Ładuję...

kolumber.pl


Podsumowanie, wnioski, uwagi praktyczne 2012-06-23

Podczas mojej podróży, która trwała 16 dni, z czego 2 w podróży a 14 na wyspach, zatrzymałam się na wszystkich 7 wyspach archipelagu - a spałam w 8 miejscach, bo na wyspie Stromboli spałam w Scauri - w pobliżu portu Stromboli oraz po przeciwległej części wyspy, w miejscowości Ginostra (czyli na wyspie Stromboli spałam 5 nocy). 

Najkrócej, bo tylko jeden dzień i jedną noc spędziłam na Filicudi i na Panarei. Trzy noce spałam na Stromboli, dwie w Ginostra  i tyleż na pozostałych wyspach. No i w autobusie z Rzymu do Messyny i z powrotem spędziłam w sumie dwie noce.

Na 16 nocy w podróży: 10 spałam za darmo, w tym 2 x w autobusie4 x dzięki idei couchsurfingu i 4 x dzięki życzliwości osób, które postanowiły sprezentować mi pobyt. 2 noce spałam na campingu (po 25 euro) i 4 noce w B&B (30 i 35 euro za noc). A więc na noclegi wydałam 180 Euro, a gdybym płaciła za wszystkie noclegi (nie licząc 2 nocy w autobusie) - wydałabym ok. 240 Euro więcej

(oczywiście, to są ceny POZA SEZONEM!!! Kto się tam wybiera latem, musi wydać o wiele, wiele więcej! Ja też latem nie dostałabym takich prezentów w postaci gratisowych noclegów!).

Płynęłam 1 raz promem (Milazzo - Lipari) i 7 razy wodolotem, wydałam na same rejsy 115, 80 E. Jechałam autobusem Rzym - Messyna - Rzym - 75 Euro tam i z powrotem + Messyna - Milazzo - Messyna 8,20 E tam i z powrotem.

Na podróż odłożyłam 880 euro, z czego po powrocie zostało mi 120 E, więc wydałam 760 E (w tym ok. 80 E na zakupy dla rodziny i domu) + 405 zł na bilet LOT Warszawa - Rzym - Warszawa, 96 zł na ubezpieczenie.

Podczas podróży 6 razy jadłam obiad w lokalu: w Porticello na Lipari - pulpety z tuńczyka, na Salinie pane cunzato, pizza siciliana na Stromboli, małże w Ginostra, na Vulcano ryba miecz i w ostatni dzień w il Cratere na Vulcano doskonały obiad: caponata siciliana, misto di pesce i cannolo. 1 raz byłam zaproszona na kolację - u Giovanny na Alicudi. Jeden raz na Lipari zjadłam arancino, ale nie jest mój przysmak.

Nie zliczę, ile zjadłam kilogramów moreli, małych pomidorków, ile kulek mozzarelli. Wypiłam pół opakowania kawy Lavazza i pół litra mleka, zjadłam całe opakowanieamaretti i dwie czarne figi. Kilka razy jadłam granitę: gelsi (morwa), limone (cytryna), mandorle (migdały) oraz mieszaną - z kilku smaków - najlepsza jest migdałowa w połączeniu z owocową... Wypilam hektolitry wody (naturale).

Największe wydatki podczas podróży: wejście na Stromboli z Magmatrek - 28 Euro,wycieczka łodzią do Sciara del Fuoco 20 Euro, wynajęcie roweru na 2 dni na Vulcano 14 Euro, książka o Ginostra 13 Euro, zakupy dla domu (w tym butelka wina malvasia za 15 E na Vulcano) - razem ok. 80 Euro.

Co z ekwipunku na wyjazd najbardziej się sprawdziło: leciuteńkie prześcieradło-śpiwór z mikrofibry - polecam wszystkim! Nic nie waży, można do niego wejść lub się nim przykryć, można go też użyć jako warstwę izolacyjną pod kocem czy w pościeli której nie ufamy. Równie lekki specjalny ręcznik turystyczny, waży nic, jest duży a zwinięty mieści się w małej torebce, chłonie świetnie, schnie natychmiast.Trekkingowe buty trzymające kostkę na górskie wycieczki (Stromboli przede wszystkim + wysokie skarpety i getry). Trekkingowe sandały. Nareszcie miałam spokój ze stopami! Wycieczkowy plecak salomona - pojemny, leciutki, mnóstwo oddzielnych kieszeni i wynalazków, które odkrywa się w miarę używania.  Oczywiście,plecak a nie walizka (ciężki, ale walizki za nic bym nie wciągnęła po schodkach Ginostry ani Alicudi...) Chusteczki odświeżające. Czapka z daszkiem (niestety, została w Rzymie...).  Druga karta do aparatu (zdjęcia i tak się nie zmieściły na dwóch kartach = 8 i 16 gb...).

Czego nie wzięłam, a brakowało: cukier do kawy - przecież kupowanie kilograma cukru nie ma sensu, a tam gdzie miałam kuchnię i sama robiłam sobie kawę cukru nie było. Dwa razy wyprosiłam, a raz ... gwizdnęłam w barze... Koniecznie powinnam była wziąćpendrive'a, ułatwiłoby to bardzo korzystanie z internetu. Na wyspach - prócz Lipari - nie ma wifi. Zapalniczka - na campingu była kuchenka gazowa, ale żeby zapalić gaz musiałam kupić zapalniczkę za 2 euro. Za mało: kremu z filtrembalsamu do ciała po opalaniu. Przydałby się telefon z włoską kartą sim, muszę o tym pomyśleć następnym razem.

Co się nie sprawdziło - aparat do zdjęć podwodnych - bubel, zepsuł się po 10 minutach używania! Maska do pływania - z pewnością dobra, ale nie kiedy się pływa podczas długich pieszych wycieczek, bo ciężka. Na wycieczki lepsza byłaby lekka, plastikowa a nie szklana (użyłam 1 raz!). Fajka do pływania - ale to chyba moja wina, bo nie umiałam jej zamocować. Długie spodnie, kilka niepotrzebnych ciuchów, jedne buty i jeszcze kilka innych rzeczy spokojnie mogło zostać w domu i nie obciążać plecaka.