatami. I to już wszystko na wyspie.

Szybki lunch i pierwszy snorkeling na rafie na którą schodzi się wprost z domku. Akurat jest sprzyjający nam przypływ więc nie ma ryzyka uszkodzenia rafy.


Na kolacje dostajemy świeże ryby pozyskane od rybaków z pobliskiej wioski. Znajdujemy się w parku narodowym i łowienie ryb jest zastrzeżone tylko dla miejscowych. Od teraz będziemy jedli sporo ryb i wszystkie będą przepyszne. Wieczór jest wciąż upalny, a my dobieramy się do uprzednio zakupionego rumu. Okazuje się, że jest to Underground Bacardi pomimo całkiem oficjalnie wyglądająych hologramów i banderoli. Zaciąga trochę wanilią,  ale ma swój urok.

Rozmawiamy o tym jak pięknie jest wokoło i obawiamy się czy to się długo utrzyma w tak dziewiczej formie.