Ładuję...

kolumber.pl


Kuta i zatoka Jimbaran 2014-10-24

Ciekawe, że dorośli na skuterach są w kaskach natomiast dzieci bez. Najwyraźniej rodzice czekają, żeby zobaczyć ile dzieciaków przeżyje zanim zainwestują w kaski. No ma to sens.

W połowie wyspy jest korek gigant. Autobus i ciężarówka klikniją się na małym moście. Stoimy i powoli poznajemy indonezyjskie przekleństwa.

Zatrzymujemy się przed Ubud, aby kupić maskę. Wybór wielki, ale odwiedzamy jeszcze targ w samym Ubud. Straszna cepelia i chętnie wracamy do pierwszej galerii. Przy negocjacjach jesteśmy zmuszeni wesprzeć wszędobylską korupcję. Dzięki dziesięciodolarówce kupujemy maskę za jedną trzecią ceny wyjściowej.
Po sześciu godzinach od północnego wybrzeża wjeżdżamy do Kuty. To znana balijska stolica białasów. Jest raczej wstrętnie i cieszymy się, że spędzimy tu tylko jedną noc.

Po dzikości i przyrzyrodzie dostajemy budynki, hałas, korki, spaliny i tłumy ludzi. Plus McDonalds, Starbucks itd. Oczywiście jest też prostytucja, narkotyki i wszystko co białasy potrzebują na urlopie.

Ciekawostką są sklepy Polo by Ralph Laurent. Są dosłownie co trzysta metrów i oferują bardzo niskie ceny. Zasięgnęliśmy języka i okazuje się, że jest to wersja underground. Czyli fabryki, które produkują markową odzież po godzinach szyją też nielegalnie to samo.

Na zachód słońca wybieramy się nad zatokę Jimbaran. Jest tam szereg restauracji słynących z owoców morza. Stoliki są na piasku nad samą wodą, a w lodzie czekają do wyboru ryby, krewetki, ośmiornice i kalmary. Bardzo ładnie zwłaszcza, że Madzik ma urodziny.

Potem lądujemy w Hard Rock Cafe i dając wyraz swojej białości spożywamy mojito.