Ładuję...

kolumber.pl


Bali - trupy i świątynie 2014-10-22

Nasz domek jest zasadniczo położony nad morzem i w środku rozległych pół ryżowych. Rosną tu też bananowce i winorośl. Panoramę dopełniają otaczające nas w oddali wulkaniczne góry. Obserwujemy orkę z użyciem woła i prymitywnego pługa. Jest to trochę średniwieczny widok, bo pół wieku temu wszystko musiało wyglądać identycznie.

Świątynia Ulundanu Batur pojawia się cokolwiek niespodziewanie i jest bardzo ładna. Trwają przygotowania do jakiegoś święta, więc jest bardzo kolorowo. No i jestem zmuszony kupić sorong chociaż zazwyczaj nie chodzę w spódnicy.

Zjeżdżamy do jeziora i dziwią nas wjeżdżające do góry ciężarówki z wulkanicznym popiołem. Do użyźniania ziemi?

Na jeziorze Batur bierzemy łódkę,  aby dotrzeć do wioski Trunian. Zamieszkuje ją state plemię Bali Aga, które łączy hinduizm z animizmem. Najciekawszym tego wyrazem są tradycje pochówku. Otóż zwłoki zawija się w ubrania i zamyka w bambusowych klatkach. Dzięki temu dusza spokojnie ulatuje, a ciało nie nerwowo usycha. Co ciekawe, pomimo wilgotności, balsamowanie pozwala uniknąć smrodu. Pozostałe kości można potem spalić a czaszkę zostawić na małym cmentarzu.  I właśnie stoimy na takim uroczym cmentarzu, a przewodnik pokazuje nam świeże trzytygodniowe zwłoki w klatce. Jest też trochę przedmiotów związanych ze zmarłym np. jej parasol czy puszki ulubionej coca coli. Zaprawdę niezapomniany widok.

Sama wioska jest bardzo nieciekawa i ogólnie śmierdząca. Zawijamy z powrotem.

Jedziemy do świątyni matki - Pura Besakih. Znacząca to atrakcją sądząc po kramach i rozlicznych samozwańczych przewodnikach. Odpędzamy wszystkich grzecznie i eksplorujemy możliwą do zwiedzania część.

W drodze powrotnej odwiedzamy czujny sklep i kupujemy butelkę wina (białe z południowej Australii). Nasz kierowca jest przerażony, że mamy aż całą butelkę i wyraża zatroskanie jak zdołamy ją spożyć. Faktycznie. Kupujemy drugą :-)